Arabski Kohl do oczu po raz pierwszy zobaczyłam u Aliny Rose i bardzo mnie wtedy zaintrygował, szczególnie ze względu na to, że nie tylko jest kosmetykiem makijażowym, ale ma też działać leczniczo na oczy. Jako że noszę soczewki to najpierw napisałam do jednego ze sklepów internetowych, który ma Kohl w ofercie, czy można go stosować przy kontaktach - niestety nie udzielono mi informacji na ten temat :(. Mimo wszystko postanowiłam zaryzykować - jednak zamówiłam Kohl na allegro, ponieważ znalazłam go o połowę taniej niż w tym sklepie - za 7,50zł + przesyłka ;). Pocztą przyszło do mnie moje własne czarne maleństwo i mogłam w końcu poczuć powiew Orientu na własnej skórze :D.
Jakie wrażenia? SUPER. Zostałam wielką fanką Kohla i na pewno zagości na stałe w mojej kosmetyczce! Sam buteleczka jest tyciusieńka, co widać na poniższym zdjęciu ;), jednak myślę, że wystarczy na długo, ponieważ przy pojedynczym użyciu nabieramy naprawdę minimalną ilość tego czarnego proszku. Kohl ma bardzo typowy "arabski", piżmowy zapach i niesamowite działanie na oczy. Kiedy Alina pisała o chłodzeniu gałki ocznej, jakoś nie potrafiłam sobie tego uczucia wyobrazić, ale teraz już je poznałam i jest to trudne do opisania przeżycie :D. Aplikacja kosmetyku jest moim zdaniem naprawdę prosta - przykładamy szklany patyczek (dołączony do produktu) zanurzony w proszku do wewnętrznego kącika oka, zamykamy oczy i przeciągamy w kierunku zewnętrznego kącika i to właściwie tyle :D. W ten sposób mamy pomalowaną linię wodną zarówno dolnej jak i górnej powieki, co sprawia, że dodatkowo uzyskujemy efekt zagęszczenia rzęs :). Jeżeli chodzi o kwestię, która nie dawała mi spokoju przed zakupem, czyli ewentualny "konflikt" z soczewkami - nie ma żadnego problemu - pomimo, że Kohl to proszek, który osadza się na powierzchni gałki ocznej (widać to na ostatnim zdjęciu), to zupełnie mi nie przeszkadzał - nie wchodził pod soczewki i nie powodował żadnego dyskomfortu. Przechodząc do efektu wizualnego jaki daje - mnie się bardzo podoba podkreślenie całego oka taką nasyconą czernią na przykład w makijażu smokey - oczy wyglądają bardzo zmysłowo i uwodzicielsko :D. Nie zauważyłam, żeby rozmazywał się w ciągu dnia.
Jedyny zawód, który mnie spotkał jest związany z tym, że Alina pisała, że Kohl będzie "wybielał" białko oka, ponieważ obkurcza naczynka - niestety nie zauważyłam tego efektu, ale może ja po prostu tego nie widzę ;). Przy używaniu Kohla warto zastosować odwróconą technikę nakładania makijażu - czyli zacząć od oczu, ponieważ przy aplikacji proszek często osypuje się pod oczami i mogą powstać czarne podkówki gdy go rozmażemy ;), a po pomalowaniu Kohlem - oczyścić wewnętrzne kąciki patyczkiem kosmetycznym i usunąć "śpiochy" ;).
PLUSY:
- cena - 7,50zł plus wysyłka
- bardzo wydajny
- świetnie prezentuje się w makijażu
- bardzo łatwa aplikacja
- niesamowite uczucie chłodzenia gałki ocznej
- efekt zagęszczenia rzęs
- brak "konfliktu" z soczewkami (baaardzo mnie to cieszy!)
- nie rozmazuje się w ciągu dnia/nocy
MINUSY:
- bardzo malutka buteleczka, którą czasem trudno znaleźć w kosmetyczce ;)
- przy aplikacji osypuje się pod oczami i wymaga zastosowania techniki odwróconej w makijażu oraz dokładnego usunięcia nadmiaru proszku z wewnętrznych kącików oczu
- nie widzę wybielenia gałki ocznej :(
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Miałyście kiedykolwiek do czynienia z Kohlem w proszku? To mój pierwszy raz, ale tak jak napisałam wyżej - na pewno nie ostatni - kiedy skończy mi się ta buteleczka, to na 100% zamawiam kolejną. Zakochałam się na zabój :D.
Pozostawiam Was zatem z arabskimi klimatami, a sama pędzę na spotkanie z... Panną Joanną, Margaretką oraz 82Inez :D.
P.S. Edytowałam posta, ponieważ walnęłam się w cenie - Khol nie kosztował 15zł z wysyłką, ale zaledwie 7,50zł (sprawdziłam na swoim koncie allegro :D) - przepraszam za wprowadzenie Was w błąd :*.
