Druga połowa zeszłego roku w branży kosmetycznej należała do firmy Catrice. Do uwielbianego już wcześniej korektora Catrice - Liquid Camouflage - High Coverage Concealer dołączył kolejny produkt chwalący się mocnym kryciem, czyli podkład Catrice - HD Liquid Coverage Foundation. Ten drugi do dziś gdy tylko pojawia się w drogeriach, znika z półek w mgnieniu oka, a przecież jest na rynku już od pół roku! Mnie udało się jakiś czas temu upolować zarówno obydwa odcienie korektora jak i najjaśniejszą (vide - najbardziej poszukiwaną) wersję kolorystyczną podkładu i dzisiaj napiszę Wam jak te produkty sprawdziły się u mnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 marca 2017
sobota, 4 lutego 2017
Podkładowe podium - Lirene - Perfect Tone - Fluid dopasowujący się do koloru cery
Zeszłoroczne makijażowe nowości od Lirene były dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem i wiele z nich weszło u mnie do zbioru kosmetyków używanych na co dzień. Jednym z produktów, który zadomowił się w moim "codziennym" kuferku okazał się być podkład Lirene - Perfect Tone.
czwartek, 10 listopada 2016
Strobing i konturowanie z Lirene - modelowanie twarzy światłem
Strobing to trend w makijażu, który pojawił się latem tego roku i postanowił zawalczyć o palmę pierwszeństwa z dotychczas królującym nam miłościwie konturowaniem. Ponieważ ja nie potrafię się jednak z nim pożegnać, postanowiłam te dwie makijażowe techniki połączyć! Z pomocą tym razem przyszła mi marka Lirene, która wypuściła kilka bardzo ciekawych nowości, które przedstawię Wam w dzisiejszym poście wraz z moimi pomysłami na ich zastosowanie. Zapraszam do czytania i oglądania, bo zdjęć jest duuuużo!
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Przypadkowe odkrycie - Rimmel - Match Perfection - 100 Ivory - perfekcyjny na co dzień
Podkład Rimmel - Match Perfection w liczbie sztuk dwóch wpadł w moje ręce tak przypadkowo, że można by to wręcz uznać za jakieś ciekawe zrządzenie losu - najwyraźniej dane nam było się poznać ;). Nie byłam nim wcześniej specjalnie zainteresowana, bo miałam już swojego ulubieńca (Revlon - Colorstay (klik!)) i raczej nie szukałam następcy, a już na pewno nie wśród typowych produktów drogeryjnych. Jednak podczas wizyty w Rossmannie jakieś pół roku temu (w okolicach wakacji) natknęłam się na wyprzedaż tych podkładów za szalone 8zł. Zgarnęłam dwie sztuki jedynego pozostałego jeszcze koloru - 100 Ivory i tym sposobem nabyłam produkt, który okazał się być dokładnie tym, czego potrzebowałam w codziennym makijażu.
środa, 25 listopada 2015
Podkład stworzony by trwać? - PUPA Milano - Made to Last - 020 Light Beige
Liczba podkładów, które w swoim życiu przetestowałam jest naprawdę spora. Jedne lubiłam bardziej, inne mniej, do niektórych niezmiennie wracam do dziś, a jeszcze inne omijam szerokim łukiem. Ostatnio zaczęłam interesować się podkładami z wyższej półki cenowej i w moje ręce wpadł produkt włoskiej firmy PUPA Milano - Made to Last w kolorze 020 Light Beige.
czwartek, 5 listopada 2015
Niespodziewane odkrycie za grosze - W7 - Make Up & Glow - Bronzing Base - baza brązująca
Witajcie! Dzisiaj pragnę przedstawić Wam bardzo ciekawy produkt, który spokojnie mogę nazwać "odkryciem za grosze", czyli bazę brązującą W7 - Make Up & Glow - Bronzing Base. Jeżeli jeszcze o niej nie słyszałyście, to zapewniam Wam, że jest warta poznania - a dlaczego - to wyjaśnię w dalszej części posta - zapraszam!
piątek, 12 czerwca 2015
Estee Lauder - Double Wear - 1W2 Sand - podkład-legenda - czy słusznie?
Wiem, wiem - długo mnie nie było... Wpadłam w wir studiów i zajęć "pozalekcyjnych" - wiosna w głowie zawirowała - rozumiecie ;). Teraz jeszcze też nie wracam na stałe, ale w wakacje - obiecuję poprawę! W ramach zadośćuczynienia mam dla Was recenzję produktu kultowego, a mianowicie podkładu Estee Lauder - Double Wear, który otrzymałam do testów od drogerii Cocolita.pl. Zapraszam!
TAG:
Estee Lauder,
makijaż,
podkład
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Me Me Me - Flawless - Cream Foundation - 01 Porcelain Pure - dobry, lecz nie dla mnie...
Moje poszukiwania idealnego podkładu właściwie mogę uznać za zamknięte od momentu, kiedy trafiłam na Revlon Colorstay, ale oczywiście zdarzają mi się skoki w bok - a nuż jednak znajdzie się coś, co jeszcze bardziej mnie zadowoli? Takim skokiem w bok był podkład Me Me Me - Flawless - Cream Foundation w odcieniu 01 Porcelain Pure, który miałam okazję wypróbować za sprawą drogerii internetowej kosmetykomania.pl. Okazał się być bardzo fajnym kosmetykiem, ale... niestety nie dla mnie. Więcej szczegółów w dalszej części posta ;).
poniedziałek, 3 listopada 2014
"Magiczne" podkłady zmieniające kolor - 3xL - Lioele, L'Oreal, Lirene
Podkłady zmieniające kolor pojawiły się na rynku mniej więcej półtora roku temu - przynajmniej ja wtedy pierwszy raz natknęłam się na takie cudo, a był to BB krem Lioele - Dollish Veil Vita w kolorze #2 Natural Green. Niedługo potem inne firmy podłapały temat i na półkach zaroiło się od tych "magicznych" cudaków. Przedstawię Wam dzisiaj 3 tego typu podkłady - zapraszam do czytania :).
piątek, 25 lipca 2014
Bourjois - Healthy Mix Foundation - No 53 Light Beige - blogerska bomba, która u mnie nie wypaliła...
Dotychczas większość blogerskich "hitów" się u mnie sprawdzała, dlatego z wielkim żalem muszę przyznać, że produkt, w którym pokładałam spore nadzieje, u mnie okazał się niewypałem. Tym niewypałem jest wyniesiony pod blogowe niebiosa podkład Bourjois - Healthy Mix. Dlaczego tak się stało? Spieszę z wyjaśnieniami...
środa, 28 maja 2014
Revlon - Colorstay - 180 Sand Beige - podkład do cery tłustej i mieszanej - mój numer 1 wśród podkładów!
Wypróbowałam już naprawdę wiele podkładów, jedne przypadały mi do gustu bardziej, drugie mniej, trzecie niemal od razu lądowały w śmietniku. Nieprzerwanie jednak natykałam się na blogach właśnie na Revlon Colorstay, który od kilku lat święci triumfy w blogosferze.
niedziela, 30 marca 2014
Moje ulubione podkłady, czyli czym najczęściej maziam się po twarzy, żeby wyglądać jak człowiek ;)
Szukanie idealnego podkładu to odwieczna pogoń za doskonałością, która chyba dla większości z nas - kobiet (i niektórych facetów ;)), nigdy się nie skończy. Trudno znaleźć podkład, który będzie nam pasował pod każdym względem. Często zdarza się, że to co fajnie spisuje się w ciągu dnia, niespecjalnie nadaje się na wieczór, a "wieczorowy" podkład jest za ciężki, aby stosować go latem. Ponadto wiele przeszkód może stanąć nam na drodze do ideału - nasz wybrany ulubieniec może zostać - jak na złość - wycofany z produkcji, albo producent zmieni formulację, która już tak dobrze z naszą skórą się nie dogada, ewentualnie zostaniemy powalone ceną produktu pełnowymiarowego, albo będzie on trudno dostępny w Polsce. Tak wiele przeciwności! Ech!
sobota, 4 stycznia 2014
Bell - Smart Makeup - CC Cream - 021 Natural - CC krem/podkład - czy CC jest lepsze niż BB? :)
Prawie dokładnie rok temu opisywałam Wam moje podkładowe odkrycie 2012 roku, którym był BB krem z Bell - BB cream Skin Adapt - 7 in 1 Make Up - 013 Beige. Tak się akurat złożyło, że dzisiaj znowu mam dla Was produkt firmy Bell, ponownie jest to podkład i również był został ulubieńcem roku - tym razem 2013 ;). Firma Bell przoduje w dogadzaniu mi swoimi wynalazkami :D. Tym razem mam dla Was recenzję nie BB, a CC kremu, który od ponad miesiąca króluje na mojej buzi :).
Jeżeli chodzi o kwestię nazewnictwa - BB czy CC czy jakkolwiek zwał - moją opinię na ten temat wyraziłam na końcu postu :). Ale dla uproszczenia w treści postu będę się posługiwać nazewnictwem nadanym przez producenta.
wtorek, 1 października 2013
Sleek - The Original - paleta cieni do powiek
Paleta Sleek Original była jedną z tych, które bardzo chciałam mieć, ale jakoś nigdy nie było nam po drodze. Zawsze łasiłam się na edycje "limitowane", a Original odkładałam na później. Tak się bardzo miło złożyło, że mojego posta z rankingiem palet Sleek, w którym napisałam, że chciałabym w końcu przywitać Original w mojej kolekcji, przeczytała Magda i skrobnęła do mnie maila, że chętnie przekaże tą paletkę w moje łapki, bo sama jej nie używa :D.
Magdo - dziękuję Ci w tym miejscu bardzo serdecznie! Nie spodziewałam się kompletnie, że The Original trafi do mnie w taki sposób - od mojej czytelniczki <3! Bardzo, bardzo Ci dziękuję - nie tylko za paletkę, ale także za czytanie mojego bloga - każda z Was, które zaglądają tu do mnie jest dla mnie wielkim skarbem - piszę dla Was i nic nie cieszy mnie tak bardzo jak to, że jesteście ze mną :*.
Przejdę teraz do krótkiej recenzji The Original :).
Magdo - dziękuję Ci w tym miejscu bardzo serdecznie! Nie spodziewałam się kompletnie, że The Original trafi do mnie w taki sposób - od mojej czytelniczki <3! Bardzo, bardzo Ci dziękuję - nie tylko za paletkę, ale także za czytanie mojego bloga - każda z Was, które zaglądają tu do mnie jest dla mnie wielkim skarbem - piszę dla Was i nic nie cieszy mnie tak bardzo jak to, że jesteście ze mną :*.
Przejdę teraz do krótkiej recenzji The Original :).
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Lioele - Dollish Veil Vita BB - #2 Natural Green - BB krem
Kryzys trwa. Spowodowany wszechkurdeogarniającą zimą!!! Nawet zdjęć porządnych nie da się zrobić co skutecznie odwlekało powstanie jakiegokolwiek posta na bloga. Bo jak mi zdjęcia nie wychodzą to taka niechęć i niechciejstwo i tumiwisizm. No ale jest. Przełamałam się. Jak Lewandowski w meczu z San Marino (bu ha ha.). Dalej będzie bardziej optymistycznie niż w tym wstępie ;). Przejdźmy więc do bohatera dnia...
PLUSY:
- przeprzeprzeprzepiękny zapach <3 - jaśminowy?
- zmienia kolor - taaaki bajer :D
- śliczne, naturalne wykończenie - chyba jedyny BB krem, po którym w zasadzie nie muszę używać pudru
- zielone tony neutralizują zaczerwienienia
- do pewnego stopnia dopasowuje się do karnacji
- bardzo przyjemnie nawilża
- zawiera filtr SPF 25/PA++
- dobre krycie, ale bez nienaturalnego efektu
- mówiłam już o zapachu?? :D
- śliczne opakowanie
- higieniczny dozownik w postaci pompki, która wypluwa z siebie odpowiednią ilość produktu
- nie podkreśla suchych skórek
- przyjemna konsystencja, dobrze się aplikuje
- nienajgorszy skład (choć przydługawy i zawiera parabeny i trochę chemikaliów, to jednak nie ma tragedii ;))
- nie zapycha (no dobra, mnie niewiele rzeczy zapycha...)
MINUSY:
- cena - około 50zł za 30ml
- dostępność - ebay lub znacznie drożej w polskich drogeriach internetowych ;) - ja kupowałam oczywiście na ebayu - u użytkownika rubyruby76 - tutaj - mogę polecić :)
- nie widać zużycia produktu
OCENA OGÓLNA:
6/6
Moje ukochane różowe maleństwo - nie zamienię na nic innego w tej chwili! Ja wiem - było już kilka takich BB kremów, które wywoływały u mnie ochy i achy, ale chyba dopiero teraz wiem, że czegoś im brakowało, dostrzegam ich minusy na tle właśnie Lioele Dollish. Do zakupu tego BeBika przymierzałam się odkąd zobaczyłam go na blogu Hexxany - pewnie z rok temu. No i tak chodziłam dookoła niego, czytałam opinie, zastanawiałam się, no i w końcu postanowiłam, że raz kozie i takie tam i "bierę!". No i wzięłam. I nie żałuję! Właściwie wszystkie jego zalety są wypisane w plusach - a zalet tych ma wiele ;). Mnie urzekł szczególnie trzema swoimi właściwościami - bajeranckim efektem zmiany koloru (hihi :D), przecudnym zapachem (chcę takie perfuuuumy!!!) oraz faktem, że nie świecę się po nim <3. W następnej kolejności doceniłam go za maskowanie zaczerwienień i naturalnie matowe wykończenie :). Teoretycznie jest to krem bazowy, jednak ja z powodzeniem stosuję go solo.
Naprawdę polecam Wam wypróbowanie tego BeBika - nawet jeżeli dotychczas BB kremy nie do końca przypadały Wam do gustu. Myślę, że w tym przypadku jest duża szansa, że się z nim polubicie - malowałam nim kilka moich koleżanek i wszystkie chcą, żebym dla nich też zamówiła tego cudaka :D.
PLUSY:
- przeprzeprzeprzepiękny zapach <3 - jaśminowy?
- zmienia kolor - taaaki bajer :D
- śliczne, naturalne wykończenie - chyba jedyny BB krem, po którym w zasadzie nie muszę używać pudru
- zielone tony neutralizują zaczerwienienia
- do pewnego stopnia dopasowuje się do karnacji
- bardzo przyjemnie nawilża
- zawiera filtr SPF 25/PA++
- dobre krycie, ale bez nienaturalnego efektu
- mówiłam już o zapachu?? :D
- śliczne opakowanie
- higieniczny dozownik w postaci pompki, która wypluwa z siebie odpowiednią ilość produktu
- nie podkreśla suchych skórek
- przyjemna konsystencja, dobrze się aplikuje
- nienajgorszy skład (choć przydługawy i zawiera parabeny i trochę chemikaliów, to jednak nie ma tragedii ;))
- nie zapycha (no dobra, mnie niewiele rzeczy zapycha...)
MINUSY:
- cena - około 50zł za 30ml
- dostępność - ebay lub znacznie drożej w polskich drogeriach internetowych ;) - ja kupowałam oczywiście na ebayu - u użytkownika rubyruby76 - tutaj - mogę polecić :)
- nie widać zużycia produktu
OCENA OGÓLNA:
6/6
Moje ukochane różowe maleństwo - nie zamienię na nic innego w tej chwili! Ja wiem - było już kilka takich BB kremów, które wywoływały u mnie ochy i achy, ale chyba dopiero teraz wiem, że czegoś im brakowało, dostrzegam ich minusy na tle właśnie Lioele Dollish. Do zakupu tego BeBika przymierzałam się odkąd zobaczyłam go na blogu Hexxany - pewnie z rok temu. No i tak chodziłam dookoła niego, czytałam opinie, zastanawiałam się, no i w końcu postanowiłam, że raz kozie i takie tam i "bierę!". No i wzięłam. I nie żałuję! Właściwie wszystkie jego zalety są wypisane w plusach - a zalet tych ma wiele ;). Mnie urzekł szczególnie trzema swoimi właściwościami - bajeranckim efektem zmiany koloru (hihi :D), przecudnym zapachem (chcę takie perfuuuumy!!!) oraz faktem, że nie świecę się po nim <3. W następnej kolejności doceniłam go za maskowanie zaczerwienień i naturalnie matowe wykończenie :). Teoretycznie jest to krem bazowy, jednak ja z powodzeniem stosuję go solo.
Naprawdę polecam Wam wypróbowanie tego BeBika - nawet jeżeli dotychczas BB kremy nie do końca przypadały Wam do gustu. Myślę, że w tym przypadku jest duża szansa, że się z nim polubicie - malowałam nim kilka moich koleżanek i wszystkie chcą, żebym dla nich też zamówiła tego cudaka :D.
niedziela, 6 stycznia 2013
Bell - BB cream Skin Adapt - 7 in 1 Make Up - 013 Beige - BB krem
W poście o moich odkryciach 2012 roku napisałam, że podkładowym hitem został BB krem z polskiej firmy Bell. Zauważyłam w komentarzach zainteresowanie tym produktem, w związku z tym przygotowałam dla Was recenzję :). Z tego co wiem, kosmetyk ten pojawił się na rynku całkiem niedawno - ja sama nie wiedziałam o jego istnieniu do czasu, gdy zobaczyłam go w Naturze i pod wpływem impulsu (oj tak...) po prostu go kupiłam. Nie wiem co mnie tknęło, ale chyba jakieś przeczucie po prostu (które niestety równie często zawodzi), bo okazało się, że ten BeBik fenomenalnie dogadał się z moją skórą i chwilowo zdeklasował nawet azjatyckie BB kremy! No ale koniec tego piania nad nim, przejdźmy do rzeczy :D. Zapraszam do recenzji!
PLUSY:
- idealny dla mnie odcień - coś pomiędzy neutralnym a lekko żółtawym, w żaden sposób nie wpada w róż (jupi!)
- średnie krycie, ale wystarczające, by ukryć niedoskonałości cery
- brak efektu maski
- skóra wygląda świeżo
- filtr SPF 15 - zawsze coś ;)
- utrzymuje mat na mojej buzi przez cały dzień (!!!)
- lekka, dobrze rozprowadzająca się konsystencja
- higieniczny aplikatorek z małym ujściem
- wykończenie - naturalny mat
- bardzo dobra trwałość na mojej buzi
- cena - około 20zł
- nie podkreśla suchych skórek
- nie waży się ani nie ciemnieje
- przyjemny zapach
MINUSY:
- producent obiecuje nawilżenie - odczuwam dość umiarkowane, ale nie przeszkadza mi to, bo i tak używam kremu pod makijaż
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Na tą chwilę jest to dla mnie najlepszy podkład/BB krem jaki dotychczas miałam. Fenomenalnie dogaduje się z moją skórą - lepiej nawet niż Missha, która była moim hitem bodajże od 2 lat i zdradzałam ją tylko chwilowo z testowanymi produktami, ale zawsze wracałam. Jestem niesamowicie zaskoczona, bo nie spodziewałam się, że podkład za niecałe 20zł, z polskiej firmy, tak bardzo mi przypasuje, a firma Bell ogólnie jest moim wielkim odkryciem 2012 roku. Największym plusem tego produktu jest dla mnie utrzymanie mojej cery matowej przez cały dzień - dotychczas nie udało się to ŻADNEMU produktowi! Najlepiej pod tym względem współpracuje z prasowanym pudrem mineralnym Bell (recenzja będzie wkrótce), ale także z innymi pudrami ładnie się zachowuje. Jeżeli chodzi o obiecywane przez producenta nawilżenie - jest dość umiarkowane, dla mnie to nie minus, bo i tak używam kremu nawilżającego, a nawet bez niego nie odczuwam jakiegoś dyskomfortu po nałożeniu tego BB kremu.
Właściwie wszystkie pozostałe zalety tego kosmetyku wypisałam w plusach i nie ma się co rozwodzić - jestem bardzo na tak i bardzo polecam Wam do wypróbowania :).
niedziela, 14 października 2012
Paese - Long Cover Fluid - 01 Jasny beż
PLUSY:
- świetny odcień - naprawdę jasny beż
- nie świnkuje :D
- nie zmienia koloru
- dobra konsystencja - łatwo się aplikuje, nie robi się "tępy" na buzi
- przyjemny zapach
- bardzo dobrze kryje
- cena - około 27zł
MINUSY:
- aplikator trochę mało higieniczny
OCENA OGÓLNA:
5/6
Po moim poprzednim spotkaniu z produktem firmy Paese (Puder "ryżowy") nie spodziewałam się zbyt wiele po ich kosmetykach, jednak spotkało mnie miłe zaskoczenie. Podkład Long Cover Fluid uważam za naprawdę dobry produkt, przede wszystkim za jego świetne krycie. Lubię, kiedy kosmetyk spełnia obietnice producenta - jeżeli szukam podkładu kryjącego, którego właściwości kryjące podkreśla producent, a później okazuje się, że z kryciem jest kiepsko to jestem po prostu zła - odbieram to jako oszustwo. W tym przypadku podkład ma być kryjący i jest! Powiem więcej - kryje świetnie, a jednocześnie nie robi na twarzy sztucznej maski. Nie zgodzę się jednak z obietnicą firmy, jakoby podkład miał mieć również właściwości matujące - no raczej nie... Daje on dość naturalne wykończenie, ale nie nazwałabym go matowym - zawsze muszę użyć pudru. Plusem jest jednak fakt, że po przypudrowaniu matowy efekt pozostaje na dość długo. Podkład ma bardzo dobry dla mnie kolor i aktualnie używam go bardzo często - zdradzając ukochane BB-kremy, więc możecie sobie wyobrazić, że produkt ten rzeczywiście musi być niezły :). Polecam go szczególnie osobom, które poszukują w podkładach dobrego krycia :). Uważam, że ze względu na swoją treściwą konsystencję będzie świetnym produktem jesienno-zimowym - na wiosnę i lato wybieram lżejsze rozwiązania :). Jeśli chodzi o minusy tego produktu, to wymieniłam tu aplikator - może się wydawać nieco mało higieniczny, gdyż dotykamy podkładem bezpośrednio do skóry, a potem ląduje on z powrotem w opakowaniu. Ja rozwiązałam ten problem w taki sposób (i robię tak ze wszystkimi podkładami), że nakładam produkt aplikatorem na wierzch dłoni, a stamtąd dopiero pędzlem/gąbką/palcem - na twarz. Wierzch dłoni jest zazwyczaj dość czysty, nie ma styku bezpośrednio z zanieczyszczeniami, więc możemy być w miarę spokojne, że nie wpłyniemy znacząco na stan zawartości opakowania.
- świetny odcień - naprawdę jasny beż
- nie świnkuje :D
- nie zmienia koloru
- dobra konsystencja - łatwo się aplikuje, nie robi się "tępy" na buzi
- przyjemny zapach
- bardzo dobrze kryje
- cena - około 27zł
MINUSY:
- aplikator trochę mało higieniczny
OCENA OGÓLNA:
5/6
Po moim poprzednim spotkaniu z produktem firmy Paese (Puder "ryżowy") nie spodziewałam się zbyt wiele po ich kosmetykach, jednak spotkało mnie miłe zaskoczenie. Podkład Long Cover Fluid uważam za naprawdę dobry produkt, przede wszystkim za jego świetne krycie. Lubię, kiedy kosmetyk spełnia obietnice producenta - jeżeli szukam podkładu kryjącego, którego właściwości kryjące podkreśla producent, a później okazuje się, że z kryciem jest kiepsko to jestem po prostu zła - odbieram to jako oszustwo. W tym przypadku podkład ma być kryjący i jest! Powiem więcej - kryje świetnie, a jednocześnie nie robi na twarzy sztucznej maski. Nie zgodzę się jednak z obietnicą firmy, jakoby podkład miał mieć również właściwości matujące - no raczej nie... Daje on dość naturalne wykończenie, ale nie nazwałabym go matowym - zawsze muszę użyć pudru. Plusem jest jednak fakt, że po przypudrowaniu matowy efekt pozostaje na dość długo. Podkład ma bardzo dobry dla mnie kolor i aktualnie używam go bardzo często - zdradzając ukochane BB-kremy, więc możecie sobie wyobrazić, że produkt ten rzeczywiście musi być niezły :). Polecam go szczególnie osobom, które poszukują w podkładach dobrego krycia :). Uważam, że ze względu na swoją treściwą konsystencję będzie świetnym produktem jesienno-zimowym - na wiosnę i lato wybieram lżejsze rozwiązania :). Jeśli chodzi o minusy tego produktu, to wymieniłam tu aplikator - może się wydawać nieco mało higieniczny, gdyż dotykamy podkładem bezpośrednio do skóry, a potem ląduje on z powrotem w opakowaniu. Ja rozwiązałam ten problem w taki sposób (i robię tak ze wszystkimi podkładami), że nakładam produkt aplikatorem na wierzch dłoni, a stamtąd dopiero pędzlem/gąbką/palcem - na twarz. Wierzch dłoni jest zazwyczaj dość czysty, nie ma styku bezpośrednio z zanieczyszczeniami, więc możemy być w miarę spokojne, że nie wpłyniemy znacząco na stan zawartości opakowania.
wtorek, 18 września 2012
Mariza - Aksamitny fluid matująco-kryjący - Porcelana, Puder sypki - Naturalny
Na dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję produktów firmy Mariza - dla mnie zupełnie nowej, gdyż nigdy wcześniej nie spotkałam się z ich kosmetykami, a teraz mogę powiedzieć, że warto było się z nimi zaznajomić. Okazuje się, że firma Mariza udostępnia swoje produkty klientom za pośrednictwem konsultantek, a katalog możecie pobrać z ich strony internetowej tutaj (swoją drogą czyżby na okładce letniego katalogu widniała twarz naszej "najsłynniejszej kibicki Euro" Natalii Siwiec? :D).
Wracając jednak do samych produktów - dzisiaj chciałabym Was zapoznać z dwoma produktami, a mianowicie z Aksamitnym Fluidem Matująco-Kryjącym w kolorze Porcelana oraz Pudrem Sypkim w odcieniu Naturalnym - do dzieła!
AKSAMITNY FLUID MATUJĄCO-KRYJĄCY - PORCELANA
- przyjemna, "mokra" konsystencja - przypomina BB krem Lioele Water Drop (chociaż kropelek wydzielających się z podkładu nie zauważyłam)
- żółtawy odcień - nie "świnkuje"
- nawilża
- posiada filtr UV
- jest beztłuszczowy
- nie zapycha
- nie podkreśla suchych skórek
- krycie średnie, ładnie ujednolica cerę
- daje ładne, naturalne, matowe wykończenie "zdrowej" skóry
- higieniczny i wygodny dozownik w postaci pompki
- przyjemny, świeży zapach
- cena 11,90zł
MINUSY:
- pomimo faktu, że ma być kosmetykiem kryjącym, nie do końca radzi sobie z zaczerwienieniami
- matuje na zbyt krótko - maksymalnie 2 godziny (chociaż u mnie to i tak wyczyn...)
OCENA OGÓLNA:
4+/6
Jeśli o ocenie miałby decydować jedynie stosunek ceny do jakości, to podkład ten dostałby pękatą szóstkę! Za cenę niecałych 12zł mamy podkład, który bije na głowę niektóre średniopółkowe produkty typowo drogeryjne (w nawiasie cenowym powiedzmy 20-30zł), a już na pewno pseudo-BBkremy, które ostatnio zalały polski rynek. Obiektywnie, i bez patrzenia na cenę, rzecz biorąc produkt da się lubić, jest przyjemny w użyciu zarówno dzięki zapachowi, jak i bardzo miłemu uczuciu nawilżenia skóry po aplikacji. Dużym plusem jest naturalny, nie płaski mat oraz niepodkreślanie suchych skórek. Największy zarzut wobec tego kosmetyku to fakt, że efekt zmatowienia skóry pozostaje widoczny dość krótko, a krycie, które występuje w nazwie, jest zaledwie średnie i bardziej wymagającym cerom nie przypasuje. Jeśli szukacie kosmetyku, który czyni skórę całkowicie matową - ten produkt nie jest dla Was, gdyż poziom matowienia jest równie średni jak krycia, ale dla mnie to duży plus, bo skóra prezentuje się bardzo naturalnie. Największy plus - nie świnkuje mnie dzięki żółtawemu odcieniowi! Czy polecam? Owszem - dla cer wymagających średniego krycia i średniego matu oraz poszukiwaczek lekkich podkładów beztłuszczowych.
PUDER SYPKI - NATURALNY
PLUSY:
- bardzo dobrze matuje
- ładny odcień - pozostawia skórę delikatnie muśniętą opalenizną, ale nie przesadnie, dzięki obecności żółtawych pigmentów
- pozwala skorygować niedoskonale dopasowany - za jasny, podkład
- bardzo wydajny
- nie zapycha
- cena 14,90zł
MINUSY:- zapach "babcinych" kosmetyków
- łatwo z nim przesadzić i zrobić sobie plamę na buzi - wymaga delikatnego omiatania twarzy pędzlem - szczerze odradzam dołączony aplikatorek w postaci gąbeczki
- nakładany warstwa na warstwę po kilku aplikacjach daje efekt maski
OCENA OGÓLNA:
4/6
Być może nie wynika to z ilość plusów i minusów, ale polubiłam ten produkt. W jego przypadku najważniejszą zasadą jest po prostu - nie przesadzić! Szczególnie przypadł mi on do gustu za to, że potrafi dopasować niekoniecznie dobrze dobrany podkład do mojej karnacji - skorygować różnicę odcienia, a nawet całkowicie ją zniwelować. Ponadto ma dobre właściwości matujące. W związku z tym, że zawiera pigmenty, nie polecam używać go za pomocą dołączonej gąbeczki, a jedynie z użyciem pędzla, delikatnie omiatając twarz, gdyż postawienie "stempelka" spowoduje pojawienie się plamy, którą ciężko później rozetrzeć ;). Prawdę mówiąc to taki kosmetyk, który z jednej strony lubię, a z drugiej byłby mi obojętny, jednak chyba po prostu nauczyłam się go używać z umiarem i wykorzystywać zalety, a unikać ujawnienia się wad... Z pewnością na plus wpływa jego cena ;). Jedyne czego nie uniknę to "babciny" zapach, ale do niego też można się przyzwyczaić ;).
Na zdjęciu wydaje się bardzo jasny, ale to wina aparatu + odcienia skóry mojego przedramienia ;). Mimo wszystko widać - po prawej stronie, obecność żółtych pigmentów.
środa, 4 lipca 2012
Annabelle Minerals - podkłady, róże, korektory mineralne
Ogólnie rzecz biorąc do kosmetyków mineralnych mam mieszane uczucia. Większość z mineralnych podkładów bardzo się warzy na mojej buzi, co dyskwalifikuje je na wstępie, a już w ogóle przegrywają z BB kremami, których jestem wierną fanką. Jedyne minerałki, które stosuję na co dzień to róże (aktualnie króluje Everyday Minerals), ponieważ nie nakładam ich na strategiczne miejsca twarzy (w moim przypadku policzki w pobliżu nosa to apogeum sebotwórcze...) - a zatem nie mają szansy się zwarzyć. Korektory mineralne jakoś nigdy mnie nie kręciły i właściwie nawet ich nigdy wcześniej nie próbowałam.
Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie firma Annabelle Minerals z propozycją przetestowania ich minerałów i przygotowania recenzji - zgodziłam się głównie dlatego, że na stronie napisano, że są to kosmetyki w 100% mineralne. Teoretycznie większość mineralnych kosmetyków zawiera głównie mineralne składniki, ale mimo wszystko mają też domieszki innych substancji, tutaj miało być inaczej - firma Annabelle Minerals pisze na swojej stronie:
- ścięty pędzel do różu
- pędzel flat-top
- próbki korektorów mineralnych w kolorach - Light, Medium i Dark
- próbki róży mineralnych w kolorach - Honey, Nude, Rose, Romantic, Coral i Sunrise
- próbki podkładów mineralnych w formule kryjącej w kolorach Beige Light, Beige Medium, Beige Dark, Natural Light, Natural Medium, Natural Dark, Golden Light, Golden Medium, Golden Dark - słowem - całą paletę
- pełnowymiarowy podkład w formule matującej - w odcieniu Beige Light
- pełnowymiarowy podkład w formule matującej - w odcieniu Natural Light - ten kolor akurat przypasował do mojego odcienia cery
KOREKTORY
Występują w trzech odcieniach:
- Light - delikatnie wpadający w pistacjowy, nadaje się do tuszowania zaczerwienień i naczynek
- Medium - myślę, że spisze się dobrze jako korektor do cieni pod oczami, ponieważ wpada w żółtawy odcień, a jednocześnie nie roluje się w załamaniach i zmarszczkach skóry
- Dark - nie potrafię ocenić tego korektora, gdyż jest naprawdę ciemny... być może podpasuje osobom z ciemną karnacją - ja nie potrafiłam znaleźć dla niego zastosowania...
RÓŻE
Występują w sześciu odcieniach:
- Honey - moim zdaniem bardziej bronzer niż róż, idealnie nada się do makijażu typu sun-kissed przy opalonej skórze, mocno napigmentowany - trzeba uważać, żeby z nim nie przesadzić ;)
- Romantic - śliczny odcień bladego różu, dobry dla bladolicych z porcelanową cerą, w innym przypadku może być niewidoczny
- Coral - ciepły odcień różu delikatnie złamany barwą wina - najlepiej dopasowany do mojej karnacji, dobrze się stopniuje, choć łatwo z nim przesadzić
- Rose - będzie dla mnie idealny zimą, kiedy jestem nieco bledsza, coś pomiędzy Romantic a Coral, bardzo łatwy w użyciu, nie robi plam, daje się stopniować
- Sunrise - jaśniejsza wersja różu Honey, łatwiejszy dzięki temu w obsłudze, również polecałabym go do makijażu typu sun-kissed lub jako delikatny bronzer
- Nude - nie mam pojęcia jak go użyć, gdyż na mojej cerze jest zupełnie niewidoczny - taki odcień-widmo...
PODKŁADY
Występują w trzech formułach:
- matującej - bardzo sympatyczna, aksamitna konsystencja, dobrze się rozprowadza na buzi (zarówno flat-topem jak i kabuki), daje efekt naturalnego matu - nie całkowitego, ale mnie to akurat odpowiada, nie tworzy efektu maski, utrzymuje się na buzi do 8 godzin, cera jest matowa przez jakieś 4 godziny - później warto wspomóc się bibułką matującą, o dziwo - podkład nie warzy mi się na buzi, krycie średnie
- kryjącej - formuła zupełnie nie dla mnie, choć konsystencja równie aksamitna jak wersja matująca, nieco gorzej z rozprowadzaniem, gdyż zostawia plamy, które trzeba dość intensywnie rozcierać, krycie jest naprawdę spore i łatwo przesadzić z ilością, która tworzy efekt "ciasta" na buzi, ta formuła niestety na mojej twarzy się zwarzyła, być może będzie lepsza dla osób, które potrzebują zdecydowanego krycia - ja wolę wersję matującą
- rozświetlającej
oraz w 9 odcieniach:
- Beige Light
- Beige Medium
- Beige Dark
- Natural Light
- Natural Medium
- Natural Dark
- Golden Light
- Golden Medium
- Golden Dark
opisy poszczególnych odcieni znajdują się pod swatchami :)
Beige Light - jasny odcień wpadający nieco w żółty, na swatchu wyszedł co prawda niemal biały, ale myślę, że to kwestia niedokładnego rozmieszania składników, a jednocześnie pigmenty stopiły się kolorystycznie ze skórą na moim przedramieniu :D
Beige Medium - sporo ciemniejszy od wersji Light i bardziej wpada w coś pomiędzy tonami żółtymi i pomarańczowymi, których osobiście nie znoszę ;)
Beige Dark - właściwie niewiele się różni od Medium, moim zdaniem - i widać to na swatchach, jest chyba od niego troszkę jaśniejszy i bardziej wpada w żółty odcień bez grama pomarańczu - to duży plus, osoby z cerą w żółtych tonach powinny być zadowolone
Natural Light - jasny, neutralny odcień, może odrobinę wpadający w róż, ale nie "świnkuje" mnie - to mój wybór z wszystkich dostępnych odcieni, choć być może na lato będzie nieco za jasny
Natural Medium - nieco ciemniejszy i bardziej wpadający w róż niż Light
Natural Dark - podobny poziom jasności jak Medium, ale bardziej wpada w żółć/pomarańcz niż w róż
Golden Light - świetna propozycja dla dziewczyn z oliwkową cerą, bardzo dobrze się komponuje z takim odcieniem skóry
Golden Medium - sporo ciemniejszy od Light, prawdopodobnie nadawałby się do opalonej oliwkowej cery, ale nie było mi dane tego sprawdzić
Golden Dark - ten gagatek nadawałby się chyba tylko dla osób z bardzo ciemną karnacją w odcieniu oliwkowym - w typie śródziemnomorskim na przykład...
Ogólnie rzecz biorąc minerały Annabelle Minerals przypadły mi do gustu pod względem składu oraz dopasowania odcienia Natural Light do mojej cery i faktu, że formuła matująca się na mnie nie warzy. Mimo wszystko uważam jednak, że firma powinna popracować nad większym wyborem odcieni, gdyż przypuszczam, że część z Was przyzwyczajona do palet oferowanych na przykład przez Lucy Minerals, Everyday Minerals, Lumiere czy Meow nie odnajdzie dla siebie odpowiedniego koloru. Na uwagę zasługują róże - zwłaszcza odcień Coral i Rose, które prezentują się bardzo ładnie i mają dobre właściwości aplikacyjne, chociaż i tutaj chciałoby się większej palety odcieni.
Annabelle Minerals przekonały mnie do tego, że istnieją podkłady mineralne, które nie zwarzą mi się w jakiś dziwny zakalec na buzi. Być może od czasu do czasu, gdy najdzie mnie ochota, będę używać opcji matującej, gdyż efekt jest bardzo naturalny, a cera pozostaje w miarę matowa przez całkiem niezły czas. Mimo to z pewnością minerały nie zdetronizują BB kremów, które zawojowały mnie już chyba na amen :D.
Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie firma Annabelle Minerals z propozycją przetestowania ich minerałów i przygotowania recenzji - zgodziłam się głównie dlatego, że na stronie napisano, że są to kosmetyki w 100% mineralne. Teoretycznie większość mineralnych kosmetyków zawiera głównie mineralne składniki, ale mimo wszystko mają też domieszki innych substancji, tutaj miało być inaczej - firma Annabelle Minerals pisze na swojej stronie:
Wrażliwa skóra kocha minimalizm! Im mniej składników, tym mniejsze ryzyko wystąpienia alergii, podrażnień i zatkanych porów, dlatego kosmetyki Annabelle Minerals zawierają tylko to, co niezbędne.Nie pozostawało mi nic innego jak im wierzyć, ale postanowiłam, że wypróbuję te cuda na własnej skórze. W paczce od Annabelle Minerals otrzymałam:
W Annabelle Minerals wiemy, że osiągnęliśmy doskonałość nie wtedy, kiedy nie można nic już dodać, ale wtedy kiedy nie można nic już odjąć. Kierujemy się zasadą „im mniej składników, tym bezpieczniej”, ale nasze kosmetyki zawierają wszystko co niezbędne żeby dbać o Twoją skórę
i zapewnić jej nieskazitelny wygląd.
Mika
Półtransparenty minerał o perłowym połysku. Jej drobne cząsteczki odbijają światło, co sprawia, że zmarszczki
i niedoskonałości są mnie widoczne, a skóra nabiera blasku, zdrowego wyglądu i staje się jedwabiście gładka.
Tlenek cynku
Zapewnia ochronę przed promieniami UVA i UVB, a także sprawia, że kosmetyki są wodoodporne. Ma działanie antybakteryjne i znany jest ze swoich właściwości leczniczych – łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, pomaga w leczeniu skóry trądzikowej.
Dwutlenek tytanu
Jest doskonałym filtrem UV, ma silne właściwości kryjące i antybakteryjne. Stosowany jest jako pigment, dla polepszenia przyczepności kosmetyków, a także jako składnik gumy do żucia i lukru – to z niego powstaje „M” na każdym cukierku M&M’s . Tlenki żelaza i ultramaryna Używane jako pigmenty, dla uzyskania odpowiedniej barwy kosmetyku.
Równie ważne jak to co zawierają nasze produkty, jego to czego nie zawierają. Kosmetyki Annabelle Minerals są produkowane bez użycia talku, substancji zapachowych, parabenów, olei mineralnych, silikonów, konserwantów, alkoholu, emulgatorów, sztucznych barwników oraz tlenochlorku bizmutu.
- ścięty pędzel do różu
- pędzel flat-top
- próbki korektorów mineralnych w kolorach - Light, Medium i Dark
- próbki róży mineralnych w kolorach - Honey, Nude, Rose, Romantic, Coral i Sunrise
- próbki podkładów mineralnych w formule kryjącej w kolorach Beige Light, Beige Medium, Beige Dark, Natural Light, Natural Medium, Natural Dark, Golden Light, Golden Medium, Golden Dark - słowem - całą paletę
- pełnowymiarowy podkład w formule matującej - w odcieniu Beige Light
- pełnowymiarowy podkład w formule matującej - w odcieniu Natural Light - ten kolor akurat przypasował do mojego odcienia cery
KOREKTORY
Występują w trzech odcieniach:
- Light - delikatnie wpadający w pistacjowy, nadaje się do tuszowania zaczerwienień i naczynek
- Medium - myślę, że spisze się dobrze jako korektor do cieni pod oczami, ponieważ wpada w żółtawy odcień, a jednocześnie nie roluje się w załamaniach i zmarszczkach skóry
- Dark - nie potrafię ocenić tego korektora, gdyż jest naprawdę ciemny... być może podpasuje osobom z ciemną karnacją - ja nie potrafiłam znaleźć dla niego zastosowania...
RÓŻE
Występują w sześciu odcieniach:
- Honey - moim zdaniem bardziej bronzer niż róż, idealnie nada się do makijażu typu sun-kissed przy opalonej skórze, mocno napigmentowany - trzeba uważać, żeby z nim nie przesadzić ;)
- Romantic - śliczny odcień bladego różu, dobry dla bladolicych z porcelanową cerą, w innym przypadku może być niewidoczny
- Coral - ciepły odcień różu delikatnie złamany barwą wina - najlepiej dopasowany do mojej karnacji, dobrze się stopniuje, choć łatwo z nim przesadzić
- Rose - będzie dla mnie idealny zimą, kiedy jestem nieco bledsza, coś pomiędzy Romantic a Coral, bardzo łatwy w użyciu, nie robi plam, daje się stopniować
- Sunrise - jaśniejsza wersja różu Honey, łatwiejszy dzięki temu w obsłudze, również polecałabym go do makijażu typu sun-kissed lub jako delikatny bronzer
- Nude - nie mam pojęcia jak go użyć, gdyż na mojej cerze jest zupełnie niewidoczny - taki odcień-widmo...
PODKŁADY
Występują w trzech formułach:
- matującej - bardzo sympatyczna, aksamitna konsystencja, dobrze się rozprowadza na buzi (zarówno flat-topem jak i kabuki), daje efekt naturalnego matu - nie całkowitego, ale mnie to akurat odpowiada, nie tworzy efektu maski, utrzymuje się na buzi do 8 godzin, cera jest matowa przez jakieś 4 godziny - później warto wspomóc się bibułką matującą, o dziwo - podkład nie warzy mi się na buzi, krycie średnie
- kryjącej - formuła zupełnie nie dla mnie, choć konsystencja równie aksamitna jak wersja matująca, nieco gorzej z rozprowadzaniem, gdyż zostawia plamy, które trzeba dość intensywnie rozcierać, krycie jest naprawdę spore i łatwo przesadzić z ilością, która tworzy efekt "ciasta" na buzi, ta formuła niestety na mojej twarzy się zwarzyła, być może będzie lepsza dla osób, które potrzebują zdecydowanego krycia - ja wolę wersję matującą
- rozświetlającej
oraz w 9 odcieniach:
- Beige Light
- Beige Medium
- Beige Dark
- Natural Light
- Natural Medium
- Natural Dark
- Golden Light
- Golden Medium
- Golden Dark
opisy poszczególnych odcieni znajdują się pod swatchami :)
Beige Light - jasny odcień wpadający nieco w żółty, na swatchu wyszedł co prawda niemal biały, ale myślę, że to kwestia niedokładnego rozmieszania składników, a jednocześnie pigmenty stopiły się kolorystycznie ze skórą na moim przedramieniu :D
Beige Medium - sporo ciemniejszy od wersji Light i bardziej wpada w coś pomiędzy tonami żółtymi i pomarańczowymi, których osobiście nie znoszę ;)
Beige Dark - właściwie niewiele się różni od Medium, moim zdaniem - i widać to na swatchach, jest chyba od niego troszkę jaśniejszy i bardziej wpada w żółty odcień bez grama pomarańczu - to duży plus, osoby z cerą w żółtych tonach powinny być zadowolone
Natural Light - jasny, neutralny odcień, może odrobinę wpadający w róż, ale nie "świnkuje" mnie - to mój wybór z wszystkich dostępnych odcieni, choć być może na lato będzie nieco za jasny
Natural Medium - nieco ciemniejszy i bardziej wpadający w róż niż Light
Natural Dark - podobny poziom jasności jak Medium, ale bardziej wpada w żółć/pomarańcz niż w róż
Golden Light - świetna propozycja dla dziewczyn z oliwkową cerą, bardzo dobrze się komponuje z takim odcieniem skóry
Golden Medium - sporo ciemniejszy od Light, prawdopodobnie nadawałby się do opalonej oliwkowej cery, ale nie było mi dane tego sprawdzić
Golden Dark - ten gagatek nadawałby się chyba tylko dla osób z bardzo ciemną karnacją w odcieniu oliwkowym - w typie śródziemnomorskim na przykład...
Ogólnie rzecz biorąc minerały Annabelle Minerals przypadły mi do gustu pod względem składu oraz dopasowania odcienia Natural Light do mojej cery i faktu, że formuła matująca się na mnie nie warzy. Mimo wszystko uważam jednak, że firma powinna popracować nad większym wyborem odcieni, gdyż przypuszczam, że część z Was przyzwyczajona do palet oferowanych na przykład przez Lucy Minerals, Everyday Minerals, Lumiere czy Meow nie odnajdzie dla siebie odpowiedniego koloru. Na uwagę zasługują róże - zwłaszcza odcień Coral i Rose, które prezentują się bardzo ładnie i mają dobre właściwości aplikacyjne, chociaż i tutaj chciałoby się większej palety odcieni.
Annabelle Minerals przekonały mnie do tego, że istnieją podkłady mineralne, które nie zwarzą mi się w jakiś dziwny zakalec na buzi. Być może od czasu do czasu, gdy najdzie mnie ochota, będę używać opcji matującej, gdyż efekt jest bardzo naturalny, a cera pozostaje w miarę matowa przez całkiem niezły czas. Mimo to z pewnością minerały nie zdetronizują BB kremów, które zawojowały mnie już chyba na amen :D.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

