Ze względu na swój zawód - lekarza stomatologa, muszę dużą uwagę poświęcać mojemu najważniejszemu narzędziu pracy, jakim są dłonie. Ciągła praca w rękawiczkach, wielokrotne mycie i stosowanie środków odkażających na bazie alkoholu potrafi naprawdę dać skórze dłoni porządnie w kość. W związku z tym w ciągu 5-ciu lat studiów i odkąd podjęłam pracę na stażu zdążyłam przetestować wiele kremów do rąk, ale dopiero niedawno trafiłam na produkt, który spełnił moje oczekiwania w 100%. czyli Olejkowe Serum do Rąk, Skórek i Paznokci od Lirene.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do rąk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do rąk. Pokaż wszystkie posty
środa, 7 grudnia 2016
wtorek, 17 września 2013
DeBa Bio Vital - Hand and Nail Cream - Odżywczy krem do pielęgnacji rąk i paznokci - Ożeż Ty! Orzeszku!
DeBa Hand&Nail Cream znalazł się w sierpniowym ShinyBox, które moim zdaniem było ogólnie pudełkiem dość udanym (pomijając to o czym napiszę na koniec tego posta ;)). Kartonik tego produktu zwrócił moją uwagę od razu, bo przyciągał wzrok miłym dla oka designem opakowania, a i tubka prezentowała się bardzo ładnie. No i przede wszystkie te orzeszki - dla miłośniczki jedzeniowych zapachów - strzał w dziesiątkę! A czy sam krem też ustrzelił bull's eye?
Jak już wspomniałam, krem DeBa zauroczył mnie swoim opakowaniem, które obiecuje mocno orzechową zawartość. Sama tubka mieszcząca 75ml produktu - jest również bardzo sympatycznie zaprojektowana, plastikowa - choć wygląda jak metalowa, miękka - nie robi problemów z wydobyciem kremu z wnętrza.
Ujście tubki jest zabezpieczone folią, z której zdarciem miałam mały problem - była strasznie mocno przyklejona - ale dałam jakoś radę, a mój trud został wynagrodzony jednym z najładniejszych zapachów z jakimi się spotkałam w kosmetykach! Producent z zapachem trafił w mój gust wprost idealnie - czuję lody o smaku orzechowych ciasteczek, z kruszonymi orzechami i sosem nougatowym! Mniam! Zapach jest tak cudny, że mogłabym wąchać go non stop.
Krem ma przyjemną, delikatną konsystencję, nie jest gęsty i dobrze rozprowadza się na dłoniach, ale niestety... dość długo się wchłania, a zanim to nastąpi mamy na dłoniach tłustą warstewkę, która skutecznie uniemożliwia wszelakie czynności z użyciem rąk na około 5-10 minut ;). Dla mnie jest to niestety spory minus, bo lubię kremy do rąk, które wchłaniają się błyskawicznie, dlatego kremu DeBa używam głównie na noc lub pod rękawiczki.
Kiedy produkt już się wchłonie, pozostawia przyjemne uczucie nawilżenia - nie muszę powtarzać procesu nakładania kremu co chwilę, bo rzeczywiście dłonie pozostają nawilżone przez całkiem przyzwoity okres czasu.
Największym (obok zapachu ♥) plusem tego produktu jest jego cena i - jak się okazuje - dostępność :). Krem DeBa - zarówno wersja orzechowa jak i nagietkowa (w ShinyBoxach pojawiały się zamiennie) są podobno dostępne w... Biedronkach :D. Na dodatek za bajońską cenę 4,99zł :D.
Uważam, że warto ten produkt wypróbować - ja sama chyba go zakupię jak się skończy moja tubka, nawet pomimo faktu, że przeszkadza mi czas wchłaniania kremu - ten zapach jest tego wart :D.

PLUSY:
- przepiękny zapach orzechowych lodów ♥
- bardzo przyjemna, "jogurtowa" konsystencja
- ładne opakowanie i tubka
- miękka tuba - krem łatwo wydobyć z jej wnętrza
- dobrze się rozsmarowuje
- daje uczucie nawilżenia, które utrzymuje się całkiem długo
- skład pozbawiony parabenów, silikonów, olejów mineralnych (dobry dla unikających parafiny)
- dostępność - Biedronka :) (podobno - czytałam u kilku dziewczyn, że właśnie w Biedronkach je widziały i kupowały - sama jeszcze nie sprawdziłam :))
- cena - 4,99zł (w Biedronce, regularna - podobno 12zł)
MINUSY:
- dość długo się wchłania, a zanim to nastąpi dłonie są tłuste
OCENA OGÓLNA:
4/6
Cieszę się, że krem DeBa znalazł się w ShinyBox, bo poznałam bardzo fajny nowy produkt, na który pewnie nie zwróciłabym uwagi w Biedronce ;). Zainteresowałam się też innymi produktami tej firmy i zamierzam ich poszukać w drogeriach. Dziwi mnie jednak trochę polityka ShinyBox pod względem doboru kosmetyków - bo choć ten krem jest naprawdę bardzo sympatyczny, to ShinyBox obiecuje nam na swojej stronie "kosmetyki renomowanych, światowych marek", a dostajemy krem za 5zł... Mam trochę mieszane uczucia wobec tego faktu, bo z jednej strony produkt dobry, ale z drugiej - za grosze... Ja dostaję pudełka w ramach współpracy, ale na miejscu dziewczyn, które za nie płacą 49zł miesięcznie byłabym zawiedziona, że do pudełka wciska się produkt za 5zł...
Jak już wspomniałam, krem DeBa zauroczył mnie swoim opakowaniem, które obiecuje mocno orzechową zawartość. Sama tubka mieszcząca 75ml produktu - jest również bardzo sympatycznie zaprojektowana, plastikowa - choć wygląda jak metalowa, miękka - nie robi problemów z wydobyciem kremu z wnętrza.
Ujście tubki jest zabezpieczone folią, z której zdarciem miałam mały problem - była strasznie mocno przyklejona - ale dałam jakoś radę, a mój trud został wynagrodzony jednym z najładniejszych zapachów z jakimi się spotkałam w kosmetykach! Producent z zapachem trafił w mój gust wprost idealnie - czuję lody o smaku orzechowych ciasteczek, z kruszonymi orzechami i sosem nougatowym! Mniam! Zapach jest tak cudny, że mogłabym wąchać go non stop.
Krem ma przyjemną, delikatną konsystencję, nie jest gęsty i dobrze rozprowadza się na dłoniach, ale niestety... dość długo się wchłania, a zanim to nastąpi mamy na dłoniach tłustą warstewkę, która skutecznie uniemożliwia wszelakie czynności z użyciem rąk na około 5-10 minut ;). Dla mnie jest to niestety spory minus, bo lubię kremy do rąk, które wchłaniają się błyskawicznie, dlatego kremu DeBa używam głównie na noc lub pod rękawiczki.
Kiedy produkt już się wchłonie, pozostawia przyjemne uczucie nawilżenia - nie muszę powtarzać procesu nakładania kremu co chwilę, bo rzeczywiście dłonie pozostają nawilżone przez całkiem przyzwoity okres czasu.
Największym (obok zapachu ♥) plusem tego produktu jest jego cena i - jak się okazuje - dostępność :). Krem DeBa - zarówno wersja orzechowa jak i nagietkowa (w ShinyBoxach pojawiały się zamiennie) są podobno dostępne w... Biedronkach :D. Na dodatek za bajońską cenę 4,99zł :D.
Uważam, że warto ten produkt wypróbować - ja sama chyba go zakupię jak się skończy moja tubka, nawet pomimo faktu, że przeszkadza mi czas wchłaniania kremu - ten zapach jest tego wart :D.
PLUSY:
- przepiękny zapach orzechowych lodów ♥
- bardzo przyjemna, "jogurtowa" konsystencja
- ładne opakowanie i tubka
- miękka tuba - krem łatwo wydobyć z jej wnętrza
- dobrze się rozsmarowuje
- daje uczucie nawilżenia, które utrzymuje się całkiem długo
- skład pozbawiony parabenów, silikonów, olejów mineralnych (dobry dla unikających parafiny)
- dostępność - Biedronka :) (podobno - czytałam u kilku dziewczyn, że właśnie w Biedronkach je widziały i kupowały - sama jeszcze nie sprawdziłam :))
- cena - 4,99zł (w Biedronce, regularna - podobno 12zł)
MINUSY:
- dość długo się wchłania, a zanim to nastąpi dłonie są tłuste
OCENA OGÓLNA:
4/6
Cieszę się, że krem DeBa znalazł się w ShinyBox, bo poznałam bardzo fajny nowy produkt, na który pewnie nie zwróciłabym uwagi w Biedronce ;). Zainteresowałam się też innymi produktami tej firmy i zamierzam ich poszukać w drogeriach. Dziwi mnie jednak trochę polityka ShinyBox pod względem doboru kosmetyków - bo choć ten krem jest naprawdę bardzo sympatyczny, to ShinyBox obiecuje nam na swojej stronie "kosmetyki renomowanych, światowych marek", a dostajemy krem za 5zł... Mam trochę mieszane uczucia wobec tego faktu, bo z jednej strony produkt dobry, ale z drugiej - za grosze... Ja dostaję pudełka w ramach współpracy, ale na miejscu dziewczyn, które za nie płacą 49zł miesięcznie byłabym zawiedziona, że do pudełka wciska się produkt za 5zł...
TAG:
DeBa,
dłonie,
krem,
krem do rąk,
paznokcie,
pielęgnacja
niedziela, 19 maja 2013
L'Occitane en Provence - Miniaturowy koszyczek - MINIrecenzje MINIproduktów - część II
Obiecana część II minirecenzji miniproduktów, jakimi uraczyło nas L'Occitane en Provence w okolicach Wielkanocy - czyli koszyczek miniaturek (część I <-- klik!). Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby popełnić osobne recenzje dla każdego z tych maleństw, bo prawdopodobnie samo przygotowanie każdej pojedynczej notki zajęłoby mi więcej czasu niż zużycie kosmetyków ;). Nie będę się powtarzać na temat tego co myślę ogólnie o akcji wysyłania miniaturek do pierdyliarda blogerek - napisałam to już poprzednio. Przejdę po prostu do wyrażenia opinii o tych produktach.
L'Occitane en Provence - Verbena Shower Gel
Całkiem przyjemny zapach - kojarzy mi się z babką cytrynową - choć (delikatnie mówiąc) nie przepadam za cytrusowymi zapachami, to ten babkowy aromat nawet przypadł mi do gustu. Po kilku użyciach nie byłam w stanie zauważyć efektu pielęgnacyjnego tego produktu, ale gdyby wysuszał, to raczej widziałabym od razu, więc przypuszczam, że tego nie czyni. Troszkę za słabo się pieni, ale jest dość wydajny... mimo wszystko nie porwał mnie na tyle, aby wydać 59,00zł i otrzymać 250ml produktu.
Ocena: 3
L'Occitane en Provence - Dry Skin Hand Cream
Zapach mnie nie powalił - podobny do klasycznego kremu Nivea. Dość treściwa konsystencja, która dobrze się rozprowadza, ale niestety wolno wchłania i pozostawia tłustą warstwę na skórze - mam wrażenie non-stop spoconych dłoni. Dla mnie - tylko do używania przed snem, ale rano nie czułam dużej różnicy w nawilżeniu dłoni... Niespecjalnie go polubiłam i na pewno nie wydałabym 29,90zł za 30ml tego kremu - a podobno to ich bestseller. Idę umyć ręce...
Ocena: 2
L'Occitane en Provence - Extra-gentle Milk Soap
Zupełnie zwyczajne mydło, o równie zwyczajnym mydlanym zapachu. Nie wysusza, ale też nie robi nic ponadto. Zupełnie niewarte 32zł za 250g - nawet za ładne opakowanie w stylu retro.
Ocena: 2
L'Occitane en Provence - Immortelle - Precious Night Cream
Mój koszmarek... Bardzo treściwa, ciężka konsystencja, zapach ma w sobie coś chemicznego, co w ogóle mi nie odpowiada. Nie dziwię się, że to krem na noc, bo nie wiem kto wytrzymałby z nim na twarzy w ciągu dnia. Przyznam Wam szczerze - użyłam go raz i nigdy więcej. Tak przetłuszczonej, dosłownie kapiącej skóry, kiedy obudziłam się rano, nie miałam dawno... Nie rozumiem czemu jest bestsellerem, nie wiem czemu kosztuje 210zł za 50ml... No rzeczywiście jest "drogocenny"...
Ocena: 1
L'Occitane en Provence - Pivoine Flora EDT
Najprzyjemniejszy produkt z całej paczuszki, mimo tego, że dla mnie to raczej mgiełka niż woda toaletowa, gdyż utrzymuje się tylko około 3 godziny. Uwielbiam zapach piwonii - choć w tym produkcie jest nieco przytłoczony innymi nutami, to otrzymujemy przyjemną kwiatowo-zieloną miksturę. Bardzo przyjemny zapach na lato. Niestety cena za 50ml to 210zł, co stawia go na wysokiej półce cenowej - wyżej nawet od niektórych zapachów topowych projektantów...
Ocena: 4+
L'Occitane en Provence - Verbena Shower Gel
Całkiem przyjemny zapach - kojarzy mi się z babką cytrynową - choć (delikatnie mówiąc) nie przepadam za cytrusowymi zapachami, to ten babkowy aromat nawet przypadł mi do gustu. Po kilku użyciach nie byłam w stanie zauważyć efektu pielęgnacyjnego tego produktu, ale gdyby wysuszał, to raczej widziałabym od razu, więc przypuszczam, że tego nie czyni. Troszkę za słabo się pieni, ale jest dość wydajny... mimo wszystko nie porwał mnie na tyle, aby wydać 59,00zł i otrzymać 250ml produktu.
Ocena: 3
L'Occitane en Provence - Dry Skin Hand Cream
Zapach mnie nie powalił - podobny do klasycznego kremu Nivea. Dość treściwa konsystencja, która dobrze się rozprowadza, ale niestety wolno wchłania i pozostawia tłustą warstwę na skórze - mam wrażenie non-stop spoconych dłoni. Dla mnie - tylko do używania przed snem, ale rano nie czułam dużej różnicy w nawilżeniu dłoni... Niespecjalnie go polubiłam i na pewno nie wydałabym 29,90zł za 30ml tego kremu - a podobno to ich bestseller. Idę umyć ręce...
Ocena: 2
L'Occitane en Provence - Extra-gentle Milk Soap
Zupełnie zwyczajne mydło, o równie zwyczajnym mydlanym zapachu. Nie wysusza, ale też nie robi nic ponadto. Zupełnie niewarte 32zł za 250g - nawet za ładne opakowanie w stylu retro.
Ocena: 2
L'Occitane en Provence - Immortelle - Precious Night Cream
Mój koszmarek... Bardzo treściwa, ciężka konsystencja, zapach ma w sobie coś chemicznego, co w ogóle mi nie odpowiada. Nie dziwię się, że to krem na noc, bo nie wiem kto wytrzymałby z nim na twarzy w ciągu dnia. Przyznam Wam szczerze - użyłam go raz i nigdy więcej. Tak przetłuszczonej, dosłownie kapiącej skóry, kiedy obudziłam się rano, nie miałam dawno... Nie rozumiem czemu jest bestsellerem, nie wiem czemu kosztuje 210zł za 50ml... No rzeczywiście jest "drogocenny"...
Ocena: 1
L'Occitane en Provence - Pivoine Flora EDT
Najprzyjemniejszy produkt z całej paczuszki, mimo tego, że dla mnie to raczej mgiełka niż woda toaletowa, gdyż utrzymuje się tylko około 3 godziny. Uwielbiam zapach piwonii - choć w tym produkcie jest nieco przytłoczony innymi nutami, to otrzymujemy przyjemną kwiatowo-zieloną miksturę. Bardzo przyjemny zapach na lato. Niestety cena za 50ml to 210zł, co stawia go na wysokiej półce cenowej - wyżej nawet od niektórych zapachów topowych projektantów...
Ocena: 4+
niedziela, 14 kwietnia 2013
L'Occitane en Provence - Cerisier aux Papillons - Spring Cherry - mydełko i krem do rąk - MINIrecenzja MINIproduktów - część I
Sporo blogerek połasiło się na współpracę z firmą L'Occitane en Provence - przyznaję się - ja też. Widząc na blogach naszych zachodnich sąsiadek produkty, które otrzymywały od firmy, spodziewałam się ciekawej nowej kooperacji. Póki co, jestem połowicznie zadowolona... Dlaczego? Wydaje mi się, że firma postawiła na ilość współpracujących blogów, zamiast skupić się na kilku i wysłać im porządne paczki, tak jak to się dzieje na zachodzie... Tym sposobem cała masa blogerek dostała najpierw paczuszki z 2 produktami - mydełkiem i miniaturką kremu do rąk, a następnie koszyczki z już naprawdę mini-mini próbeczkami. Oczywiście narzekać aż tak bardzo nie będę - fajnie, że mam szansę zapoznać się z produktami L'Occitane, jednak czuję się troszkę nabierana - tak jakby firma to mnie chciała skusić do zakupów, zamiast za moim pośrednictwem działać na odbiorców (bo chyba nie będziemy się oszukiwać, że ze strony firm takie właśnie są cele zawierania współprac ;)). Otrzymane produkty oczywiście wypróbowałam, ale osobnych recenzji dla każdego z nich nie będzie, no bo jaki produkt taka recenzja, czyli MINIprodukt - MINIrecenzja ;). Na pierwszy rzut malusia paczuszka nr 1 od L'Occitane. No to jadymy!
W pierwszej przesyłce znalazło się mydełko Cerisier aux Papillons Spring Cherry Soap - produkt pełnowymiarowy, choć gramatura iście próbkowa - 50g, koszt - 15zł. Cena jak dla mnie zdecydowanie zawyżona, bo oprócz tego, że mydełko pachnie przyjemnie - delikatnie kwiatowo - oscyluje w okolicy zapachu kwiatów kwitnącej wiśni (choć nie jestem pewna czy nie dałam się ponieść sugestii producenta) - zapach pozostaje na dłoniach + ma śliczny kształt, to tak naprawdę nie różni się dosłownie niczym od zwykłych mydeł drogeryjnych. Myje zupełnie tak samo, wydajność identyczna, a na dodatek - dokładnie tak samo jak inne mydła w kostce - wysusza mi łapki :(. Na co dzień stosuję tylko mydła w płynie, które mają dodatki nawilżające, bo bardzo nie lubię mieć wysuszonych dłoni. Na twarz stosować nie próbowałam i nie zamierzam, jeśli ma to się skończyć tak jak dla moich biednych łapek...
Moja ocena: 2+/6
W związku z wysuszeniem, które zafundowało mi mydełko sięgnęłam niezwłocznie po drugi produkt z tej paczuszki, czyli krem do rąk Cerisier aux Papillons Spring Cherry Soft Hand Cream. Po nałożeniu na dłonie - zdecydowana ulga. Krem ma ciekawą konsystencję - aż ciężko ją opisać, wygląda jakby zawierał w sobie proszek lub puder - obstawiam, że to zasługa skrobi tapiokowej, która jest dość wysoko w składzie. Przyjemnie się wchłania, dość szybko, nie pozostawia tłustej warstwy, a jedynie uczucie nawodnienia i prześliczny zapach. Niestety nie nawilża na zbyt długo - praktycznie po 15 minutach muszę ponownie sięgać po krem... Pojemność to 30ml, która o dziwo też jest pełnowymiarową gramaturą tego kosmetyku - obstawiam, że to ze względu na fakt, że obydwa produkty należą do edycji limitowanej. Koszt takiego malucha to 29,90zł - moim zdaniem dużo, przekładając na wydajność kremu, a przede wszystkim utrzymanie efektu nawilżenia.
Moja ocena: 3/6
Jak same widzicie, pierwsza paczuszka od L'Occitane niespecjalnie mnie przekonała, a wiem, że przecież firma może pochwalić się naprawdę dobrymi kosmetykami, bo znam ją od dawna, choć używam sporadycznie - ceny jednak nie zachęcają ;). Z tego co się orientuję kolekcja Cerisier aux Papillons w sklepie internetowym L'Occitane nie jest już dostępna - nie wiem jak to jest ze stacjonarnymi, jednak specjalnie po tej limitowance płakać nie zamierzam ;).
Wkrótce podzielę się z Wami jeszcze moją opinią na temat miniaturek ze słynnego już koszyczka L'Occitane. Nadal wyrabiam sobie zdanie na temat zawartych w nim miniaturek, choć na dłuższe i dogłębniejsze testy produktów raczej nie wystarczy ;).
W pierwszej przesyłce znalazło się mydełko Cerisier aux Papillons Spring Cherry Soap - produkt pełnowymiarowy, choć gramatura iście próbkowa - 50g, koszt - 15zł. Cena jak dla mnie zdecydowanie zawyżona, bo oprócz tego, że mydełko pachnie przyjemnie - delikatnie kwiatowo - oscyluje w okolicy zapachu kwiatów kwitnącej wiśni (choć nie jestem pewna czy nie dałam się ponieść sugestii producenta) - zapach pozostaje na dłoniach + ma śliczny kształt, to tak naprawdę nie różni się dosłownie niczym od zwykłych mydeł drogeryjnych. Myje zupełnie tak samo, wydajność identyczna, a na dodatek - dokładnie tak samo jak inne mydła w kostce - wysusza mi łapki :(. Na co dzień stosuję tylko mydła w płynie, które mają dodatki nawilżające, bo bardzo nie lubię mieć wysuszonych dłoni. Na twarz stosować nie próbowałam i nie zamierzam, jeśli ma to się skończyć tak jak dla moich biednych łapek...
Moja ocena: 2+/6
W związku z wysuszeniem, które zafundowało mi mydełko sięgnęłam niezwłocznie po drugi produkt z tej paczuszki, czyli krem do rąk Cerisier aux Papillons Spring Cherry Soft Hand Cream. Po nałożeniu na dłonie - zdecydowana ulga. Krem ma ciekawą konsystencję - aż ciężko ją opisać, wygląda jakby zawierał w sobie proszek lub puder - obstawiam, że to zasługa skrobi tapiokowej, która jest dość wysoko w składzie. Przyjemnie się wchłania, dość szybko, nie pozostawia tłustej warstwy, a jedynie uczucie nawodnienia i prześliczny zapach. Niestety nie nawilża na zbyt długo - praktycznie po 15 minutach muszę ponownie sięgać po krem... Pojemność to 30ml, która o dziwo też jest pełnowymiarową gramaturą tego kosmetyku - obstawiam, że to ze względu na fakt, że obydwa produkty należą do edycji limitowanej. Koszt takiego malucha to 29,90zł - moim zdaniem dużo, przekładając na wydajność kremu, a przede wszystkim utrzymanie efektu nawilżenia.
Moja ocena: 3/6
Wkrótce podzielę się z Wami jeszcze moją opinią na temat miniaturek ze słynnego już koszyczka L'Occitane. Nadal wyrabiam sobie zdanie na temat zawartych w nim miniaturek, choć na dłuższe i dogłębniejsze testy produktów raczej nie wystarczy ;).
wtorek, 15 stycznia 2013
Bielenda - Kuracja parafinowa - Ręce i nogi - Maska na noc - Przesuszona, szorstka skóra dłoni i twarda skóra stóp
Uwaga - mam wyznanie... Jestem namiętnym, niepohamowanym, patologicznym obgryzaczem skórek :(, paznokciowym obgryzaczem po odwyku - skutecznym, oraz zębowym zeskrobywaczem lakieru do paznokci (kiedy odpryśnie). Najbardziej we znaki daje się niestety obgryzanie skórek, które przy tym mam zazwyczaj dość przesuszone... Znalazł się w końcu dla mnie ratunek - nieuporczywy w stosowaniu, przyjemny i przede wszystkim - skuteczny :D.
PLUSY:
- piękny zapach - nie potrafię określić jaki, ale bardzo ładny :D
- dogłębnie nawilża skórę dłoni i stóp
- zmiękcza skórę
- pomaga pozbyć się suchych skórek i zadziorków
- długotrwały efekt
- wygładza skórę
- tłusta i "bogata" konsystencja
- cena - około 12zł
- bardzo wydajny
- dobrze się rozsmarowuje (konsystencja jest dość zbita, ale zmiękcza się pod wpływem ciepła skóry)
- pozostawia przyjemną, nawilżającą warstewkę na skórze
- bardzo fajny skład - bez gliceryny :)
MINUSY:
- maska jest bardzo gęsta (zawiera parafinę stałą), w związku z czym ciężko się wyciska z tubki, ale wystarczy ogrzać tubkę w dłoniach i wychodzi :)
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Jeden z moich hitów do pielęgnacji dłoni i stóp. Pragnę tutaj podkreślić, że jest to po pierwsze - produkt na noc, a po drugie - maska, a nie krem - zatem ideą kosmetyku jest bycie pozostawionym na skórze na dłuższą chwilę, więc jak czytam opinie na KWC to mnie aż roznosi, jak dziewczyny narzekają, że pozostawia tłustą warstwę - owszem kiedy posmarujemy nim skórę, zostawia niezły poślizg, dlatego też producent zaleca jej stosowanie z bawełnianymi rękawiczkami/skarpetkami, które pozwolą produktowi działać jeszcze lepiej.
Skład produktu przypadł mi do gustu, bo nie ma w nim gliceryny, która, przy niedostatecznej wilgoci otoczenia, zamiast skórę nawilżać, "wysysa" z niej wodę (jest higroskopijna). Tutaj mamy przede wszyskim dużo, dużo parafiny - zaznaczyłam ją w składzie jako składnik pozytywny, ponieważ właśnie takie jest jej działanie w tym przypadku (zupełnie inaczej niż na przykład w przypadku kremów do twarzy, gdzie może zapychać).
Co do działania - myślę, że wystarczająco opisałam je w plusach - dla mnie jest po prostu fenomenalne - bardzo lubię uczucie miękkiej, wygładzonej skóry po użyciu tego produktu. Zawsze używam tej maski z bawełnianymi rękawiczkami/skarpetkami - efekt rano naprawdę boski :D.
Jedyny minus to fakt, że konsystencja produktu jest bardzo zbita, więc może być problem z wydobyciem kosmetyku z tubki, jednak wystarczy nieco rozgrzać opakowanie - nawet w rękach i daje radę ;).
Myślę, że za cenę około 12zł warto wypróbować ten produkt - jeśli przypadnie Wam do gustu tak jak mnie, to pewnością zostanie z Wami na dłużej :D.
SKŁAD:
Petrolatum, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Paraffin, Lanolin, Cera Alba (Beeswax), Butyrosperum Parkii (Shea Butter), Butyl Linoleate, Butyl Linolenate, Parfum (Fragrance), C18-36 Acid Trigliceride, Dimethicone, Stearic Acid, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, PEG-8, Alpha-Isomethyl Ionone, Lillal, Citronellol, Limonene, Linalool, CI 26100 (D&C Red No.17)
Składniki wytłuszczone to substancje warunkujące działanie kosmetyku, niewytłuszczone - dodatki zapachowe, konserwanty, wypełniacze, modyfikatory konsystencji itp.
Analiza składu związana jest konkretnie z danym kosmetykiem, w innym rodzaju kosmetyku (np. o innym przeznaczeniu lub docelowym działaniu) niektóre substancje mogą być oznaczone odmiennie.
PLUSY:
- piękny zapach - nie potrafię określić jaki, ale bardzo ładny :D
- dogłębnie nawilża skórę dłoni i stóp
- zmiękcza skórę
- pomaga pozbyć się suchych skórek i zadziorków
- długotrwały efekt
- wygładza skórę
- tłusta i "bogata" konsystencja
- cena - około 12zł
- bardzo wydajny
- dobrze się rozsmarowuje (konsystencja jest dość zbita, ale zmiękcza się pod wpływem ciepła skóry)
- pozostawia przyjemną, nawilżającą warstewkę na skórze
- bardzo fajny skład - bez gliceryny :)
MINUSY:
- maska jest bardzo gęsta (zawiera parafinę stałą), w związku z czym ciężko się wyciska z tubki, ale wystarczy ogrzać tubkę w dłoniach i wychodzi :)
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Jeden z moich hitów do pielęgnacji dłoni i stóp. Pragnę tutaj podkreślić, że jest to po pierwsze - produkt na noc, a po drugie - maska, a nie krem - zatem ideą kosmetyku jest bycie pozostawionym na skórze na dłuższą chwilę, więc jak czytam opinie na KWC to mnie aż roznosi, jak dziewczyny narzekają, że pozostawia tłustą warstwę - owszem kiedy posmarujemy nim skórę, zostawia niezły poślizg, dlatego też producent zaleca jej stosowanie z bawełnianymi rękawiczkami/skarpetkami, które pozwolą produktowi działać jeszcze lepiej.
Skład produktu przypadł mi do gustu, bo nie ma w nim gliceryny, która, przy niedostatecznej wilgoci otoczenia, zamiast skórę nawilżać, "wysysa" z niej wodę (jest higroskopijna). Tutaj mamy przede wszyskim dużo, dużo parafiny - zaznaczyłam ją w składzie jako składnik pozytywny, ponieważ właśnie takie jest jej działanie w tym przypadku (zupełnie inaczej niż na przykład w przypadku kremów do twarzy, gdzie może zapychać).
Co do działania - myślę, że wystarczająco opisałam je w plusach - dla mnie jest po prostu fenomenalne - bardzo lubię uczucie miękkiej, wygładzonej skóry po użyciu tego produktu. Zawsze używam tej maski z bawełnianymi rękawiczkami/skarpetkami - efekt rano naprawdę boski :D.
Jedyny minus to fakt, że konsystencja produktu jest bardzo zbita, więc może być problem z wydobyciem kosmetyku z tubki, jednak wystarczy nieco rozgrzać opakowanie - nawet w rękach i daje radę ;).
Myślę, że za cenę około 12zł warto wypróbować ten produkt - jeśli przypadnie Wam do gustu tak jak mnie, to pewnością zostanie z Wami na dłużej :D.
SKŁAD:
Petrolatum, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Paraffin, Lanolin, Cera Alba (Beeswax), Butyrosperum Parkii (Shea Butter), Butyl Linoleate, Butyl Linolenate, Parfum (Fragrance), C18-36 Acid Trigliceride, Dimethicone, Stearic Acid, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, PEG-8, Alpha-Isomethyl Ionone, Lillal, Citronellol, Limonene, Linalool, CI 26100 (D&C Red No.17)
Składniki wytłuszczone to substancje warunkujące działanie kosmetyku, niewytłuszczone - dodatki zapachowe, konserwanty, wypełniacze, modyfikatory konsystencji itp.
Analiza składu związana jest konkretnie z danym kosmetykiem, w innym rodzaju kosmetyku (np. o innym przeznaczeniu lub docelowym działaniu) niektóre substancje mogą być oznaczone odmiennie.
TAG:
Bielenda,
krem,
krem do rąk,
maska,
nawilżanie,
parafina
czwartek, 20 grudnia 2012
Pharmatheiss Granatapfel - Handpflegecreme - Krem do rąk
PLUSY:
- przyjemny, "zimowy" zapach - kojarzy mi się z cynamonem
- fantastyczne działanie nawilżające
- długotrwale i dokładnie nawilża (nie muszę po 5 minutach znowu go nakładać jak to się działow przypadku wielu różnych kremów do rąk...)
- bardzo szybko się wchłania
- nie pozostawia tłustej warstwy na skórze
- estetyczne opakowanie - lubię kremy w metalowych tubkach
- przyjemna, dobrze rozsmarowująca się i lekka konsystencja
- bardzo wydajny - niewielka ilość wystarczy by przynieść ulgę naszym łapkom :)
MINUSY:
- brak zapachowych skojarzeń z granatem...
- niewygodna zakrętka - bardzo mała
- obawiałabym się noszenia go w torebce, bo tubka bardzo łatwo się odkształca i podczas otwierania "wypluwa" z siebie nadmiar kremu
- cena - około 30zł - adekwatna do jakości, jednak mimo wszystko - wysoka jak na krem do rąk
- mogą być problemy z dostępnością, ale myślę, że wystarczy poprosić w aptece o sprowadzenie go i będzie :)
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Ten krem do rąk jest moim odkryciem "ręczno-kremowym" tego roku. Bardzo się cieszę, że otrzymałam go do przetestowania, a pomimo ceny - chyba zdecyduję się na zakup, kiedy się skończy. Co tu dużo mówić - bardzo mi odpowiada. Odebrał palmę pierwszeństwa rossmanowskiemu kremowi Isana z mocznikiem, przede wszystkim bijąc go na głowę pod względem tempa wchłaniania i zapachu. Jedynie cenowo niestety wypada gorzej od Isany - ku mojemu ubolewaniu jest jakieś 5 razy droższy od "kremu za piątaka" ;). Mimo to, jestem skłonna kupić go ponownie, przede wszystkim dlatego, że niesamowicie szybko się wchłania, pozostawia uczucie nawilżenia, ale bez nieprzyjemnego tłustego filmu czy jakiejkolwiek odczuwalnej warstwy na skórze. Błyskawicznie nawilża i czyni to na długo - zdałam sobie z tego sprawę szczególnie kiedy wróciłam do domu na weekend i nie zabrałam go ze sobą - pomagałam mamie w sprzątaniu i wysuszyłam łapki na wiór - miałam ochotę trzymać je w wiadrze z wodą, użyłam chyba 10 różnych kremów i nic... W takiej samej sytuacji krem Pharmatheiss poradził sobie fantastycznie, nawilżając mi dłonie na naprawdę długi czas. Mogłabym właściwie dać mu nawet najwyższą ocenę - za działanie, jednak starając się być obiektywną, obniżyłam ją odrobinę, bo ta mała nakrętka doprowadza mnie czasem do pasji ;). Poza tym, ktoś mógłby się zasugerować, że krem pachnie granatem - no jak dla mnie to nie bardzo ;). Ja czuję cynamon, takie zimowe zapachy, które kojarzą mi się z ciepłem i świętami - nie narzekam na brak zapachu granatu prawdę mówiąc :), bo aromat tego kremu bardzo mi przypadł do gustu zwłaszcza na tą porę roku. Polecam :).
- przyjemny, "zimowy" zapach - kojarzy mi się z cynamonem
- fantastyczne działanie nawilżające
- długotrwale i dokładnie nawilża (nie muszę po 5 minutach znowu go nakładać jak to się działow przypadku wielu różnych kremów do rąk...)
- bardzo szybko się wchłania
- nie pozostawia tłustej warstwy na skórze
- estetyczne opakowanie - lubię kremy w metalowych tubkach
- przyjemna, dobrze rozsmarowująca się i lekka konsystencja
- bardzo wydajny - niewielka ilość wystarczy by przynieść ulgę naszym łapkom :)
MINUSY:
- brak zapachowych skojarzeń z granatem...
- niewygodna zakrętka - bardzo mała
- obawiałabym się noszenia go w torebce, bo tubka bardzo łatwo się odkształca i podczas otwierania "wypluwa" z siebie nadmiar kremu
- cena - około 30zł - adekwatna do jakości, jednak mimo wszystko - wysoka jak na krem do rąk
- mogą być problemy z dostępnością, ale myślę, że wystarczy poprosić w aptece o sprowadzenie go i będzie :)
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Ten krem do rąk jest moim odkryciem "ręczno-kremowym" tego roku. Bardzo się cieszę, że otrzymałam go do przetestowania, a pomimo ceny - chyba zdecyduję się na zakup, kiedy się skończy. Co tu dużo mówić - bardzo mi odpowiada. Odebrał palmę pierwszeństwa rossmanowskiemu kremowi Isana z mocznikiem, przede wszystkim bijąc go na głowę pod względem tempa wchłaniania i zapachu. Jedynie cenowo niestety wypada gorzej od Isany - ku mojemu ubolewaniu jest jakieś 5 razy droższy od "kremu za piątaka" ;). Mimo to, jestem skłonna kupić go ponownie, przede wszystkim dlatego, że niesamowicie szybko się wchłania, pozostawia uczucie nawilżenia, ale bez nieprzyjemnego tłustego filmu czy jakiejkolwiek odczuwalnej warstwy na skórze. Błyskawicznie nawilża i czyni to na długo - zdałam sobie z tego sprawę szczególnie kiedy wróciłam do domu na weekend i nie zabrałam go ze sobą - pomagałam mamie w sprzątaniu i wysuszyłam łapki na wiór - miałam ochotę trzymać je w wiadrze z wodą, użyłam chyba 10 różnych kremów i nic... W takiej samej sytuacji krem Pharmatheiss poradził sobie fantastycznie, nawilżając mi dłonie na naprawdę długi czas. Mogłabym właściwie dać mu nawet najwyższą ocenę - za działanie, jednak starając się być obiektywną, obniżyłam ją odrobinę, bo ta mała nakrętka doprowadza mnie czasem do pasji ;). Poza tym, ktoś mógłby się zasugerować, że krem pachnie granatem - no jak dla mnie to nie bardzo ;). Ja czuję cynamon, takie zimowe zapachy, które kojarzą mi się z ciepłem i świętami - nie narzekam na brak zapachu granatu prawdę mówiąc :), bo aromat tego kremu bardzo mi przypadł do gustu zwłaszcza na tą porę roku. Polecam :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)

