Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paznokcie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paznokcie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lipca 2016

Jak zadbać o stopy przed letnim urlopem? Mój pedicure z zestawem Mary Kay - Into The Garden

Latem na naszych nóżkach zadamawiają się odkryte buty - sandałki, klapki, japonki, espadryle, które wymagają nienagannego wyglądu stóp. W tym roku z pomocą przybyła mi firma Mary Kay ze swoim prześlicznym zestawem do pielęgnacji stóp z serii Into The Garden. Jak zadbać o stopy na lato? Oto moja recepta!

sobota, 26 marca 2016

Najpopularniejsze hybrydy w Polsce - Semilac UV Hybrid - moje kolory + tutorial zdobienia w wężową skórkę

Moja przygoda z lakierami hybrydowymi wbrew ogólnemu trendowi, nie zaczęła się od lakierów Semilac, ale w końcu musiałam poddać się tej modzie i wypróbować te prawdopodobnie najpopularniejsze w Polsce hybrydy. Testuję je już od kilku miesięcy i w końcu przyszła pora na ich recenzję :). Zapraszam do czytania i oglądania!


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Lakiery hybrydowe Mistero Milano - włoskie podejście do manicure'u hybrydowego

Jakiś czas temu zainteresowałam się manicurem hybrydowym i to do tego stopnia, że sama zaopatrzyłam się w kilka lakierów i zaczęłam moją przygodę z tym rodzajem ozdabiania paznokci. Na fali mojego zachwytu hybrydami podjęłam się wypróbowania lakierów firmy Mistero Milano i dzisiaj kilka słów  (a więcej zdjęć) o nich.


piątek, 27 lutego 2015

Nails Company - Gelique - hybrydowe lakiery do paznokci - mój nowy ulubiony manicure!

Do przetestowania hybrydowych lakierów do paznokci przekonały mnie piękne zdjęcia hybrydowego manicure u Kosmetycznej Hedonistki. Musiałam się do niego przekonywać, bo na paznokciach mojej Mamy hybrydy pozostawiły po sobie pobojowisko, dlatego długo się zastanawiałam czy zaryzykować ewentualnym zniszczeniem paznokci, ale w końcu się zdecydowałam i dzisiaj po 2 miesiącach testowania mogę co nieco o moich pierwszych krokach w hybrydowym świecie opowiedzieć - zapraszam zatem na post!


wtorek, 17 września 2013

DeBa Bio Vital - Hand and Nail Cream - Odżywczy krem do pielęgnacji rąk i paznokci - Ożeż Ty! Orzeszku!

DeBa Hand&Nail Cream znalazł się w sierpniowym ShinyBox, które moim zdaniem było ogólnie pudełkiem dość udanym (pomijając to o czym napiszę na koniec tego posta ;)). Kartonik tego produktu zwrócił moją uwagę od razu, bo przyciągał wzrok miłym dla oka designem opakowania, a i tubka prezentowała się bardzo ładnie. No i przede wszystkie te orzeszki - dla miłośniczki jedzeniowych zapachów - strzał w dziesiątkę! A czy sam krem też ustrzelił bull's eye?

Jak już wspomniałam, krem DeBa zauroczył mnie swoim opakowaniem, które obiecuje mocno orzechową zawartość. Sama tubka mieszcząca 75ml produktu - jest również bardzo sympatycznie zaprojektowana, plastikowa - choć wygląda jak metalowa, miękka - nie robi problemów z wydobyciem kremu z wnętrza.
Ujście tubki jest zabezpieczone folią, z której zdarciem miałam mały problem - była strasznie mocno przyklejona - ale dałam jakoś radę, a mój trud został wynagrodzony jednym z najładniejszych zapachów z jakimi się spotkałam w kosmetykach! Producent z zapachem trafił w mój gust wprost idealnie - czuję lody o smaku orzechowych ciasteczek, z kruszonymi orzechami i sosem nougatowym! Mniam! Zapach jest tak cudny, że mogłabym wąchać go non stop.
Krem ma przyjemną, delikatną konsystencję, nie jest gęsty i dobrze rozprowadza się na dłoniach, ale niestety... dość długo się wchłania, a zanim to nastąpi mamy na dłoniach tłustą warstewkę, która skutecznie uniemożliwia wszelakie czynności z użyciem rąk na około 5-10 minut ;). Dla mnie jest to niestety spory minus, bo lubię kremy do rąk, które wchłaniają się błyskawicznie, dlatego kremu DeBa używam głównie na noc lub pod rękawiczki.
Kiedy produkt już się wchłonie, pozostawia przyjemne uczucie nawilżenia - nie muszę powtarzać procesu nakładania kremu co chwilę, bo rzeczywiście dłonie pozostają nawilżone przez całkiem przyzwoity okres czasu.
Największym (obok zapachu ♥) plusem tego produktu jest jego cena i - jak się okazuje - dostępność :). Krem DeBa - zarówno wersja orzechowa jak i nagietkowa (w ShinyBoxach pojawiały się zamiennie) są podobno dostępne w... Biedronkach :D. Na dodatek za bajońską cenę 4,99zł :D.
Uważam, że warto ten produkt wypróbować - ja sama chyba go zakupię jak się skończy moja tubka, nawet pomimo faktu, że przeszkadza mi czas wchłaniania kremu - ten zapach jest tego wart :D.


PLUSY:
- przepiękny zapach orzechowych lodów ♥
- bardzo przyjemna, "jogurtowa" konsystencja
- ładne opakowanie i tubka
- miękka tuba - krem łatwo wydobyć z jej wnętrza
- dobrze się rozsmarowuje
- daje uczucie nawilżenia, które utrzymuje się całkiem długo
- skład pozbawiony parabenów, silikonów, olejów mineralnych (dobry dla unikających parafiny)
- dostępność - Biedronka :) (podobno - czytałam u kilku dziewczyn, że właśnie w Biedronkach je widziały i kupowały - sama jeszcze nie sprawdziłam :))
- cena - 4,99zł (w Biedronce, regularna - podobno 12zł)

MINUSY:
- dość długo się wchłania, a zanim to nastąpi dłonie są tłuste

OCENA OGÓLNA:
4/6



Cieszę się, że krem DeBa znalazł się w ShinyBox, bo poznałam bardzo fajny nowy produkt, na który pewnie nie zwróciłabym uwagi w Biedronce ;). Zainteresowałam się też innymi produktami tej firmy i zamierzam ich poszukać w drogeriach. Dziwi mnie jednak trochę polityka ShinyBox pod względem doboru kosmetyków - bo choć ten krem jest naprawdę bardzo sympatyczny, to ShinyBox obiecuje nam na swojej stronie "kosmetyki renomowanych, światowych marek", a dostajemy krem za 5zł... Mam trochę mieszane uczucia wobec tego faktu, bo z jednej strony produkt dobry, ale z drugiej - za grosze... Ja dostaję pudełka w ramach współpracy, ale na miejscu dziewczyn, które za nie płacą 49zł miesięcznie byłabym zawiedziona, że do pudełka wciska się produkt za 5zł...


poniedziałek, 16 września 2013

Virtual - Mini lakier do paznokci - Barbie girl? :)

Na Spotkaniu Blogerek we Wrocławiu dostałyśmy paczuszki z produktami firmy Virtual, wśród których znalazło się między innymi takie lakierowe maleństwo, które nie ma nawet numerka, ale postanowiłam, że parę słów o nim skrobnę, ponieważ w poście o Tangle Teezerze dostrzegła go na moich pazurkach Rocherarae i w komentarzu zainteresowała się tym maluchem :).

Jest to lakier z serii mini z firmy Virtual - niestety cała seria jest beznumerkowa, więc jeżeli Wam się spodobał to trzeba po prostu spróbować wizualnie zapamiętać odcień ;). Kolor to taki typowy róż dla Barbie Girl :D, który jednakowoż bardzo ładnie prezentuje się na paznokciach ;). Miał całkiem niezłą trwałość - wytrzymał u mnie bez żadnych fanaberii 3 dni, w 4-tym dniu niestety nie zniósł mycia podłóg ;). Pomimo faktu, że buteleczka jest malutka - 5ml, a pędzelek dość krótki, to całkiem wygodnie się nim maluje. Lakier wysycha umiarkowanie szybko - dość przeciętnie. Pełne krycie osiąga niestety dopiero przy 2 grubszych lub 3 cieńszych warstwach, choć konsystencję ma całkiem przyjemną w aplikacji.

Lakiery mini to fajna alternatywa dla osób, które szybko nudzą się kolorami, ponieważ są niedrogie - około 3,99zł i mają niewielką objętość - 5ml, więc damy radę je zużyć prędzej niż nam zaschną/rozwarstwią się. Ogólnie to fajny produkt - przyda się na wyjazdy itp, kiedy nie chcemy brać "pełnowymiarowych" lakierów :). Nie jest to mój pierwszy lakier z tej serii i zazwyczaj byłam z nich zadowolona, więc mogę polecić - zasługuje na mocną czwórkę :).
 PLUSY:
- ładny odcień różu (w całej serii mini mamy do wyboru 40 kolorów lakierów)
- niezła trwałość czyli - u mnie - około 3 dni bez odprysków itp.
- czas wysychania dość przeciętny, niezbyt długi, ale też nie ekspresowy
- dość wygodny pędzelek - choć krótki
- dobra konsystencja lakieru - nie jest ani za rzadki ani za gęsty
- cena - 3,99zł

MINUSY:
- brak numeracji serii - ciężko znaleźć kolor, który miałyśmy wcześniej lub widziałyśmy u kogoś
- wymaga 2-3 warstw do pełnego krycia, co wydłuża czas schnięcia

OCENA OGÓLNA:
3+/6

Używacie takich mini lakierów do paznokci? Ja niedługo przetestuję w końcu zestaw czterech mini-Essiaków, które dostałam na Spotkaniu Wrocławskich Blogerek - jestem ich niesamowicie ciekawa, ale stan moich paznokci jest jeszcze daleki od ideału - katuję je odżywkami - mam nadzieję, że szybko uda mi się je "ogarnąć" i w końcu dostąpię tego zaszczytu posiadania Essie na pazurkach ;).



sobota, 4 maja 2013

Joko - Orient Express - Nail Enamel - J174 Byzantine Rose, J178 Blue Fez, J179 Persian Carpet - lakiery do paznokci

Posta lakierowego nie było u mnie od dłuższego czasu... Powód? Moje paznokcie przeżywały apogeum złego stanu... Nie wiem czy to kwestia zaprzestania używania Nail Teka czy zmiany organiczne wynikające z trybu życia, stresu, nie do końca dobrego odżywiania, ale po prostu moje paznokcie ostatnio to jakaś tragedia... Muszę się za nie porządnie zabrać! Wracając jednak do lakierów - dostałam ostatnio od firmy Joko takie śliczności, że po prostu musicie je zobaczyć! :D Trzy lakiery z kolekcji Orient Express w przecudnych kolorach, które urzekł mnie od pierwszego wejrzenia <3. Zapraszam do recenzji!
PLUSY:
- prześliczne kolory - nasycony róż Byzantine Rose, błękitny jak niebo Blue Fez i pistacjowy Persian Carpet
- niezłe krycie - 2 warstwy
- przyzwoity czas schnięcia
- trwałość 3-4 dni - może być
- bardzo wygodny, zaokrąglony i szeroki pędzelek - dobrze się maluje
- cena 13,50zł za 10ml w sklepie firmowym Miraculum
MINUSY:
- dla mnie są odrobinę za gęste i obawiam się, że jeszcze zgęstnieją...
OCENA OGÓLNA:
4+/6
Uważam, że lakiery zasługują na 4 z plusem - przede wszystkim za śliczne kolory, niezłe krycie i nawet przyzwoitą trwałość (jeżeli lakier wytrzymuje na moich paznokciach dłużej niż 2 dni to jest już nieźle ;)). Przyznam, że nazwa kolekcji - Orient Express jakoś z takimi kolorami mi się nie kojarzy, bo moim zdaniem są typowo wiosenne, ale taka była wizja producenta, więc spierać się nie będę, bo tak czy siak - podoba mi się! Jedyne do czego mogę się przyczepić to fakt, że lakiery są jak na mój gust odrobinę za gęste i przez to wydają się tworzyć grubą warstwę na paznokciu, chociaż z drugiej strony to chyba typowe dla mlecznych odcieni (w kolorze Byzantine Rose ten efekt jest najmniej wyrażony chyba właśnie przez to, że nie jest to "mleczak"). Jeżeli natkniecie się na te lakiery - warto wypróbować, ja jestem zadowolona :).


czwartek, 6 września 2012

Smerfne paznokcie na koniec lata! (część II) - Barry M. - Nail Paint - 306 Blueberry Ice Cream + Spotkanie Śląskich Bloggerek - INFO

PLUSY:
- kolor - tym razem nieco bledszy smerfik :)
- świetne krycie - jedna grubsza warstwa lub dwie cieńsze
- szybko wysycha
- pędzelek idealnej szerokości
- dobra konsystencja - nie za gęsty, ale też nie lejący
- cena adekwatna do jakości - 15,90zł (a może być mniej --> szczegóły poniżej!)
- trwałość na poziomie Barry M., czyli 4 do 5 dni bez odprysków!
MINUSY:
- w zasadzie brak :D
OCENA OGÓLNA:
6/6
Wiem - nudna jestem... Po raz kolejny będę piała z zachwytu nad lakierami Barry M., ale one po prostu są moimi bezsprzecznymi ulubieńcami! Uwielbiam je za nasycone kolory, którym wystarczy jedna/dwie warstwy do pełnego krycia i tak jest też w tym przypadku. Bez względu na to czy zdecydujemy się na jedną grubszą warstwę czy dwie cieńsze, lakier bardzo szybko wysycha. Pędzelek jest moim zdaniem idealnej szerokości - coś pomiędzy cieniasami z Inglota, a grubaskiem Joko, o którym pisałam w poprzednim poście - dla mnie ideał. Konsystencja lakieru również jest dla mnie super, ponieważ nie lubię lejących lakierów (które zwykle gubią krycie), ale przede wszystkich nie lubię gęściuchów. Lakiery Barry M. nawet jeśli gęstnieją nieco z czasem, to nadal są zupełnie bezproblemowe w używaniu. Cena jak dla mnie jest adekwatna do jakości, a teraz - z okazji 1000 fejsbukowych fanów Minti Shop, możecie zrobić tam zakupy z 10% rabatem! Podczas składania zamówienia, należy wpisać hasło RABAT10 - promocja trwa do końca tygodnia :).





I jeszcze małe info dla dziewczyn uczestniczących w Spotkaniu Śląskich Bloggerek! Otrzymałam dwie wielkie paki kosmetyków dla nas od firmy Miraculum!




wtorek, 4 września 2012

Smerfne paznokcie na koniec lata! (część I) - Joko - Find Your Color - J146 Berbers Blue

PLUSY:
- kolor - SMERFNY!!!
- super krycie - jedna warstwa wystarczy
- szybko wysycha
- szeroki pędzelek - dobrze, szybko i równomiernie się nakłada
- trwałość zadowalająca - około 3-4 dni bez odprysków
- cena - około 12zł - może być
MINUSY:
- trzyma się na paznokciach 3-4 dni bez zarzutu, ale zauważyłam, że wcześniej ścierają się końcówki
- pędzelek troszkę za szeroki do moich wąskich palców, ale zapewne dla wielu z Was jest to plus - toteż znalazł się wśród plusów i minusów jednocześnie
OCENA OGÓLNA:
5/6
Polubiłam ten lakier przede wszystkim za szałowy, wakacyjny kolor, który od razu skojarzył mi się ze Smerfami :D. Jest jeszcze jeden lakier, który ostatnio wzbudził u mnie takie skojarzenie i pokażę Wam go w następnym poście, tymczasem - kilka słów o tym gagatku :). Lakier uwiódł mnie bajecznym kryciem - jedna warstwa w zupełności wystarczyła do uzyskania pełnego nasycenia koloru - tak jak w buteleczce. Dzięki pojedynczej warstwie lakier bardzo szybko wysychał, co także jest dużym plusem. Jedyne drobne zastrzeżenia mam co do trwałości - co prawda nie odpryskuje i dzielnie się trzyma przez około 3-4 dni, co mnie zadowala, ale niestety nieco wcześniej zaczyna się trochę ścierać na końcówkach, zwłaszcza przy dużym natężeniu prac domowych ;). Cena 12zł jest moim zdaniem do udźwignięcia, aczkolwiek widziałabym go bardziej na półce cenowej nieco niższej - tak w okolicach 8zł. Pędzelek jest dość szeroki i będzie wygodny dla osób z szerszą płytką, ja nie narzekam, choć płytkę mam wąską, to chyba lata wprawy robią swoje, mniej wprawne i drobne łapeczki mogą mieć z tym mały  problem :).

piątek, 17 sierpnia 2012

Barry M - 304 Mint Green - lakier do paznokci + "ciekawa" propozycja współpracy...


PLUSY:
- prawdziwy miętusek
- trzyma się na paznokciach bez odprysków 4-5 dni, chociaż na stopach mam go od... dwóch tygodni i trzyma się świetnie!
- bardzo szybko wysycha
- do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy
- gęstość idealna - nie za gęsty, nie za rzadki
- wygodny pędzelek - jak zawsze w przypadku Barry M
- cena - 15,90zł - zupełnie adekwatna do jakości - do kupienia w Minti Shop (aktualnie nie jest dostępny, ale dostawa wkrótce - sprawdzajcie tutaj)

MINUSY:
- odrobinę smuży
OCENA OGÓLNA
5+/6
Po raz kolejny podkreślę, że współpraca z Minti Shop to był dobry pomysł :). Podtrzymuję swoją opinię o lakierach Barry M, którym jeszcze nie zdarzyło się mnie zawieść (no dobra, był mały poślizg przy Peach Melba, ale to już wybaczone i zapomniane ;) ). Do pełnego krycia lakier wymaga dwóch warstw - głównie dlatego, że jako kolor mleczny, nieco smuży, ale mimo tego bardzo szybko wysycha i co najważniejsze - jest trwały - mnie 4-5-dniowa trwałość satysfakcjonuje - zwłaszcza przy aktualnym trybie mycia rąk jakieś kilkadziesiąt razy dziennie (praktyki w szpitalu trwają...) - na stopach za to trwa niezmiennie od dwóch tygodni :D. Lakier ma dobrą konsystencję, przyjemnie się aplikuje - pędzelek również mi odpowiada. Nadal twierdzę, że cena jest przyzwoita przy takiej jakości - dla mnie lakiery Barry M są porównywalne jakościowo z OPI czy China Glaze, które są dużo droższe.

Cały czas zbieram się do złożenia zamówienia w Minti Shop ale mam problem, bo kiedy mam w koszyku wszystko, na co miałabym ochotę, to kwota robi się niebagatelna :D. Chyba czas przyoszczędzić ;). Na szczęście moja mama już nie pyta skąd pojawiają się u mnie coraz to nowe kosmetyki, a jeśli nawet pyta, to mówię, że dostałam w ramach współpracy :D :D :D... Kosmetykoholizm w stopniu zaawansowanym ;).

I jeszcze jedna sprawa, a właściwie pytanie... Otóż, otrzymałam dzisiaj propozycję współpracy ze znaną, a nawet bardzo znaną marką lakierów do paznokci. Wszystko pięknie, ale współpraca ma polegać na tym, że blogerki mają pisać posty na temat produktów tej marki - konkretnie linii kolorystycznych, kolekcji itp., a raz w miesiącu jedna z blogerek - "najlepsza" - dostanie upominek od firmy... I tutaj zapala mi się w głowie żaróweczka - czy to aby nie jest rodzaj wyłudzania darmowej reklamy? Rozumiem, że tani, a nawet darmowy marketing to marzenie każdej firmy, ale osobiście nie sądzę, żeby szanujące się blogerki "poleciały" na taką propozycję... Nie chciałabym oceniać tutaj zamiarów firmy, bo być może nie są po prostu zbyt dobrze zorientowani na czym polegają współprace, które prowadzimy, ale jeśli tak właśnie jest, to chyba wyobraźnia tutaj kogoś zawiodła... Co Wy o tym sądzicie? Czy Wam też złożono tego typu propozycję współpracy?

czwartek, 26 lipca 2012

Barry M - Nail Paint - 308 Berry Ice-Cream - lakier do paznokci

PLUSY:
- piękny odcień fioletu - mnie się kojarzy z lawendą, chociaż jego nazwa wskazuje na lody jagodowe :D
- trzyma się na paznokciach bez odprysków 3-4 dni
- nie smuży
- bardzo szybko wysycha
- do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy
- gęstość idealna - nie za gęsty, nie za rzadki
- pędzelek, którym wygodnie się aplikuje
- cena - 15,90zł - zupełnie adekwatna do jakości - aktualnie dostępne w Minti Shop

MINUSY:
- brak
OCENA OGÓLNA
6/6
Nie bez powodu tak bardzo cieszyłam się na współpracę z Minti Shop :). Ja po prostu uwielbiam lakiery Barry M i tak jak Pink Flamingo, o którym pisałam tutaj, i ten mnie nie zawiódł! Do pełnego krycia lakier wymaga dwóch warstw, ale mimo tego bardzo szybko wysycha i co najważniejsze - jest trwały - mnie 3-4-dniowa trwałość satysfakcjonuje - zaznaczam, że rąk nie oszczędzam - zmywam i sprzątam bez rękawiczek (zakładam je jak mi się przypomni ;) ). Lakier ma dobrą konsystencję, przyjemnie się aplikuje - pędzelek również mi odpowiada. Uważam, że cena jest jak najbardziej korzystna przy takiej jakości - dla mnie lakiery Barry M są porównywalne jakościowo z OPI czy China Glaze, które są dużo droższe. Ogólnie - powtórzę to po raz któryś - bardzo, bardzo, bardzo polecam Wam lakiery Barry M! Cieszę się, że dzięki Minti Shop kosmetyki Barry M są łatwiej dostępne w Polsce - tego nam było trzeba! :D
Z tego co wiem, niedługo pojawią się w Minti Shop kosmetyki theBalm - ja będę czatować na ich stronie aż się pojawią i z pewnością popełnię jakieś zamówienie!



sobota, 21 lipca 2012

Siulka poczuła miętę :D

Dzisiaj, chyba po raz pierwszy w historii tego bloga pokazuję Wam się w pełnej krasie moich 180-ciu centymetrów wzrostu :D. Po pierwsze i najważniejsze - boli mnie fakt, że nie ma mi kto robić zdjęć, ale jest to też trochę moja wina, bo zwykle jak ktoś próbuje mi zrobić fotki to czuję się jak pajac przed obiektywem... Oj nie dla mnie kariera modelki nawet gdybym miała odpowiednie predyspozycje do tego...
 W każdym razie dzisiaj na pierwszy plan wysuwa się miętowa sukienka z ASOSa, którą znajdziecie tutaj - klik! i za którą zapłaciłam całą fortunę bo aż 12Ł ;) (ok. 60zł hihi :D). Sukienka jest z dość delikatnego materiału - wg producenta - wiskoza i elastan, ale nie prześwituje i będzie idealna na ciepłe dni. Ja założyłam ją na swoje urodzinowe "party" ze znajomymi :D.



 W ramach dodatków - babciowy kołnierzyk, który widziałyście w jednym z poprzednich postów, małe białe kolczyki na sztyfcie oraz moja ukochana opaska z włosowym warkoczem.
 W ramach pedicure/manicure - na stopach - Barry M - Mint Green, na paznokciach u rąk - Kleancolor - Holo Pink, natomiast w makijażu prosto - czarna kreska w stylu pin up girls i delikatny różowy błyszczyk.
  Nie mogę zapomnieć oczywiście o butach - różowe sandałki - szpilki na platformie, super-wygodne i upolowane za 29zł (w sklepiku bez nazwy)!

Mam nadzieję, że wybaczycie mi jakość niektórych zdjęć, które cykałam samowyzwalaczem - na dodatek nie posiadam statywu, więc wyobraźcie sobie kombinacje alpejskie, które czyniłam, żeby w kadrze zmieściła się cała moja szanowna osobistość od stóp do głów :D.

Sukienka skradła moje serce od pierwszego wejrzenia - mam nadzieję, że Wam też się spodoba :).