Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 marca 2017

Wielki Test Maseczek cz. 3 - It's Skin - Bamboo - Moisture & Fresh - bambusowe nawilżanie

Trzeci "odcinek" Wielkiego Testu Maseczek postanowiłam poświęcić maseczce pasującej właściwie do każdego typu cery, bo która z nas - w okresie zimowym, gdy kaloryfery grzeją na potęgę, nie potrzebuje dobrego nawilżenia? Czy bambusowa maseczka It's Skin - Bamboo - Moisture & Fresh spełniła swoje zadanie?

czwartek, 26 stycznia 2017

Wybawiciel dla leniuszków - Lirene - Silky in Shower - Wygładzający balsam pod prysznic - Egzotyczna Orchidea

Dzisiejszy post dedykuję wszystkim podobnym do mnie balsamowym leniuszkom, dla których smarowanie ciała po kąpieli to prawdziwa udręka ;). Jesteście tu? Jeśli tak, to zapraszam Was do poczytania o jednym z moich hitów zeszłego roku, który uwolnił mnie od tej uciążliwej czynności jaką jest nakładanie balsamu do ciała po kąpieli ;). Przedstawiam mojego wybawcę - Lirene - Silky in Shower - Wygładzający balsam pod prysznic - Egzotyczna Orchidea.


poniedziałek, 2 lutego 2015

Lirene - Dermoprogram - Emolient - Balsam lipidowy i Odżywcze serum SOS - nawilżanie na 5+

Smarowidła do ciała to coś czego używam naprawdę rzadko, chyba że przypadnie mi do gustu tak jak Pro-odżywczy balsam Dr Ireny Eris. Jestem po prostu w tej kwestii strasznym leniuchem i tylko naprawdę przepiękny zapach lub znakomite działanie są w stanie to zmienić - zazwyczaj tylko na jakiś czas (czytaj - do końca opakowania). Tym razem, za sprawą Ani Pilip z Lirene, wpadły w moje łapki dwa produkty z linii Emolient, do skóry bardzo suchej. Dałam im szansę i... szczegóły zdradzę w dalszej części posta :D.


czwartek, 31 lipca 2014

Embryolisse - Lait-Creme Concentre - krem odżywczo-nawilżający - ulubieniec makijażystów - a mój...?

"Sekret urody paryżanek", "uwielbiany przez dermatologów", "ulubieniec makijażystów" - to tylko niektóre z określeń, które znalazłam przy prawie każdym opisie czy recenzji Lait-Creme Concentre od Embryolisse.
Czy flagowy produkt Embryolisse powalił mnie na kolana? Zapraszam do czytania :).

środa, 20 listopada 2013

Bandi - Young Care - Krem złuszczający na noc

Ciąg dalszy moich przygód z kwasami, które zaczęły się w poście o Le'Maadr - 12% peelingu glikolowym.

Tym razem przestawiam Wam produkt, którego używam już od kilku lat czyli Bandi - Young Care - Krem złuszczający na noc. Krem ten znalazł się w poście o Odkryciach Roku 2012, choć odkryłam go tak naprawdę dużo, dużo wcześniej dzięki mojej cioci, która prowadzi gabinet kosmetyczny i korzysta z produktów Bandi.

Skoro używam go od kilku lat i w dodatku ochrzciłam go mianem "odkrycia", to nietrudno się domyślić, że produkt ten bardzo przypadł mi do gustu - wstyd i hańba, że dopiero teraz dzielę się z Wami moją opinią na jego temat - mam nadzieję, że mi wybaczycie to niedopatrzenie ;).

Krem Bandi, jak sama nazwa wskazuje, jest produktem złuszczającym, który stosujemy na noc. Znajduje się w opakowaniu z higienicznym aplikatorem w postaci pompki, za co u mnie ma dużego plusa. Pompka dozuje odpowiednią na pojedynczą aplikację ilość ślicznie pachnącego produktu. Krem jest lekki i bardzo przyjemnie się rozprowadza oraz szybko wchłania.

Jeżeli chodzi o złuszczanie, to ja produktów tego typu z zasady używam tylko zimą. Moja skóra nie jest bardzo wrażliwa na kwaszenie, więc ja nie zauważyłam, aby po tym kremie rzeczywiście schodziły mi suche skórki - obstawiam, że to zasługa faktu, że w składzie kremu znajdują się kwasy AHA w stężeniu 5%, w którym część z nim posiada działanie nie tylko keratolityczne, ale też nawilżające. Osobiście jestem bardzo zadowolona z wygładzenia i zwężania porów, jakie ten krem zapewnia - już po kilku dniach stosowania cera jest wyraźnie rozjaśniona i oczyszczona.

Produkty firmy Bandi są dostępne w drogeriach Hebe, co bardzo mnie ucieszyło, bo dotychczas zaopatrywałam się w ten krem na ich stronie internetowej http://www.bandi.pl/. Warto zapisać się do newslettera, bo często mają ciekawe promocje - ja na przykład trafiłam na akcję "2 w cenie 1" - czyli zapłaciłam regularną cenę za jeden krem - 38zł, a drugi dostałam za darmo :). Koszt wysyłki na stronie to 12zł.

Podsumowując - jest to jeden z produktów, który jeszcze długo będzie gościł w mojej podstawowej zimowej pielęgnacji cery i mogę go z czystym sumieniem polecić Wam do wypróbowania jako delikatną kwasową kurację na zimę :).
 PLUSY:
- higieniczny aplikator w pompce
- przez opakowanie widać mniej więcej ile jeszcze produktu zostało
- bardzo ładny zapach kremu
- lekka konsystencja, która szybko się wchłania
- delikatne złuszczanie - u mnie obyło się bez suchych skórek
- wygładza cerę
- nawilża
- delikatnie wygładza zmarszczki
- wspomaga walkę z zaskórnikami i rozszerzonymi porami

MINUSY:
- może delikatnie szczypać i nie można stosować go na podrażnioną skórę, ale to normalne w przypadku kwasów, więc ja nie traktuję tego jako minus, ale daję znać, że tak jest ;)

OCENA OGÓLNA:
5+/6


Znacie produkty Bandi? Używałyście już jakichś? Możecie polecić coś z ich asortymentu? Jestem ciekawa jak sobie radzą inne serie, bo o całej Young Care słyszałam wiele dobrego, ale na razie wypróbowałam tylko ten krem :). Dajcie znać jeśli macie coś ciekawego na oku z tej firmy :).

PRZYPOMINAJKA
Przypominam, że do 25. listopada do godziny 18.00 trwa Olejkowe rozdanie z Bielendą!

Zapraszam Was do udziału :)




środa, 30 października 2013

Dr Irena Eris - NORMAMAT - Krem nawilżający sebo-normalizujący na noc - "W nastroju" NORMAMAT


W ramach konkursu dla blogerek przez firmę Dr Irena Eris otrzymałam do testów kosmetyk z serii Normamat, która z założenia odpowiada na wszystkie potrzeby mojej przesuszonej, a przez to skłonnej do błyszczenia się cery. Na pełniejszą recenzję zaproszę Was wkrótce, a na dzisiaj przygotowałam relację z pierwszego spotkania z tym kosmetykiem :).

Krem zamknięty jest w wygodnym, ładnym opakowaniu z higieniczną pompką dozującą odpowiednią ilość kosmetyku. Kosmetyk ma przepiękny, świeży zapach i bardzo przyjemne właściwości aplikacyjne - wchłania się bardzo szybko, co zawdzięcza lekkiej, hydrożelowej konsystencji, i daje matowe wykończenie. Produkt nie pozostawia na skórze wyczuwalnego filmu, a jedynie uczucie miłego nawodnienia cery.
Po kilku pierwszych zastosowaniach produktu jestem z niego bardzo zadowolona i mam nadzieję, że na dłuższą metę będzie spisywał się równie świetnie :).

Miałyście już okazję przetestować kosmetyki z tej serii? Jeśli tak - koniecznie dajcie znać jak się spisały!



wtorek, 10 września 2013

Dermedic - Hydrain Hialuro - Maska nawadniająca z sierpniowego ShinyBox

Kosmetyki Dermedic pojawiały się w ShinyBox dosyć często zanim ja zaczęłam dostawać pudełeczka i muszę przyznać, że mnie zaciekawiły. Sierpniowy ShinyBox dał mi szansę zapoznać się z jednym z produktów tej firmy, a mianowicie z maską nawadniającą z linii Hydrain Hialuro.

Maska nawadniająca Dermedic Hydrain Hialuro jest zamknięta w estetycznej tubce - lubię maseczki w tubkach bardziej niż w saszetkach, bo przy saszetkach zawsze zapominam, żeby otworzyć je zanim właduję się do wanny i zmoczę łapki - a mokrymi rękoma jakoś ciężko sobie z otwieraniem poradzić ;). Zapach tej maseczki jest przyjemny, świeży - przypadł mi do gustu. Konsystencja to dla mnie trochę zagadka - niby to krem, niby to żel, więc przeze mnie został nazwany mianem kremożel aka żelokrem ;). Przyjemnie się rozprowadza na buzi i o dziwo - całkowicie wchłania! Niestety po wchłonięciu pozostawia mocno wyczuwalną "napinającą" warstewkę na powierzchni skóry, co zmusza nas w rezultacie do umycia jej, aby pozbyć się tego dyskomfortu (choć kiedy stosuję ją wieczorem to idę spać z tym "filmem" na buzi i zmywam go dopiero rano - podczas snu mi nie przeszkadza ;)).

Jak jest z działaniem? Moja skóra wchłonęła tą maseczkę do cna (oprócz warstewki! ;)), poczułam, że rzeczywiście nawilżyła mi cerę - choć nie na długo. Myślę, że to całkiem niezła maseczka, a jeśli chodzi o składniki - zawiera wodę termalną, kwas hialuronowy, betainę, mocznik i glicerynę już na początku składu i uważam, że nawet w codziennym stosowaniu może się nieźle spisywać. Wg producenta jest to produkt hipoalergiczny, ale osoby posiadające bardzo wrażliwą lub alergiczną skórę uczulam, że w składzie znajduje się m.in. DMDM Hydantoin - lepiej dmuchać na zimne ;). Nie jest bardzo droga - wg rozpiski z ShinyBox kosztuje 25zł za 50g, choć nie wiem czy wydałabym na nią tyle - nie jestem pewna czy przekonała mnie do siebie tak do końca.
PLUSY:
- przyjemny zapach
- opakowanie w postacie tubki - dla mnie wygodniejsze ;)
- przyjemna konsystencja kremowo-żelowa
- wyczuwalnie nawilża
- na początku składu sporo substancji nawilżających
- szybko się wchłania bez pozostawienia nadmiaru produktu na skórze
- cenowo nie powala, ale nie ma tragedii - 25zł za 50g

MINUSY:
- uczucie nawilżenia nie utrzymuje się zbyt długo
- pozostawia bardzo wyczuwalną "napinającą" warstewkę na powierzchni skóry, którą trzeba zmyć
- DMDM Hydantoin w składzie

OCENA OGÓLNA:
4-/6



Uważam, że ta maseczka to całkiem przyzwoity produkt i bez bólu wykorzystam ją sobie do końca, ale z pewnością będę dalej szukać maseczki z efektem "Wow!" ;) - bo tutaj go nie było :).
Pozdrawiam Was ciepło!

środa, 4 września 2013

Bath and Body Works - Paris Amour - Body lotion - balsam do ciała - zapach i... nic?

Nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że jestem zapachomaniaczką :). Zazwyczaj kosmetyki bezzapachowe dostają ode mnie niższą ocenę w recenzji. Co tu dużo mówić - dla mnie kosmetyk ma pachnieć i już. I w nosie mam, że niektóre składniki kompozycji zapachowych mogą uczulać - mogą, no życie - dopóki mnie nie uczulają jest git ;). Jednak czasami budzi się we mnie mały buntownik, który burczy mi do ucha, że "Nie samym zapachem..." itepe itede - no i masz ci los - akurat się odezwał...

Kosmetyki Bath & Body Works chciałam wypróbować właściwie odkąd się dowiedziałam, że w ogóle istnieją... Już to kiedyś gdzieś nawet napisałam - czytanie blogów sprawia, że nagle nie mogę żyć bez kosmetyków, o których istnieniu nie miałam pojęcia 5 minut wcześniej ;). Okazja przydarzyła się dzięki Spotkaniu Blogerek we Wrocławiu, bo tam otrzymałam paczkę z trzema produktami Bath & Body Works - między innymi był wśród nich balsam do ciała z serii Paris Amour. Jakbyście mnie wtedy zobaczyły - euforia :D (Panna Joanna może potwierdzić, że prawie piszczałam z podekscytowania :D). W tymże euforycznym stanie powróciłam do domu i postanowiłam od razu wypróbować rzeczony balsam. I trochę mi uszy opadły :(.

Ogólnie rzecz biorąc nie mogę nazwać tego kosmetyku tragicznym - o nie! Moja miłość do ładnych zapachów mi w tym skutecznie przeszkodzi! Jednak jest to produkt dość... przeciętny. Poza naprawdę śliczną kompozycją zapachową niestety nie reprezentuje sobą żadnych ciekawych wartości kosmetycznych. Jest to zupełnie zwyczajny balsam do ciała, który nawet zbyt dobrze nie nawilża - na pewno nie wystarczająco jak na moje potrzeby (nie są bardzo wygórowane). Jestem w stanie zrozumieć zachwyt kosmetykami B&BW, bo rzeczywiście zapachy mogą być obłędne (sądząc po tym, który posiadam), ale ja jednak mimo wszystko chciałabym choć odrobiny właściwości pielęgnacyjnych, które tłumaczyłyby wysoką cenę tego produktu. Nie wykluczam, że jeżeli będę miała możliwość nabyć coś B&BW stacjonarnie, czyli najpierw poniuchać i pomacać, to być może się jeszcze skuszę, ale tylko w ramach własnej fanaberii, bo nadzieję na super działanie raczej włożę między bajki. Myślę, że bardziej odpowiednią nazwą dla tego produktu byłyby "Perfumy w kremie/balsamie" i zastosowanie tutaj słowa "krem/balsam" określałoby li i tylko konsystencję kosmetyku. Jestem troszkę zawiedziona, bo spodziewałam się więcej, ale w kosmetycznym świecie już nie raz taki zawód mnie spotkał i czeka mnie ich pewnie jeszcze wiele :).
PLUSY:
- największy plus - zapach - prześliczny, perfumowy, słodki - super!
- przyjemna konsystencja
- łatwo się wchłania
- zapach pozostaje wyczuwalny stosunkowo długo
- bardzo ładny design opakowania
- wygodne otwarcie/zamknięcie
- nie testowany na zwierzętach
- nie pozostawia wyczuwalnej warstwy na skórze (wyczuwalnej w sensie dotykowym ;))

MINUSY:
- bardzo słabe właściwości pielęgnacyjne
- kiepsko nawilża
- w składzie plejada parabenów i tym podobnych ;)
- cena - ok. 39zł za 236ml

OCENA OGÓLNA:
3+/6



Miałyście do czynienia z kosmetykami Bath & Body Works? Może akurat ta edycja zapachowa ma takie słabe właściwości pielęgnacyjne, a inne ich kosmetyki są fenomenalne? Jest jakaś nadzieja w innych seriach zapachowych? A może uważacie, że za wiele wymagałam od tego produktu i macie inne zdanie na jego temat? Dajcie koniecznie znać, bo zapachami B&BW bardzo mnie kusi i nie chciałabym, żeby moja przygoda z tą firmą tak szybko się skończyła ;).

sobota, 31 sierpnia 2013

Biotherm - Aquasource - żel nawilżający do cery normalnej i mieszanej

Dawno, dawno temu był sobie krem idealny, uwielbiałam go, chciałam pozostać przy nim co najmniej na pół życia. Bum. Wycofali go. No i cóż miałam począć? Zaczęłam szukać. Próbowałam różnych kombinacji, kompozycji zapachowych, konsystencji, kremów do skóry suchej, matujących, nawilżających, nawet tłustych - no po prostu przerobiłam już w życiu naprawdę sporo przeróżnych mazideł, ale żadne nie zastąpi mi mojego ukochanego kremu... tumdududuuuum! (<--werble) L'Oreal Happyderm. Wiem, wiem - spodziewałyście się pewnie jakiegoś kompletnie nieznanego cudu, a tu zwykły L'Oreal. Dla mnie niezwykły - naprawdę kochałam ten krem! Niestety tak jak napisałam - wycofano go, a ja zostałam zmuszona do znalezienia następcy. No i można powiedzieć, że znalazłam.

Krem Biotherm Aquasource wpadł w moje ręce zupełnie przypadkiem - najpierw w postaci próbki, a potem na drodze wymianki z inną blogerką (przepraszam - nie pamiętam z kim :( to było ze 2 lata temu) i bardzo się polubiliśmy. Tak bardzo, że zdecydowałam się wydawać na niego niebagatelną kwotę ponad 100zł za 50ml. Przypadł mi do gustu szczególnie dlatego, że ma konsystencję bardzo podobną do Happydermu, a mianowicie jest hydrożelem. Jest lekki, szybko się wchłania, nie pozostawia wyczuwalnej warstwy na skórze. Ponadto ma przyjemny, świeży zapach i dobrze nawilża. Nadaje się również bardzo dobrze pod makijaż. Stosuję go głównie na dzień, ale czasami również grubszą warstwę na noc. Zazwyczaj kupuję go na lato, ponieważ w czasie upałów sprawdza się bardzo dobrze - jego lekka konsystencja spisuje się świetnie w gorące dni - nie odczuwam natychmiastowej potrzeby zmycia go z twarzy tak jak to bywa w przypadku tradycyjnych kremów.

Mimo wielu jego plusów, prawdopodobnie nie zdecyduję się na ponowny zakup, ponieważ mam teraz sporo zapasów kremowych i mam nadzieję znaleźć sobie jakiś tańszy zamiennik. Poza tym mam wrażenie, że moja skóra chyba się do niego przyzwyczaiła i nie czuję jego nawilżających właściwości tak intensywnie jak kiedyś.

Podsumowując - uważam, że to bardzo fajny krem, ale za zbyt wysoką cenę - mam nadzieję znaleźć coś podobnego w moich "zapasowych pudłach", które będę w najbliższym czasie starała się opróżniać ;). Oczywiście mogę go polecić - sama jestem z niego bardzo zadowolona i gdyby nie fakt, że mam aktualnie inne potrzeby wymagające pewnego nakładu finansowego, to na pewno bym go kupiła ponownie. Jeżeli nie uda mi się znaleźć lepszego, bądź przynajmniej porównywalnego kremu to pewnie za jakiś czas do niego wrócę. Na pewno jest wart wypróbowania, a próbki są dostępne w aptekach :).
PLUSY:
- lekka konsystencja hydrożelu
- szybko się wchłania
- dobrze nawilża
- bardzo przyjemny, świeży zapach
- nie pozostawia wyczuwalnej "warstwy" na skórze
- ładne, solidne opakowanie
- ładny kolor :D
- nadaje się pod makijaż
- idealny na lato

MINUSY:
- cena odstrasza - waha się od 100 (allegro) do nawet 160zł
- moja skóra chyba się przyzwyczaiła i nie odczuwam już takiego nawilżenia jak kiedyś

OCENA OGÓLNA:
5-/6



sobota, 24 sierpnia 2013

Uriage - woda termalna - woda wodzie nierówna!

W lipcowym ShinyBox znalazł się produkt, który może budzić pewne kontrowersje, a mianowicie woda termalna w aerozolu z Uriage. Dlaczego kontrowersje? Bo pewnie wiele z Was pomyśli, że wydanie 51,49zł na 300ml wody (lub 22,50 za 150ml) to jakaś paranoja, bo przecież można sobie wody z kranu, albo lepiej - mineralnej - nalać do buteleczki z atomizerem i wyjdzie na to samo. Otóż nie i przekonałam się o tym sama :).

Tak - przyznaję się - kupuję wody termalne w sprayu i nie powiedziałabym, że jest to efektem upadku na głowę z dużej wysokości ;). Po prostu doceniam ich działanie na moją skórę, które zauważam szczególnie latem i które również w tym roku ponownie się objawiło, kiedy poparzyłam się na słonku w Bułgarii. Wróciłam do domu z purpurą na ramionach i dekolcie i szukałam ratunku - na szczęście okazało się, że czekał on na mnie w lipcowym ShinyBox :), gdyż znalazłam tam wodę Uriage, która dosłownie w 2 dni poradziła sobie z doprowadzeniem mojej skóry do stanu umożliwiającego założenie jakiegokolwiek ubrania dotykającego ramion ;). Woda Uriage jako ratunek po poparzeniu sprawdziła się idealnie - ochładzała, rozpylona delikatna mgiełka nie urażała podrażnionej skóry i przyspieszyła jej regenerację :).

Zanim zaczęłam stosować wody termalne na poparzoną skórę, używałam ich przede wszystkim po zakończeniu makijażu - gdzieś, kiedyś, dawno temu, "ktoś mi powiedział i usłyszałam" ;), że dzięki temu makijaż lepiej "stapia się" ze skórą. Rzeczywiście - szczególnie przy makijażu podkładami mineralnymi zauważyłam, że po spryskaniu wodą termalną wyglądały lepiej. Nie lubię całkowitego zmatowienia twarzy w makijażu i spryskanie wodą termalną pozwala odzyskać naturalniejszy wygląd zdrowej cery z delikatnym połyskiem.

Oprócz działania regenerującego oraz wsparcia przy makijażu, woda termalna Uriage ma jeszcze jedną bardzo istotną funkcję - w gorące letnie dni idealnie chłodzi, a kiedy odparowuje - nie powoduje wysuszenia, gdyż jej skład jest tak zoptymalizowany, aby zachować izotonię z komórkami skóry. Tutaj nasuwa mi się jeszcze odniesienie do możliwości zrobienia własnej wody termalnej ze zwykłej wody mineralnej. Otóż wody mineralne, które pijemy, mają składy, których zadaniem jest działanie nawadniające/lecznicze na nasz organizm od wewnątrz, natomiast potrzeby naszej skóry są inne - odróżnia ją pH, skład naturalnego czynnika nawilżającego na powierzchni itp., dlatego nie wszystko co dobrze zadziała na nas od wewnątrz jest równie zbawienne dla skóry.

Na koniec jeszcze kilka słów na temat składu mineralnego wody Uriage i tego w jaki sposób poszczególne te składniki działają:
- wapń i cynk - mają właściwości łagodzące
- mangan i miedź - regenerujące
- mangan - działa przeciwrodnikowo
- krzem - ochronnie
Zawartość soli mineralnych w wodzie Uriage jest zbliżona do składu naturalnego czynnika nawilżającego skóry, dzięki czemu utrzymana jest prawidłowa bariera fizjologiczna na jej powierzchni. Jest to unikalna właściwość tej wody i dlatego właśnie jest jedną z niewielu (albo nawet jedyną), której nie trzeba wycierać ze skóry, tylko pozostawić do wyschnięcia.

PLUSY:
- działa regenerująco po poparzeniach słonecznych, otarciach itp.
- nadaje się do wykończenia makijażu - zwłaszcza mineralnego
- może służyć jako tonik do twarzy
- nadaje się do rozrabiania maseczek glinkowych i wszelkich innych proszkowych - zamiast zwykłej wody
- jest izotoniczna
- nie trzeba jej wycierać
- przyjemnie chłodzi latem
- nie podrażnia
- skład mineralny zbliżony do NMF
- wydajność - jak wszystkie mgiełki i wody termalne w aerozolu - zależy od częstotliwości stosowania ;)

MINUSY:
- cena :(

OCENA OGÓLNA:
5-/6

Uważam, że wody termalne to świetna rzecz, jednak warto zwrócić uwagę na to czy są one izotoniczne w stosunku do skóry. Woda Uriage jest i myślę, że przy niej pozostanę na jakiś czas, chyba że znajdę jeszcze jakąś inną izotoniczną wodę, której nie trzeba wycierać :). Używacie wód termalnych w sprayu czy uważacie je za zbędny gadżet? :)

niedziela, 5 maja 2013

Bielenda - Młodzieńczy Blask - Odżywczy krem ultra nawilżający

Nowość od Bielendy zagościła u mnie jakiś czas temu. Prawdę mówiąc byłam nastawiona sceptycznie do tego kremu, bo - jakkolwiek produkty Bielendy w większości lubię, tak akurat ich kremy do twarzy zazwyczaj oceniałam jako co najwyżej przyzwoite - bez szału. Tym razem jest już naprawdę nieźle - odstawiłam nawet chwilowo mój ulubiony Biotherm Aquasource i na razie pozostaję przy Bielendzie Młodzieńczy Blask, gdyż ma on jedną świetną właściwość - jaką? O tym w dalszej części recenzji :).
 PLUSY:
- największy i najważniejszy - świetnie nadaje się pod makijaż, ponieważ nie powoduje błyszczenia, a nawet znacznie je redukuje!
- krem przeznaczony typowo dla cery 20+
- przyjemnie nawilża
- nie pozostawia wyczuwalnej ani widocznej warstwy na twarzy
- lekka konsystencja
- łatwo się wchłania
- bez parabenów, oleju parafinowego, PEG i sztucznych barwników
- przyjemny zapach - delikatny i nienachalny
- cena około 17zł
MINUSY:
- konsystencja mogłaby być jeszcze lżejsza - dla mnie ideał to hydrożel, ale to już bardziej moje widzimisię niż minus ;)
- zapach mógłby być nieco intensywniejszy - to moja opinia, ale wiem, że wielu osobom zbyt mocne zapachy kosmetyków przeszkadzają, więc w sumie dobrze, że firma nie przesadziła ;)
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Bardzo fajny krem - jestem mile zaskoczona polskim produktem - firma Bielenda zrobiła mi naprawdę dużą i pozytywną niespodziankę tym produktem. W tej chwili mogę powiedzieć, że jest to ich najlepszy krem jakiego do tej pory używałam. Z chęcią wypróbuję wersję matującą, kiedy ten mi się skończy. Szczególnie polubiłam ten krem za to, że kiedy nałożę na niego makijaż, nie mam problemu z błyszczeniem się twarzy - świetnie współpracuje z moim aktualnym ulubieńcem BeBikowym (Lioele Dollish ;)) - przez cały dzień utrzymują błyszczenie w ryzach (ech ta cera mieszana i odwodniona...). Jestem tym faktem bardzo zaskoczona, gdyż właściwie prawie każdy krem jaki nakładałam pod makijaż powodował nasilenie błyszczenia!
Skład jest niezły, ale wpakowano do niego DMDM Hydantoin, co mi się nie podoba i mam nadzieję, że w końcu ten konserwant przestanie być używany, gdyż jest to donor formaldehydu (na zielono w składzie zaznaczyłam składniki w miarę neutralne, na niebiesko substancje pochodzenia roślinnego i wyciągi roślinne, na pomarańczowo takie, które mogą spowodować podrażnienia lub w inny sposób potencjalnie mogę zadziałać negatywnie, natomiast na czerwono - składniki, które nie powinny się znaleźć w produkcie, gdyż są szkodliwe). Co do zastosowanej technologii ciekłokrystalicznej... Hmm... Lipidy membranowe, kompatybilność z barierą hydrolipidową - klient-laik i tak nie będzie wiedział o co chodzi i z czym to się je, a tym bardziej nie sprawdzi tego, możemy więc pozostać przy zaufaniu do producenta, że rzeczywiście takowa technologia w kremie jest ;).
Pomimo drobnej wpadki w składzie, ja zamierzam nadal używać tego kremu, gdyż w tej chwili zapewnia mi efekt jakiego oczekuję najbardziej - brak błyszczenia, które było zawsze moją zmorą ;). Jeżeli też borykacie się z tym problemem - być może pomoże Wam tak jak mnie, a zatem - polecam :).

SKŁAD: Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl  Stearate, Sorbitan Stearate, Sorbityl Laurate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Olea Europea (Olive) Oil, Punica Granatum Fruit Extract, Propylene Glycol, Caesalpinia Spinosa Oligosacchrides, Caesalpinia Spinosa Gum, Panthenol, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Squalene, Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Beta-Sitosterol, Hydroxyethylcellulose, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Disodium EDTA, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.




wtorek, 15 stycznia 2013

Bielenda - Kuracja parafinowa - Ręce i nogi - Maska na noc - Przesuszona, szorstka skóra dłoni i twarda skóra stóp

Uwaga - mam wyznanie... Jestem namiętnym, niepohamowanym, patologicznym obgryzaczem skórek :(, paznokciowym obgryzaczem po odwyku - skutecznym, oraz zębowym zeskrobywaczem lakieru do paznokci (kiedy odpryśnie). Najbardziej we znaki daje się niestety obgryzanie skórek, które przy tym mam zazwyczaj dość przesuszone... Znalazł się w końcu dla mnie ratunek - nieuporczywy w stosowaniu, przyjemny i przede wszystkim - skuteczny :D.
 PLUSY:
- piękny zapach - nie potrafię określić jaki, ale bardzo ładny :D
- dogłębnie nawilża skórę dłoni i stóp
- zmiękcza skórę
- pomaga pozbyć się suchych skórek i zadziorków
- długotrwały efekt
- wygładza skórę
- tłusta i "bogata" konsystencja
- cena - około 12zł
- bardzo wydajny
- dobrze się rozsmarowuje (konsystencja jest dość zbita, ale zmiękcza się pod wpływem ciepła skóry)
- pozostawia przyjemną, nawilżającą warstewkę na skórze
- bardzo fajny skład - bez gliceryny :)
 MINUSY:
- maska jest bardzo gęsta (zawiera parafinę stałą), w związku z czym ciężko się wyciska z tubki, ale wystarczy ogrzać tubkę w dłoniach i wychodzi :)
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Jeden z moich hitów do pielęgnacji dłoni i stóp. Pragnę tutaj podkreślić, że jest to po pierwsze - produkt na noc, a po drugie - maska, a nie krem - zatem ideą kosmetyku jest bycie pozostawionym na skórze na dłuższą chwilę, więc jak czytam opinie na KWC to mnie aż roznosi, jak dziewczyny narzekają, że pozostawia tłustą warstwę - owszem kiedy posmarujemy nim skórę, zostawia niezły poślizg, dlatego też producent zaleca jej stosowanie z bawełnianymi rękawiczkami/skarpetkami, które pozwolą produktowi działać jeszcze lepiej.
Skład produktu przypadł mi do gustu, bo nie ma w nim gliceryny, która, przy niedostatecznej wilgoci otoczenia, zamiast skórę nawilżać, "wysysa" z niej wodę (jest higroskopijna). Tutaj mamy przede wszyskim dużo, dużo parafiny - zaznaczyłam ją w składzie jako składnik pozytywny, ponieważ właśnie takie jest jej działanie w tym przypadku (zupełnie inaczej niż na przykład w przypadku kremów do twarzy, gdzie może zapychać).
Co do działania - myślę, że wystarczająco opisałam je w plusach - dla mnie jest po prostu fenomenalne - bardzo lubię uczucie miękkiej, wygładzonej skóry po użyciu tego produktu. Zawsze używam tej maski z bawełnianymi rękawiczkami/skarpetkami - efekt rano naprawdę boski :D.
Jedyny minus to fakt, że konsystencja produktu jest bardzo zbita, więc może być problem z wydobyciem kosmetyku z tubki, jednak wystarczy nieco rozgrzać opakowanie - nawet w rękach i daje radę ;).
Myślę, że za cenę około 12zł warto wypróbować ten produkt - jeśli przypadnie Wam do gustu tak jak mnie, to pewnością zostanie z Wami na dłużej :D.
 SKŁAD:
PetrolatumParaffinum Liquidum (Mineral Oil)ParaffinLanolinCera Alba (Beeswax)Butyrosperum Parkii (Shea Butter)Butyl Linoleate, Butyl LinolenateParfum (Fragrance)C18-36 Acid TriglicerideDimethiconeStearic AcidTocopherolAscorbyl PalmitateAscorbic AcidCitric AcidPEG-8Alpha-Isomethyl IononeLillalCitronellolLimonene, LinaloolCI 26100 (D&C Red No.17)


Składniki wytłuszczone to substancje warunkujące działanie kosmetyku, niewytłuszczone - dodatki zapachowe, konserwanty, wypełniacze, modyfikatory konsystencji itp.
Analiza składu związana jest konkretnie z danym kosmetykiem, w innym rodzaju kosmetyku (np. o innym przeznaczeniu lub docelowym działaniu) niektóre substancje mogą być oznaczone odmiennie.