Zima to idealny okres, żeby zafundować swoim stopom porządną regenerację, a w szczególności jeśli mamy zamiar użyć skarpetek złuszczających, które kilka lat temu szturmem podbiły kosmetyczną blogosferę. Tym razem napiszę Wam o efektach jakie poczyniły u mnie tego typu skarpetki spod szyldu Lirene.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 24 listopada 2016
piątek, 22 lipca 2016
Jak zadbać o stopy przed letnim urlopem? Mój pedicure z zestawem Mary Kay - Into The Garden
Latem na naszych nóżkach zadamawiają się odkryte buty - sandałki, klapki, japonki, espadryle, które wymagają nienagannego wyglądu stóp. W tym roku z pomocą przybyła mi firma Mary Kay ze swoim prześlicznym zestawem do pielęgnacji stóp z serii Into The Garden. Jak zadbać o stopy na lato? Oto moja recepta!
sobota, 30 kwietnia 2016
O równowadze w przyrodzie... - Equillibra - Aloesowy antyperspirant w kulce i chusteczki złuszczające
Równowaga w przyrodzie być musi - więc na każdy świetny produkt kosmetyczny musi znaleźć się jakiś bubel. Tak właśnie było w przypadku dwóch produktów aloesowych Equillibra. Jeden z nich mogę swobodnie uznać za swój hit, a drugi... no cóż. Zapraszam do czytania!
poniedziałek, 5 października 2015
Lirene - produkty antycellulitowe - Terapia antycellulitowa 14 dni, Antycellulitowa mezoterapia i Wygładzająca eksfoliacja
Cellulit to wróg pewnie z 90% kobiet. Widuje się nawet bardzo szczupłe dziewczyny, których ten problem dotyka. Ja również należę do grona osób, którym nie jest obcy, więc produkty antycellulitowe to grupa kosmetyków zdecydowanie dla mnie interesujących. Przekonałam się już, że samymi kosmetykami cellulitu zwalczyć się po prostu nie da - potrzebna jest ogólna zmiana trybu życia - ćwiczenia, dieta i masaże, jednak kosmetyki antycellulitowe mogą wspomóc proces pozbywania się tego niechcianego urozmaicenia powierzchni ciała. Lirene przesłało mi w wakacyjnej paczce trzy produkty do walki z cellulitem i dziś właśnie o nich post traktować będzie :).
wtorek, 29 września 2015
Bomb Cosmetics - Milk and Honey Body Polish - cukrowy peeling pod prysznic - kraina mlekiem i miodem płynąca?
Przyszła pora na krainę mlekiem i miodem płynącą, czyli Milk&Honey Body Polish ostatni z produktów myjących Bomb Cosmetics, który otrzymałam do recenzji od Kosmetykomania.pl. Czy faktycznie można się po nim poczuć jak po kąpieli w mleku i miodzie? Zapraszam do czytania ;).
TAG:
Bomb Cosmetics,
ciało,
peeling,
pielęgnacja,
scrub
czwartek, 17 września 2015
Farmona - Sweet Secret - peelingi do mycia ciała - Słodkie trufle i migdały oraz Wanilia i indyjskie daktyle - zdzierakowa miłość
Prawie dokładnie trzy lata temu (sic!) wpadł w moje ręce peeling Farmona - Sweet Secret w wersji Wanilia i indyjskie daktyle i już wtedy zapałałam do niego miłością absolutną, co dało mu z resztą miejsce wśród ulubieńców 2012 roku. Później przez długi czas nie mogłam go dopaść w żadnej drogerii, dlatego gdy odezwała się do mnie z propozycją współpracy firma Farmona, nie myślałam długo i koniecznie chciałam przypomnieć na blogu o jego istnieniu. Oprócz niego trafił do mnie też peeling w wersji Słodkie trufle i migdały, więc dzisiaj o obu tych fantastycznych zdzierakach mowa będzie!
TAG:
ciało,
Farmona,
hity,
peeling,
pielęgnacja
piątek, 26 czerwca 2015
Bomb Cosmetics - Scrubology - peeling cukrowy na bazie olejków - bomba zapachowa!
Paczka z kosmetykami Bomb Cosmetics bardzo Wam się spodobała, więc dzisiaj kolejny post o produkcie, który się w niej znalazł czyli Scrubology - peelingu cukrowym na bazie olejków, który okazał się prawdziwą zapachową i pielęgnacyjną bombą! Zapraszam!
niedziela, 14 września 2014
Bielenda - Peeling cukrowy do ciała - Soczysta Malina - malinowy król?
Maliny należą do moich ulubionych letnich owoców - mniam! Niestety lato dobiega już końca, ale i na to znalazł się sposób - w sierpniu otrzymałam do testów od firmy Bielenda Peeling cukrowy do ciała o zapachu Soczystych Malin, który wyczaruje odrobinę lata nawet w środku zimy :). Zapachowo spisał się świetnie, ale czy spełnił swoją rolę pielęgnacyjną?
TAG:
Bielenda,
ciało,
peeling,
pielęgnacja
wtorek, 15 października 2013
Le'Maadr - Glikolowy 12% Peeling - czas na kwas!
Jesień to idealna pora aby do pielęgnacji cery wdrożyć produkty z kwasami, zatem pod koniec września również ja zaczęłam się kwasić :). Do maltretowania mojego pyszczka wybrałam peeling glikolowy od Le'Maadr, który dostałyśmy na Spotkaniu Blogerek we Wrocławiu w sierpniu (sponsorem tego produktu był sklep Info Plus 24). Dzisiaj - po miesiącu całkiem regularnego (jak na moje możliwości to w ogóle szał!) stosowania produktu, przybywam do Was z jego recenzją, ale najpierw chciałabym napisać Wam kilka słów na temat działania kwasów AHA, do których należy kwas glikolowy.
czwartek, 12 września 2013
L'Oreal - Ideal Glow - Peeling rozświetlający - ulubieniec wśród peelingów do twarzy
Przyszła pora na post o moim ulubieńcu wśród peelingów do twarzy. Odkąd go używam zdążył zmienić już nawet szatę graficzną, ale sam produkt pozostał ten sam - i tak samo ulubiony :).
Peelingu L'Oreal Ideal Glow używam z przerwami już od kilku lat i niezmiennie jestem jego działaniem i nim samym zachwycona. Zacznę - chyba jak zwykle - od zapachu. Świeży, brzoskwiniowy - śliczny, boski wręcz. Zapach mógłby być największą zaletą tego produktu, ale jest jeszcze coś, co sprawia, że dotychczas nie znalazł się żaden peeling, który przypadłby mi do gustu bardziej niż ten - chodzi o wielkość i ilość drobinek. L'Oreal Ideal Glow ma drobinki średniej wielkości - największe to zmielone pestki brzoskwini, a te mniejsze, których jest naprawdę sporo to mikrogranulki polietylenowe. Takie połączenie sprawia, że ten peeling, choć nie jest bardzo mocnym zdzierakiem (uwielbiam takowe do ciała, ale moja twarz nie znosi ich zbyt dobrze...) - nadaje się nawet do codziennego stosowania, ściera obumarły naskórek bardzo dokładnie, ponieważ mikrogranulki są gęsto zawieszone w żelowej konsystencji produktu. Gruboziarniste peelingi nie zdają u mnie egzaminu, bo często robią mi "ziaziu" na twarzy lub mają zbyt mało drobinek i zdzierają mocno, ale niedokładnie. W przypadku tego peelingu ścieranie jest idealnie na takim poziomie jakiego oczekuję :).
Kosmetyk - gdyby pozbawić go drobinek, ma konsystencję żelową, nie zawierającą mydła, parabenów i alkoholu - ogólnie skład niezbyt długi i całkiem niezły. Żel delikatnie się pieni zapewniając nam oprócz peelingu - efekt czystej, odświeżonej i rozświetlonej cery.
Peeling ten kosztuje około 18zł w cenie regularnej, jednak można go dostać w promocji za 12-14zł. Jest bardzo łatwo dostępny - ja kupuję go zazwyczaj w Rossmannie :). Uważam, że jest wart swojej ceny i zamierzam go kupować po wsze czasy, chyba że znajdzie się jakiś peeling-cud, który go zdetronizuje ;). Gorąco go Wam polecam :).
PLUSY:
- piękny, brzoskwiniowy zapach
- idealna wielkość i ilość drobinek
- dokładne ścieranie
- średnio-intensywny "zdzierak" - dla mnie idealny do twarzy
- przyjemna, żelowa konsystencja
- delikatnie się pieni
- posiada właściwości myjące
- nie wysusza
- wygodna tubka
- estetyczne opakowanie
- bardzo wydajny
- nie najgorszy skład ;)
- cena - około 12-14zł w promocji, ok. 18zł regularna - nie należy do najtańszych, ale uważam, że jest warty swojej ceny, choć najlepiej polować na promocje ;)
MINUSY:
- dla mnie nie posiada minusów :)
OCENA OGÓLNA:
6/6
Peelingu L'Oreal Ideal Glow używam z przerwami już od kilku lat i niezmiennie jestem jego działaniem i nim samym zachwycona. Zacznę - chyba jak zwykle - od zapachu. Świeży, brzoskwiniowy - śliczny, boski wręcz. Zapach mógłby być największą zaletą tego produktu, ale jest jeszcze coś, co sprawia, że dotychczas nie znalazł się żaden peeling, który przypadłby mi do gustu bardziej niż ten - chodzi o wielkość i ilość drobinek. L'Oreal Ideal Glow ma drobinki średniej wielkości - największe to zmielone pestki brzoskwini, a te mniejsze, których jest naprawdę sporo to mikrogranulki polietylenowe. Takie połączenie sprawia, że ten peeling, choć nie jest bardzo mocnym zdzierakiem (uwielbiam takowe do ciała, ale moja twarz nie znosi ich zbyt dobrze...) - nadaje się nawet do codziennego stosowania, ściera obumarły naskórek bardzo dokładnie, ponieważ mikrogranulki są gęsto zawieszone w żelowej konsystencji produktu. Gruboziarniste peelingi nie zdają u mnie egzaminu, bo często robią mi "ziaziu" na twarzy lub mają zbyt mało drobinek i zdzierają mocno, ale niedokładnie. W przypadku tego peelingu ścieranie jest idealnie na takim poziomie jakiego oczekuję :).
Kosmetyk - gdyby pozbawić go drobinek, ma konsystencję żelową, nie zawierającą mydła, parabenów i alkoholu - ogólnie skład niezbyt długi i całkiem niezły. Żel delikatnie się pieni zapewniając nam oprócz peelingu - efekt czystej, odświeżonej i rozświetlonej cery.
Peeling ten kosztuje około 18zł w cenie regularnej, jednak można go dostać w promocji za 12-14zł. Jest bardzo łatwo dostępny - ja kupuję go zazwyczaj w Rossmannie :). Uważam, że jest wart swojej ceny i zamierzam go kupować po wsze czasy, chyba że znajdzie się jakiś peeling-cud, który go zdetronizuje ;). Gorąco go Wam polecam :).
PLUSY:
- piękny, brzoskwiniowy zapach
- idealna wielkość i ilość drobinek
- dokładne ścieranie
- średnio-intensywny "zdzierak" - dla mnie idealny do twarzy
- przyjemna, żelowa konsystencja
- delikatnie się pieni
- posiada właściwości myjące
- nie wysusza
- wygodna tubka
- estetyczne opakowanie
- bardzo wydajny
- nie najgorszy skład ;)
- cena - około 12-14zł w promocji, ok. 18zł regularna - nie należy do najtańszych, ale uważam, że jest warty swojej ceny, choć najlepiej polować na promocje ;)
MINUSY:
- dla mnie nie posiada minusów :)
OCENA OGÓLNA:
6/6
TAG:
L'Oreal,
mycie,
oczyszczanie,
peeling,
pielęgnacja,
twarz
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Green Pharmacy - Peeling cukrowo-solny - Masło shea i zielona kawa - a fe!
Kolejny kosmetyk z urodzinowego wydania ShinyBox, ale tym razem - kompletnie inne odczucia niż w przypadku pomadki w płynie Paese - niestety ten produkt to w moich oczach bubel jakich mało i cieszę się, że znalazł się w ShinyBox, bo przynajmniej teraz na pewno go nie kupię! Co zabawne - dla mnie to mara nieczysta, a widziałam wiele recenzji, w których dziewczyny bardzo go chwaliły - w związku z tym dogadałyśmy się ze Smieti i ona uwolni mnie od tego potworka, bo sama go bardzo polubiła :). Jakie są w takim razie moje zarzuty? Już wyjaśniam!
PLUSY:
- cena - około 10zł za 300ml
MINUSY:
- nieporęczne opakowanie - średnica jest tak dużo, że miałam trudności z odkręceniem wielkiego wieczka mokrymi rękoma (suchymi też było ciężko), a wszak peeling to kosmetyk, którego używamy w kąpieli lub pod prysznicem
- zapach - zbyt intensywny i w dodatku kompletnie mnie nie przekonuje - uderzył mnie w nos sama nie wiem czym, ale na pewno nie było to miłe
- konsystencja - gumiasta, tępa, paskudnie się rozprowadza na skórze
- zdzieranie - żadne - zazwyczaj peelingi cukrowe i solne lubię, bo mają ostre drobinki - w tym paskudztwie są jakby częściowo rozpuszczone - nie czuję żadnego drapania :(
- te niewielkie drobinki w kilka sekund rozpuszczają się na skórze do cna i z peelingu nici - nadaje się chyba tylko do super delikatnej skóry pod tym względem
- mam wrażenie, że pozostawia na skórze dziwny, nieprzyjemny tłustawy film - nie wiem czy to efekt psychologiczny po przeczytaniu składu, ale czuję się oblepiona parafiną i wazeliną - błee!!!
OCENA OGÓLNA:
1/6
Chyba po raz pierwszy zdarzył się produkt, u którego jedynym plusem jest dla mnie cena. Chociaż po zapoznaniu się z nim (bardzo krótkim zapoznaniu) nie wydałabym nawet tych 10zł... Właściwie wszystko napisałam już w minusach - dla mnie ta krótka znajomość była koszmarem i nie chcę jej już powtarzać, dlatego produkt znalazł sobie już nową Panią i pofrunie do niej jak tylko znajdę chwilę, żeby pokonać ten hektar, który dzieli mnie od najbliższej poczty obsługującej przesyłki większe niż pocztówka ;). I jeszcze ten nachalny zapach - brr! Aż mnie dreszcz przeszedł na samą myśl! Temu panu mówię stanowcze: "Żegnam ozięble!".
PLUSY:
- cena - około 10zł za 300ml
MINUSY:
- nieporęczne opakowanie - średnica jest tak dużo, że miałam trudności z odkręceniem wielkiego wieczka mokrymi rękoma (suchymi też było ciężko), a wszak peeling to kosmetyk, którego używamy w kąpieli lub pod prysznicem
- zapach - zbyt intensywny i w dodatku kompletnie mnie nie przekonuje - uderzył mnie w nos sama nie wiem czym, ale na pewno nie było to miłe
- konsystencja - gumiasta, tępa, paskudnie się rozprowadza na skórze
- zdzieranie - żadne - zazwyczaj peelingi cukrowe i solne lubię, bo mają ostre drobinki - w tym paskudztwie są jakby częściowo rozpuszczone - nie czuję żadnego drapania :(
- te niewielkie drobinki w kilka sekund rozpuszczają się na skórze do cna i z peelingu nici - nadaje się chyba tylko do super delikatnej skóry pod tym względem
- mam wrażenie, że pozostawia na skórze dziwny, nieprzyjemny tłustawy film - nie wiem czy to efekt psychologiczny po przeczytaniu składu, ale czuję się oblepiona parafiną i wazeliną - błee!!!
OCENA OGÓLNA:
1/6
Chyba po raz pierwszy zdarzył się produkt, u którego jedynym plusem jest dla mnie cena. Chociaż po zapoznaniu się z nim (bardzo krótkim zapoznaniu) nie wydałabym nawet tych 10zł... Właściwie wszystko napisałam już w minusach - dla mnie ta krótka znajomość była koszmarem i nie chcę jej już powtarzać, dlatego produkt znalazł sobie już nową Panią i pofrunie do niej jak tylko znajdę chwilę, żeby pokonać ten hektar, który dzieli mnie od najbliższej poczty obsługującej przesyłki większe niż pocztówka ;). I jeszcze ten nachalny zapach - brr! Aż mnie dreszcz przeszedł na samą myśl! Temu panu mówię stanowcze: "Żegnam ozięble!".
TAG:
bubel,
buble,
ciało,
Green Pharmacy,
peeling,
pielęgnacja
niedziela, 13 stycznia 2013
Farmona - Szarlotka z bitą śmietaną i cynamonem - Peeling do mycia ciała i masło
Gdybyście zapytały mnie o ulubione ciasto lub deser, z pewnością na pierwszym miejscu wymieniłabym tiramisu, na drugim natomiast znalazłaby się szarlotka z lodami i bitą śmietaną - omnomnom! W związku z tym, kiedy tylko ujrzałam na stronie Farmony nową wersję zapachową w ich linii Sweet Secret, uznałam, że prędzej czy później wpadnie ona w moje łapki - kosmetyki te znalazły się na mojej chciejliście przedświątecznej :D. Tak się akurat przyjemnie złożyło, że agencja Werner i Wspólnicy, z którą współpracuję, ma pod swoją brandową opieką firmę Farmona i planowała właśnie przedświąteczne wysyłki zestawów Sweet Secret i ja otrzymałam właśnie szarlotkową nowość :D. Oczywiście kosmetyki od razu poszły w ruch i dzisiaj mam dla Was ich recenzję :).
PLUSY:- przyjemny zapach, choć nie trafił w moje wyobrażenie w 100%
- gęsta konsystencja - kosmetyk nie jest rozwodniony
- spore drobinki, które dobrze "drapią" :) - skutecznie peelinguje i masuje- uwaga, to mocny zdzierak!
- pieni się, więc rzeczywiście jest to peeling myjący
- wydajny
- cena - ok. 13zł za 225ml, ja otrzymałam go w zestawie, który kosztuje 26zł, do kupienia tutaj
MINUSY:
- nieudane opakowanie, dużo lepiej sprawdziłby się słoiczek, gdyż peeling jest bardzo gęsty i ciężko wydostać go z butelki
OCENA OGÓLNA:
4+/6
O co chodzi z tym zapachem? Otóż - tutaj będzie opinia oczywiście moja, moja i tylko moja, bo zapach może być dla jednych absolutnym hitem, a innym nie przypaść do gustu, uważam, że Farmona nie do końca trafiła z opisem. Chcieli, żeby było super-apetycznie, więc zrobili szarlotkę z bitą śmietaną i cynamonem, ale dla mnie sprawa wygląda następująco - szarlotka - być może, cynamon - raczej mało, bita śmietana - ciekawe gdzie? Nazwałabym zapach tego peelingu raczej po prostu jabłkiem z cynamonem, ale nie brzmi to już tak apetycznie. Czego mi brakuje? Bitej śmietany... Czyli trochę więcej słodkości w zapachu, bo ja wyczuwam głównie kwaśne jabłuszko, a za mało mi urozmaicenia. Mimo to, zapach jest bardzo przyjemny i z pewnością jadalny. W moim mniemaniu peeling słabiej trafia nutami zapachowymi niż masło, ale o maśle będzie później :). Generalnie peeling ten lubię, może nawet bardzo, przede wszystkim za zdzieranie - konkretne! Dobry, mocny drapak zawsze u mnie trafi w dziesiątkę - lubię czuć zdecydowane drobinki a nie jakieś anemiczne mizianie :D.
Jeżeli przekonuje Was dobra drapanie to obadajcie sobie zapach przed zakupem, w drogerii, bo ja się odrobinkę zawiodłam pod tym względem (może moje wyobrażenia były zbyt nierzeczywiste...?)
PLUSY:
- przyjemny zapach - moim zdaniem lepiej trafia w nazwę niż peeling, ale to nadal nie do końca to, co bym chciała
- idealna konsystencja - prawdziwie maślana, gęsta i zbita, a jednocześnie gładka <3
- przyjemnie nawilża i natłuszcza
- zapach długo pozostaje na skórze
- cena - standardowa - 13,50zł za 225ml
- dobrze się aplikuje i wchłania
MINUSY:
- zapach w nadmiarze może być drażniący
OCENA OGÓLNA:
4+/6
Pomimo faktu, że masło nieco lepiej oddaje zapach szarlotki, to mnie nadal nie pachnie to w 100% tak jak bym chciała... Zapach na skórze utrzymuje się nieźle, z tym, że rodzi to mały problem - przy obsmarowaniu całego ciała, jest on po prostu nieco męczący, dlatego, nauczona doświadczeniem, teraz smaruję nim głównie nogi i moje obeschnięte łydki ;). Dla mnie największym plusem tego masła jest jego konsystencja, która autentycznie z masłem mi się kojarzy - jest zwarta, ale gładka i lekko rozprowadza się na skórze - taką najbardziej lubię, choć wiem, że np. Hexxanie nie odpowiadało wydłubywanie kosmetyku z opakowania - u mnie wręcz przeciwnie, lubię takie zbite masła :). Produkt przyjemnie się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy, jego właściwości nawilżające są przyzwoite - na zupełnie regularnym poziomie - bez cudów.
Jeżeli miałabym wybierać, który z tych dwóch produktów kupić, byłoby mi ciężko. Z jednej strony peeling jest super zdzierakiem, ale z drugiej masło ma przefajną konsystencję i lepiej oddaje zapach... Prawdę mówiąc ciężko mi się zdecydować i chyba nie pozostaje nic innego jak samemu wyrobić sobie opinię na temat tych dwóch całkiem przyzwoitych produktów ;).
TAG:
ciało,
Farmona,
kąpiel,
masło do ciała,
peeling,
pielęgnacja,
scrub,
szarlotka,
zapach
środa, 1 sierpnia 2012
Farmona - Sweet Secret - Wanilia i indyjskie daktyle - scrub do mycia ciała, Słodki kokos i banany - sorbet do mycia ciała
Całkiem niedawno otrzymałam do testowania dwa produkty firmy Farmona z serii Sweet Secret, ale nie potrzebowały dużo czasu (jeden z nich ;) ), aby podbić moje serce na dobre :). Zapraszam do recenzji dwóch produktów - Farmona - Sweet Secret - Wanilia i indyjskie daktyle - scrub do mycia ciała oraz Farmona - Sweet Secret - Słodki kokos i banany - sorbet do mycia ciała.
PLUSY:
- przepiękny zapach - jak olejek do ciasta <3
- bardzo dobry zdzierak
- nawilża skórę
- zapach pozostaje po kąpieli
- przyjemna, jakby piankowata konsystencja
- cena - około 13zł
- wydajność
- skład nie straszy ;)
MINUSY:
- nie zauważyłam
OCENA OGÓLNA:
6/6
Aktualny ulubieniec! Zapach jest absolutnie mój, przypomina mi zapach olejku do ciasta <3. Drobinki są bardzo dobrymi zdzierakami - uwielbiam takie mocne peelingi - czuję, że rzeczywiście działają na moją skórę oczyszczająco. Peeling ma bardzo przyjemną, piankowatą konsystencję, która działa troszkę nawilżająco/natłuszczająco. W przeciwieństwie do peelingów cukrowych, jest wydajny - dużo bardziej niż cukrowce, gdyż drobinki nie ulegają rozpuszczeniu - szorujemy skórę dość długo, nie tracąc właściwości peelingujących. Skład szału nie robi, ale też nie straszy jakimiś koszmarkami, poza tym to tylko peeling, który nie pozostaje na skórze długo. Stuprocentowo polecam fankom "jadalnych" zapachów i mocnych zdzieraków :D.
PLUSY:
- przyjemny zapach
- nie wysusza skóry (ale też specjalnie jej nie nawilża)
- pozostawia zapach na skórze
- przyzwoity skład
MINUSY:
- średnio się pieni - na gąbce oczywiście lepiej, ale ogólnie średniawo
- cena - ok. 12zł - za objętość 225ml - tak sobie, dla mnie sporo
A teraz nowość, którą wyczaiłam na stronie Farmony - nowa linia zapachowa, którą po prostu MUSZĘ zdobyć, bo - jak wiecie - jadalne zapachy to mój mały bzik :D. A już capuccino + tiramisu - omnomnomnom! Suflet to chyba rodzaj masła do ciała i ono raczej nie wpadnie do mojego koszyka (nie znoszę się smarować... robię to tylko wtedy kiedy jest to konieczne, ale z własnej woli - rzadko), ale peelingujący żel do mycia ciała to stuprocentowy muszmieć!
PLUSY:
- przepiękny zapach - jak olejek do ciasta <3
- bardzo dobry zdzierak
- nawilża skórę
- zapach pozostaje po kąpieli
- przyjemna, jakby piankowata konsystencja
- cena - około 13zł
- wydajność
- skład nie straszy ;)
MINUSY:
- nie zauważyłam
OCENA OGÓLNA:
6/6
Aktualny ulubieniec! Zapach jest absolutnie mój, przypomina mi zapach olejku do ciasta <3. Drobinki są bardzo dobrymi zdzierakami - uwielbiam takie mocne peelingi - czuję, że rzeczywiście działają na moją skórę oczyszczająco. Peeling ma bardzo przyjemną, piankowatą konsystencję, która działa troszkę nawilżająco/natłuszczająco. W przeciwieństwie do peelingów cukrowych, jest wydajny - dużo bardziej niż cukrowce, gdyż drobinki nie ulegają rozpuszczeniu - szorujemy skórę dość długo, nie tracąc właściwości peelingujących. Skład szału nie robi, ale też nie straszy jakimiś koszmarkami, poza tym to tylko peeling, który nie pozostaje na skórze długo. Stuprocentowo polecam fankom "jadalnych" zapachów i mocnych zdzieraków :D.
PLUSY:
- przyjemny zapach
- nie wysusza skóry (ale też specjalnie jej nie nawilża)
- pozostawia zapach na skórze
- przyzwoity skład
MINUSY:
- średnio się pieni - na gąbce oczywiście lepiej, ale ogólnie średniawo
- cena - ok. 12zł - za objętość 225ml - tak sobie, dla mnie sporo
OCENA OGÓLNA:
3/6
W przeciwieństwie do poprzednika - nie zachwycił mnie. Wcześniej miałam masło do ciała z tej linii zapachowej i zapach po prostu mi się znudził, dlatego nie przyjęłam tego produktu tak entuzjastycznie jak waniliowo-daktylowego peelingu. Być może dlatego też jego ocena tak drastycznie spadła, ponieważ oprócz zapachu, nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Nie powalił mnie, nie kupię go sama, choć to przyzwoity produkt i spełnia swoje zadanie, ja jednak lubię sprawiać sobie takie małe przyjemności kąpielowe, które zadowalają mnie w większym stopniu. Jeśli lubicie kokosowo-bananowe połączenia, zapewne przypadnie Wam do gustu, ale cudów nie oczekujcie ;).
TAG:
Farmona,
kąpiel,
peeling,
Sweet Secret
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Bielenda - Only For Men - Super Mat - Peelingujący żel oczyszczający
PLUSY:
- dobrze peelinguje i wygładza
- matuje
- przyjemny, typowo męski zapach
- odświeża cerę
- skutecznie myje
- nie wysusza skóry
- wygodne opakowanie z fajnym designem
- duża ilość granulek
MINUSY:
- drobinki wchodzą między zęby (trolololol :D :D :D)
- mało wydajny gdy chce się nim umyć całe ciało (trolololol 2 :D :D :D)
- drobinki włażą miedzy zarost i trudno je usunąć
OCENA OGÓLNA:
5/6
W tym przypadku testerem był mój współlokator, co sprawiło, że było to wyjątkowo śmieszne testowanie - zobaczcie same :D.
Konwersacja nr 1:
SIULKA: Co sądzisz o kosmetyku po jego pierwszym użyciu?
WSPÓŁLOKATOR: Jest mało wydajny, taką tubkę to na 2-3 użycia
S: o.O? <-- moja mina
W: No bo jak chce tak całe ciało dobrze wydrapać to dużo schodzi...
S: Ale to jest do twarzy <facepalm>
W: Aha...
Konwersacja nr 2:
S: No i jak się spisuje ten peeling?
W: Bardzo dobry, tylko szkoda, że wchodzi między zęby...
S: Tego się nie je <facepalm 2>.
W: :D
Ogólnie rzecz biorąc jednak sam produkt wzbudził odczucia pozytywne :). Ja ze swojej strony stwierdzam sama, że rzeczywiście przyjemnie pachnie i pod tym względem na pewno polecam. Pozostałe spostrzeżenia "testera" zawarłam w plusach :).
- dobrze peelinguje i wygładza
- matuje
- przyjemny, typowo męski zapach
- odświeża cerę
- skutecznie myje
- nie wysusza skóry
- wygodne opakowanie z fajnym designem
- duża ilość granulek
MINUSY:
- drobinki wchodzą między zęby (trolololol :D :D :D)
- mało wydajny gdy chce się nim umyć całe ciało (trolololol 2 :D :D :D)
- drobinki włażą miedzy zarost i trudno je usunąć
OCENA OGÓLNA:
5/6
W tym przypadku testerem był mój współlokator, co sprawiło, że było to wyjątkowo śmieszne testowanie - zobaczcie same :D.
Konwersacja nr 1:
SIULKA: Co sądzisz o kosmetyku po jego pierwszym użyciu?
WSPÓŁLOKATOR: Jest mało wydajny, taką tubkę to na 2-3 użycia
S: o.O? <-- moja mina
W: No bo jak chce tak całe ciało dobrze wydrapać to dużo schodzi...
S: Ale to jest do twarzy <facepalm>
W: Aha...
Konwersacja nr 2:
S: No i jak się spisuje ten peeling?
W: Bardzo dobry, tylko szkoda, że wchodzi między zęby...
S: Tego się nie je <facepalm 2>.
W: :D
Ogólnie rzecz biorąc jednak sam produkt wzbudził odczucia pozytywne :). Ja ze swojej strony stwierdzam sama, że rzeczywiście przyjemnie pachnie i pod tym względem na pewno polecam. Pozostałe spostrzeżenia "testera" zawarłam w plusach :).
czwartek, 17 maja 2012
Bielenda - Granat - Skóra normalna - Cukrowy peeling do ciała
PLUSY:
- peeling ma gładką konsystencję takiego mocno stałego galaretkowego żelu, miły w dotyku, jakby tłustawy
- w żelu zawieszona jest cała masa kryształków cukru oraz granulki polietylenowe, które dają dobry efekt złuszczający, dzięki mechanicznemu pocieraniu, poprawiamy także ukrwienie, nawilżenie i odżywienie naszej skóry
- skóra po nim jest równomiernie złuszczona, nawilżona, troszkę natłuszczona
- cena - około15zł za 200g - przystępna
MINUSY:
- ZAPACH - chemiczny, jakby zapach plastiku, zupełnie nieprzyjemny...
- wydajność średnia - dość typowa jak na peeling cukrowy
- niezbyt wygodne opakowanie jeśli próbujemy je otworzyć mokrymi łapkami podczas kąpieli
OCENA OGÓLNA:
2/6
Bardzo lubię grubo- i średnioziarniste peelingi, ale niestety w tym przypadku - to nie to. W przeciwieństwie do swojego "brata" - peelingu Awokado, ten zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. W przypadku kosmetyków kąpielowych i do pielęgnacji twarzy i ciała, jestem zapachowym maniakiem - po prostu muszą ładnie pachnieć! Tutaj niestety mój nos spotkał się z bardzo nieprzyjemnym zapachem - bardzo chemicznym, sztucznym - mam wrażenie, że to plastikowe opakowanie peelingu daje taki zapach, a sam peeling nie ma go wcale, a tym bardziej nie pachnie mi toto granatem :(. Konsystencja jest zbita i tłustawa, a dzięki grubym drobinom, dobrze złuszcza, pozostawiając po sobie gładką i nawilżoną skórę - niestety używanie tego peelingu nie należy do przyjemności organoleptycznych... Akurat tego produktu z serii peelingów Bielenda nie mogę Wam polecić, bo sama na pewno się na niego nie skuszę... To właściwie chyba pierwsze takie moje zderzenie z nieciekawym produktem z firmy Bielenda, zwykle jestem z nich bardzo zadowolona. Mimo wszystko z pewnością szeroki wybór peelingów tego producenta pozwoli Wam ominąć ten bubel szerokim łukiem i nacieszyć się na przykład przyjemnym zapachem peelingu Awokado, o którym pisałam tutaj.
- peeling ma gładką konsystencję takiego mocno stałego galaretkowego żelu, miły w dotyku, jakby tłustawy
- w żelu zawieszona jest cała masa kryształków cukru oraz granulki polietylenowe, które dają dobry efekt złuszczający, dzięki mechanicznemu pocieraniu, poprawiamy także ukrwienie, nawilżenie i odżywienie naszej skóry
- skóra po nim jest równomiernie złuszczona, nawilżona, troszkę natłuszczona
- cena - około15zł za 200g - przystępna
MINUSY:
- ZAPACH - chemiczny, jakby zapach plastiku, zupełnie nieprzyjemny...
- wydajność średnia - dość typowa jak na peeling cukrowy
- niezbyt wygodne opakowanie jeśli próbujemy je otworzyć mokrymi łapkami podczas kąpieli
OCENA OGÓLNA:
2/6
Bardzo lubię grubo- i średnioziarniste peelingi, ale niestety w tym przypadku - to nie to. W przeciwieństwie do swojego "brata" - peelingu Awokado, ten zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. W przypadku kosmetyków kąpielowych i do pielęgnacji twarzy i ciała, jestem zapachowym maniakiem - po prostu muszą ładnie pachnieć! Tutaj niestety mój nos spotkał się z bardzo nieprzyjemnym zapachem - bardzo chemicznym, sztucznym - mam wrażenie, że to plastikowe opakowanie peelingu daje taki zapach, a sam peeling nie ma go wcale, a tym bardziej nie pachnie mi toto granatem :(. Konsystencja jest zbita i tłustawa, a dzięki grubym drobinom, dobrze złuszcza, pozostawiając po sobie gładką i nawilżoną skórę - niestety używanie tego peelingu nie należy do przyjemności organoleptycznych... Akurat tego produktu z serii peelingów Bielenda nie mogę Wam polecić, bo sama na pewno się na niego nie skuszę... To właściwie chyba pierwsze takie moje zderzenie z nieciekawym produktem z firmy Bielenda, zwykle jestem z nich bardzo zadowolona. Mimo wszystko z pewnością szeroki wybór peelingów tego producenta pozwoli Wam ominąć ten bubel szerokim łukiem i nacieszyć się na przykład przyjemnym zapachem peelingu Awokado, o którym pisałam tutaj.
czwartek, 22 marca 2012
Bielenda - Awokado - Skóra sucha i odwodniona - Subtelny peeling do ciała przeciw przesuszeniu
PLUSY:
- prześliczny, słodkawo-owocowy zapach, taki tropikalny - mnie przypomina zapach melona!
- jest moim zdaniem idealnym odpowiednikiem peelingu profesjonalnego Bielendy z cukrem trzcinowym, który również uwielbiam
- peeling ma super gładką konsystencję takiego mocno stałego galaretkowego żelu, który jest przemiły w dotyku, jakby tłustawy
- w żelu zawieszona jest cała masa kryształków cukru oraz granulki polietylenowe i zmielone pestki awokado, które dają nam bardzo fajny efekt złuszczający, a dzięki mechanicznemu pocieraniu, poprawiamy także ukrwienie, nawilżenie i odżywienie naszej skóry
- skóra po nim jest równomiernie złuszczona, nawilżona, a nawet moim zdaniem troszkę natłuszczona, dzięki czemu nie muszę używać balsamu, jeżeli bardzo mi się nie chce :D (chociaż przy bardzo twardej zabrzańskiej wodzie i tak staram się używać...)
- cena - 15zł za 200g - przystępna
MINUSY:
- wydajność jest średnia - na to trzeba się przygotować, jeżeli zaopatrujemy się w peeling cukrowy
OCENA OGÓLNA:
6/6
Bardzo lubię grubo- i średnioziarniste peelingi i w tym przypadku się nie zawiodłam. Peeling Awokado zdecydowanie przypadł mi do gustu. Zapach jest prześliczny, przypomina mi wakacje :D. Konsystencja jest zbita i tłustawa, a dzięki gruby drobinom, doskonale złuszcza, pozostawiając po sobie gładką i nawilżoną skórę. Nie wiem czy będzie dobry dla typowych wrażliwców, bo jest to dość porządny zdzierak, ale ja właśnie czegoś takiego szukam w peelingach do ciała. Bielenda nie kłamie pisząc, że peeling działa przeciw odwodnieniu - pozostawia delikatną tłustawą otoczkę, która sprawia, że skóra jest zmiękczona i wyraźnie lepiej nawodniona - bardzo duży plus dla polskiej firmy :D. Polecam z czystym sumieniem, jeśli szukacie przyjemnie pachnącego i nawilżającego zdzieraka w niskiej cenie :).
- prześliczny, słodkawo-owocowy zapach, taki tropikalny - mnie przypomina zapach melona!
- jest moim zdaniem idealnym odpowiednikiem peelingu profesjonalnego Bielendy z cukrem trzcinowym, który również uwielbiam
- peeling ma super gładką konsystencję takiego mocno stałego galaretkowego żelu, który jest przemiły w dotyku, jakby tłustawy
- w żelu zawieszona jest cała masa kryształków cukru oraz granulki polietylenowe i zmielone pestki awokado, które dają nam bardzo fajny efekt złuszczający, a dzięki mechanicznemu pocieraniu, poprawiamy także ukrwienie, nawilżenie i odżywienie naszej skóry
- skóra po nim jest równomiernie złuszczona, nawilżona, a nawet moim zdaniem troszkę natłuszczona, dzięki czemu nie muszę używać balsamu, jeżeli bardzo mi się nie chce :D (chociaż przy bardzo twardej zabrzańskiej wodzie i tak staram się używać...)
- cena - 15zł za 200g - przystępna
MINUSY:
- wydajność jest średnia - na to trzeba się przygotować, jeżeli zaopatrujemy się w peeling cukrowy
OCENA OGÓLNA:
6/6
Bardzo lubię grubo- i średnioziarniste peelingi i w tym przypadku się nie zawiodłam. Peeling Awokado zdecydowanie przypadł mi do gustu. Zapach jest prześliczny, przypomina mi wakacje :D. Konsystencja jest zbita i tłustawa, a dzięki gruby drobinom, doskonale złuszcza, pozostawiając po sobie gładką i nawilżoną skórę. Nie wiem czy będzie dobry dla typowych wrażliwców, bo jest to dość porządny zdzierak, ale ja właśnie czegoś takiego szukam w peelingach do ciała. Bielenda nie kłamie pisząc, że peeling działa przeciw odwodnieniu - pozostawia delikatną tłustawą otoczkę, która sprawia, że skóra jest zmiękczona i wyraźnie lepiej nawodniona - bardzo duży plus dla polskiej firmy :D. Polecam z czystym sumieniem, jeśli szukacie przyjemnie pachnącego i nawilżającego zdzieraka w niskiej cenie :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)


