Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 maja 2016

Wyzwanie dla pomady - Golden Rose - nowe produkty do stylizacji brwi - konturówki, pudry i żel

Patrząc na mój zasób kosmetyków do brwi można stwierdzić, że jestem raczej dość "konserwatywnie" wierna pomadom. Wypróbowałam dotychczas kilka i mam swoje ulubione produkty w tej kategorii, ale - podobno "życie zaczyna się poza strefą komfortu" - postanowiłam więc dać szansę nowym produktom do brwi, które pojawiły się u mnie w paczce od Golden Rose. Było to wyzwanie zarówno dla nich jak i dla mnie...


poniedziałek, 15 lutego 2016

Mary Kay - Cityscape - Woda Perfumowana, Suchy Olejek do Ciała, Męski Żel do Mycia Ciała

Nareszcie mam ferie i mogę wrócić choć na chwilę do blogowania! Okres zaliczeniowy i sesja w zimowym semestrze była tak hardkorowa, że nie miałam najmniejszych możliwości na utrzymanie regularnego tempa pisania, ale mam nadzieję, że w nowym semestrze będzie chociaż maleńka szansa na poprawę tego stanu ;). Tymczasem zapraszam Was na recenzję produktów Mary Kay z serii perfumowej Cityscape, która bardzo przypadła do gustu mojemu noskowi! :)

poniedziałek, 5 października 2015

Lirene - produkty antycellulitowe - Terapia antycellulitowa 14 dni, Antycellulitowa mezoterapia i Wygładzająca eksfoliacja

Cellulit to wróg pewnie z 90% kobiet. Widuje się nawet bardzo szczupłe dziewczyny, których ten problem dotyka. Ja również należę do grona osób, którym nie jest obcy, więc produkty antycellulitowe to grupa kosmetyków zdecydowanie dla mnie interesujących. Przekonałam się już, że samymi kosmetykami cellulitu zwalczyć się po prostu nie da - potrzebna jest ogólna zmiana trybu życia - ćwiczenia, dieta i masaże, jednak kosmetyki antycellulitowe mogą wspomóc proces pozbywania się tego niechcianego urozmaicenia powierzchni ciała. Lirene przesłało mi w wakacyjnej paczce trzy produkty do walki z cellulitem i dziś właśnie o nich post traktować będzie :).


piątek, 11 września 2015

Inglot - AMC - Brow Liner Gel - nr 19 - konturówka do brwi w żelu - nowy ulubieniec do malowania brwi

Nie dalej jak pod koniec czerwca Alina, zwana przeze mnie dalej z przyzwyczajenia - Brunetką ;), czyli z pewnością Wam znana autorka alinarose.pl pokazała na blogu nowe żele do malowania brwi od Inglota. Ponieważ troszkę już znudził mi się mój dotychczasowy hit z tej kategorii czyli zestaw do stylizacji brwi Sleek MakeUp - Brow Kit w kolorze Dark, postanowiłam tym razem zaufać polskiej marce i wypróbować Inglota. Co z tego wyszło - zobaczcie same!


środa, 2 września 2015

Le Petit Marseillais - Fleur d'Oranger - Kremowy żel pod prysznic o zapachu kwiatu pomarańczy, który podbił mój... nos!

Dzisiaj pokrótce i bardziej zajawkowo o... żelu pod prysznic, czyli typie produktu, który raczej rzadko pojawia się na blogu, bo cóż też można napisać o żelu? Postanowiłam jednak, że produkt Le Petit Marseillais pojawi się tutaj, bo jego zapach zawojował moje receptory :D.


poniedziałek, 2 marca 2015

Lirene - nawilżający żel pod prysznic Różany Ogród - kwiatowa przyjemność pod prysznicem

W to poniedziałkowe popołudnie chciałabym - razem z firmą Lirene, zabrać Was do kwiatowego ogrodu wypełnionego słodkim zapachem płatków róż... a to wszystko za sprawą nawilżającego żelu pod prysznic Różany Ogród. Jakim sposobem tak podbił moje serce, że pojawia się na blogu, choć bardzo rzadko robię recenzje żeli pod prysznic? Przekonacie się w dalszej części posta - zapraszam!


poniedziałek, 25 listopada 2013

Bath and Body Works - Caribbean Escape - Anti-bacterial hand gel - żel antybakteryjny - mała rzecz a cieszy :)

Jak głosi tytuł - "mała rzecz a cieszy"! Żele antybakteryjne generalnie są bardzo przydatne, a jeżeli mają jeszcze taką sympatyczną formę i "treść" jak ten maluch z Bath&Body Works to już w ogóle pełnia zadowolenia :).

Żel B&BW w wersji Caribbean Escape otrzymałyśmy na Spotkaniu Blogerek we Wrocławiu w sierpniu (a oprócz niego krem do rąk i balsam do ciała Paris Amour) - bardzo się ucieszyłam z giftów tej firmy, bo nie miałam z nią wcześniej styczności. Żel jest zamknięty w malutkim, poręcznym opakowaniu i pojemności 29ml (nie można było 30? :D) i dołączone do niego było dopasowane "etui", które można przyczepić np. do kluczy czy torebki - bardzo przydatna sprawa - zawsze jest pod ręką i łatwo go znaleźć w torebce.
Produkt ma prześliczny kokosowo-kwiatowy zapach, bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia wyczuwalnej warstwy na dłoniach - ogólnie rzecz biorąc spełnia wszystkie moje wymagania wobec żeli antybakteryjnych do rąk :D.

Osobiście jestem fanką wszelkich żeli antybakteryjnych - uważam, że są bardzo przydatne - dają nam szansę "umycia" i odświeżenia rąk, kiedy akurat nie mamy dostępu do wody i mydła. Cechami, które decydują o fakcie, że z chęcią zaopatrzę się w żel z Bath&Body Works ponownie, są ich prześliczne zapachy i cudne opakowania :D. Niestety ich dostępność - jest marna - jedyny (chyba?) sklep znajduje się w Warszawie - pozostaje mi więc allegro, a tam asortyment dość biedny :(.
Z tego co wiem ich cena oscyluje w okolicy 6zł (poprawcie mnie jeśli się mylę), więc z chęcią bym się zaopatrzyła w większą ilość, ale do Warszawy daleko - chyba będę musiała jakąś znajomą Warszawiankę zmolestować o zakup :D.
 PLUSY:
- piękny zapach
- bardzo szybkie wchłanianie
- zapach pozostaje długo na dłoniach
- nie wysusza skóry
- nie pozostawia wyczuwalnej warstwy na dłoniach
- "myje", odświeża i dezynfekuje skórę
- poręczne opakowanie
- etui, dzięki któremu może być breloczkiem
- cena - około 6zł

MINUSY:
- dostępność :(

OCENA OGÓLNA:
6/6




PRZYPOMINAJKA
Przypominam, że do dzisiaj do godziny 18.00 trwa Olejkowe rozdanie z Bielendą!

Zapraszam Was do udziału :)




sobota, 31 sierpnia 2013

Biotherm - Aquasource - żel nawilżający do cery normalnej i mieszanej

Dawno, dawno temu był sobie krem idealny, uwielbiałam go, chciałam pozostać przy nim co najmniej na pół życia. Bum. Wycofali go. No i cóż miałam począć? Zaczęłam szukać. Próbowałam różnych kombinacji, kompozycji zapachowych, konsystencji, kremów do skóry suchej, matujących, nawilżających, nawet tłustych - no po prostu przerobiłam już w życiu naprawdę sporo przeróżnych mazideł, ale żadne nie zastąpi mi mojego ukochanego kremu... tumdududuuuum! (<--werble) L'Oreal Happyderm. Wiem, wiem - spodziewałyście się pewnie jakiegoś kompletnie nieznanego cudu, a tu zwykły L'Oreal. Dla mnie niezwykły - naprawdę kochałam ten krem! Niestety tak jak napisałam - wycofano go, a ja zostałam zmuszona do znalezienia następcy. No i można powiedzieć, że znalazłam.

Krem Biotherm Aquasource wpadł w moje ręce zupełnie przypadkiem - najpierw w postaci próbki, a potem na drodze wymianki z inną blogerką (przepraszam - nie pamiętam z kim :( to było ze 2 lata temu) i bardzo się polubiliśmy. Tak bardzo, że zdecydowałam się wydawać na niego niebagatelną kwotę ponad 100zł za 50ml. Przypadł mi do gustu szczególnie dlatego, że ma konsystencję bardzo podobną do Happydermu, a mianowicie jest hydrożelem. Jest lekki, szybko się wchłania, nie pozostawia wyczuwalnej warstwy na skórze. Ponadto ma przyjemny, świeży zapach i dobrze nawilża. Nadaje się również bardzo dobrze pod makijaż. Stosuję go głównie na dzień, ale czasami również grubszą warstwę na noc. Zazwyczaj kupuję go na lato, ponieważ w czasie upałów sprawdza się bardzo dobrze - jego lekka konsystencja spisuje się świetnie w gorące dni - nie odczuwam natychmiastowej potrzeby zmycia go z twarzy tak jak to bywa w przypadku tradycyjnych kremów.

Mimo wielu jego plusów, prawdopodobnie nie zdecyduję się na ponowny zakup, ponieważ mam teraz sporo zapasów kremowych i mam nadzieję znaleźć sobie jakiś tańszy zamiennik. Poza tym mam wrażenie, że moja skóra chyba się do niego przyzwyczaiła i nie czuję jego nawilżających właściwości tak intensywnie jak kiedyś.

Podsumowując - uważam, że to bardzo fajny krem, ale za zbyt wysoką cenę - mam nadzieję znaleźć coś podobnego w moich "zapasowych pudłach", które będę w najbliższym czasie starała się opróżniać ;). Oczywiście mogę go polecić - sama jestem z niego bardzo zadowolona i gdyby nie fakt, że mam aktualnie inne potrzeby wymagające pewnego nakładu finansowego, to na pewno bym go kupiła ponownie. Jeżeli nie uda mi się znaleźć lepszego, bądź przynajmniej porównywalnego kremu to pewnie za jakiś czas do niego wrócę. Na pewno jest wart wypróbowania, a próbki są dostępne w aptekach :).
PLUSY:
- lekka konsystencja hydrożelu
- szybko się wchłania
- dobrze nawilża
- bardzo przyjemny, świeży zapach
- nie pozostawia wyczuwalnej "warstwy" na skórze
- ładne, solidne opakowanie
- ładny kolor :D
- nadaje się pod makijaż
- idealny na lato

MINUSY:
- cena odstrasza - waha się od 100 (allegro) do nawet 160zł
- moja skóra chyba się przyzwyczaiła i nie odczuwam już takiego nawilżenia jak kiedyś

OCENA OGÓLNA:
5-/6



środa, 28 sierpnia 2013

Pharmaceris N - Puri-Capilium - Żel kojący zaczerwienienia do mycia twarzy i oczu - recenzja gościnna


Osobiście nie mam problemów z naczynkami i zaczerwienieniem skóry twarzy, ale moja sąsiadka - również Kasia (bo wszystkie Kaśki to fajne chłopaki :D), niestety z takim problemem się boryka, dlatego też postanowiłam przekazać jej do testowania żel do mycia twarzy i oczu kojący zaczerwienienia Pharmaceris N - Puri-Capillium, który dostałam w ramach współpracy od "Pań Erisek" :D. Tym sposobem dzisiejsza recenzja będzie "gościnna", bo Kasia zdała mi właśnie relację z tego jak spisywał się u niej ten produkt. Poprosiłam ją, aby swoją recenzję wystawiła w formie plusów i minusów oraz podsumowała oceną - tak jak to u mnie zawsze wygląda, a jako że Kasia jest nauczycielką to wystawianie ocen ma opanowane jak nikt inny ;).


PLUSY:
- przyjemny delikatny zapach
- wygodny dozownik, który wypuszcza odpowiednią ilość produktu do dokładnego umycia całej twarzy
- dobrze się pieni
- zmywa dobrze fluid
- daje efekt wygładzonej cery
- nie podrażnia, nie zapycha (a Kasi cera ma tendencję do niespodzianek po nowych kosmetykach)
- daje uczucie odświeżenia
- konsystencja gęstego żelu, którą wygodnie się aplikuje na twarz - nie spływa i nie "ucieka"
- po dwutygodniowej obserwacji (regularne mycie 2 razy dziennie) Kasia zauważyła, że skłonność do czerwienienia się twarzy nieco się zmniejszyła
- bez parabenów, mydła, SLS, SLES i barwników

MINUSY:
- nie domywa tuszu do rzęs, z resztą makijażu daje sobie radę
- trochę wysusza cerę i powoduje uczucie ściągnięcia
- pieni się nawet aż za dobrze, bo wymaga chwili aby go spłukać ;)

OCENA OGÓLNA:
4+/6






Niestety blogspot postanowił zrobić mnie w jajo i wiadomość o poście rozdaniowym nie pojawiła się prawdopodobnie w Waszych News Feedach lub pojawiła się z takim opóźnieniem, że nawet jej nie zobaczyłyście. Zatem jeżeli macie ochotę na spory zestaw kosmetyków od Laboratorium Dr Irena Eris to zapraszam! 
Jednocześnie zapraszam też na rozdanie na facebooku :).


niedziela, 19 maja 2013

L'Occitane en Provence - Miniaturowy koszyczek - MINIrecenzje MINIproduktów - część II

Obiecana część II minirecenzji miniproduktów, jakimi uraczyło nas L'Occitane en Provence w okolicach Wielkanocy - czyli koszyczek miniaturek (część I <-- klik!). Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby popełnić osobne recenzje dla każdego z tych maleństw, bo prawdopodobnie samo przygotowanie każdej pojedynczej notki zajęłoby mi więcej czasu niż zużycie kosmetyków ;). Nie będę się powtarzać na temat tego co myślę ogólnie o akcji wysyłania miniaturek do pierdyliarda blogerek - napisałam to już poprzednio. Przejdę po prostu do wyrażenia opinii o tych produktach.
L'Occitane en Provence - Verbena Shower Gel
Całkiem przyjemny zapach - kojarzy mi się z babką cytrynową - choć (delikatnie mówiąc) nie przepadam za cytrusowymi zapachami, to ten babkowy aromat nawet przypadł mi do gustu. Po kilku użyciach nie byłam w stanie zauważyć efektu pielęgnacyjnego tego produktu, ale gdyby wysuszał, to raczej widziałabym od razu, więc przypuszczam, że tego nie czyni. Troszkę za słabo się pieni, ale jest dość wydajny... mimo wszystko nie porwał mnie na tyle, aby wydać 59,00zł i otrzymać 250ml produktu.
Ocena: 3
L'Occitane en Provence - Dry Skin Hand Cream
Zapach mnie nie powalił - podobny do klasycznego kremu Nivea. Dość treściwa konsystencja, która dobrze się rozprowadza, ale niestety wolno wchłania i pozostawia tłustą warstwę na skórze - mam wrażenie non-stop spoconych dłoni. Dla mnie - tylko do używania przed snem, ale rano nie czułam dużej różnicy w nawilżeniu dłoni... Niespecjalnie go polubiłam i na pewno nie wydałabym 29,90zł za 30ml tego kremu - a podobno to ich bestseller. Idę umyć ręce...
Ocena: 2
L'Occitane en Provence - Extra-gentle Milk Soap
Zupełnie zwyczajne mydło, o równie zwyczajnym mydlanym zapachu. Nie wysusza, ale też nie robi nic ponadto. Zupełnie niewarte 32zł za 250g - nawet za ładne opakowanie w stylu retro.
Ocena: 2
L'Occitane en Provence - Immortelle - Precious Night Cream
Mój koszmarek... Bardzo treściwa, ciężka konsystencja, zapach ma w sobie coś chemicznego, co w ogóle mi nie odpowiada. Nie dziwię się, że to krem na noc, bo nie wiem kto wytrzymałby z nim na twarzy w ciągu dnia. Przyznam Wam szczerze - użyłam go raz i nigdy więcej. Tak przetłuszczonej, dosłownie kapiącej skóry, kiedy obudziłam się rano, nie miałam dawno... Nie rozumiem czemu jest bestsellerem, nie wiem czemu kosztuje 210zł za 50ml... No rzeczywiście jest "drogocenny"...
Ocena: 1
L'Occitane en Provence - Pivoine Flora EDT
Najprzyjemniejszy produkt z całej paczuszki, mimo tego, że dla mnie to raczej mgiełka niż woda toaletowa, gdyż utrzymuje się tylko około 3 godziny. Uwielbiam zapach piwonii - choć w tym produkcie jest nieco przytłoczony innymi nutami, to otrzymujemy przyjemną kwiatowo-zieloną miksturę. Bardzo przyjemny zapach na lato. Niestety cena za 50ml to 210zł, co stawia go na wysokiej półce cenowej - wyżej nawet od niektórych zapachów topowych projektantów...
Ocena: 4+

piątek, 28 grudnia 2012

Brwiowe pogotowie! - regulacja i korekcja brwi - Siulkowy niezbędniko-poradnik




Na temat regulacji brwi mogłabym prawdopodobnie napisać książkę, ale na dobry początek będzie post - właściwie - powtórka posta, który był jednym z pierwszych na moim blogu :). Wiem, że wiele z Was szuka informacji na ten temat, dlatego postanowiłam odświeżyć nieco kwestię i poczynić mały "apdejt", bo w ciągu 2 lat od napisania poprzedniej notki na ten temat, trochę się u mnie zmieniło.

Na początek - co się nie zmieniło? Nadal nie przepadam za czynnością regulacji brwi i nadal chętnie bym ją szerokim łukiem omijała, ale co pan zrobisz jak pan nic nie zrobisz, z krzakami chodzić nie będę... Ani z monobrwią ;). Tak jak 2 lata temu - nadal marzę o pięknych i regularnych brwiach jak u hindusek, jednak taka już moja natura, że mam swoje wypierdki i muszę z tym żyć. Nie znaczy to jednak, że nad nimi nie pracuję - a i owszem! Nawet Wam to pokażę :D.

Wypróbowałam chyba wszystkie możliwe metody regulacji brwi. Moim wcześniejszym faworytem była depilacja woskiem na gorąco, jednak samo przygotowanie "zabiegu" dawało mi się we znaki (pomijając fakt, że zdarzyło mi się boleśnie oparzyć i nabawić strupka...) i wróciłam do starej dobrej pęsety, jest to metoda pracochłonna i czasochłonna, ale najdokładniejsza. Zaopatrzyłam się jednak w nieco lepszy "sprzęt" - a mianowicie dobre, ostre pęsety, które dokładnie wyrywają nawet najmniejsze włoski, ale o tym później.

Próbowałam również tradycyjnej arabskiej metody nitkowania czyli zamerykanizowanego threadingu. Owszem - efekty całkiem niezłe, wyrywa też te malutkie włoski, ale za to z tymi większymi często miałam problem... Skóra wkręcała mi się między nitki, przyszczypywałam się - niespecjalnie mi się to podobało. Może rzeczywiście szybciej szło niż z pęsetą, ale nadal była to dla mnie metoda zbyt czasochłonna. Ciężko wykonać ją na samym sobie, ponadto wymaga dużej wprawy, aby zrobić to dobrze. Jeżeli kogoś interesuje dokładnie na czym polega ta metoda i jak ją wykonywać - łatwo się tego nauczyć na podstawie wielu filmików na youtubie pod hasłem threading.

Nie próbowałam - i nie zamierzam, choć słyszałam o amatorkach tego sportu ekstremalnego - golenia, uważam, że wszystko odbywa się zbyt blisko oka, w miejscu silnie unerwionym, ponadto efekt często jest niepożądany, zdarza się, że włoski nie chcą odrastać tak jak wcześniej. Ogólnie - nie polecam tej metody.

Przejdźmy jednak do metody regulacji, którą aktualnie stosuję najczęściej, a w dalszej części posta także do metod korekty kształtu brwi.

Przede wszystkim sprzęt - czyli czego potrzebuję, aby uzyskać wybrany kształt brwi - jedziemy zgodnie z kolejnością wykonywania zabiegu  - krok po kroku, czyli najpierw henna, później regulacja i ewentualnie cienie i woski do brwi.

HENNA
Wielkiej filozofii w farbowaniu brwi henną nie ma, warto jednak zaopatrzyć się w dobrą i sprawdzoną hennę. W moim przypadku jest to henna w żelu RefectoCil, która występuje w bardzo wielu odcieniach (ja używam czerni nr 1, oraz brązu nr 3), jest dostępna w hurtowniach kosmetycznych, niektórych drogeriach (częściej w tych małych drogeryjkach osiedlowych itp.), a także na allegro. Jej cena waha się w granicach 10-15zł. Opakowanie wystarcza na bardzo, bardzo długo, a efekt utrzymuje się do 2 tygodni. Jest to henna, która barwi głównie włoski, skórę raczej słabo lub wcale. Zupełnie dobrze współpracuje z najzwyklejszą wodą utlenioną z apteki (4-5 kropli na ilość henny wielkości ziarna kukurydzy), dobrze się rozrabia i świetnie nakłada - bez grudek, do nakładania używam malutkiego pędzelka płaskiego, szerokości około 3 mm. Henna Refecto-Cil nie zasycha na brwiach i daje się łatwo zmyć. Po nałożeniu należy pozostawić ją na brwiach przez około 10 minut - dłużej, gdy chcemy uzyskać mocniejszy efekt, lub krócej, dla efektu delikatniejszego, a następnie zmyć wodą. Może ona służyć także do farbowania rzęs :).
Jest to jedyna henna do brwi i rzęs, którą polecam z czystym sumieniem - pracowałam na niej zarówno na studiach jak i w gabinecie, zrobiłam setki (a może więcej?) farbowań i nigdy mnie nie zawiodła :).
Jeżeli nie macie wprawnej ręki/zdolności manualnych i odpowiedniego poczucia symetrii, radzę porzucić pomysł samodzielnego hennowania, a zaopatrzyć się w wosk lub cienie do brwi :). Jeżeli jednak zdecydowałyście się na samodzielną próbę i skończyła się ona opłakanym efektem, możecie spróbować zmyć hennę za pomocą popiołu z papierosów (tak, tak - popiołu ;)), wody utlenionej lub pasty do zębów ;).



REGULACJA
Najważniejszy sprzęt na tym etapie, to oczywiście pęseta - posiadam 3 sztuki - dwie skośne oraz jedną zaostrzoną - do malusich włosków. Przy wyborze pęsety najważniejsze jest to, by dobrze leżała nam w dłoni oraz była ostra - moje pęsety to - moja ulubiona -skośna, z Donegala, oraz dwie sztuki - skośna i zaostrzona z Sephory.
Co do kształtu - tak naprawdę wychodzę z założenia, że brwi mają przebiegać w miarę zgodnie z zarysem kości oczodołu, z większymi bądź mniejszymi odstępstwami - zgodnie z naszymi upodobaniami. Nie powinny przebiegać za wysoko, gdyż będziemy wyglądały na wiecznie zdziwione, ani też zbyt nisko, co nada nam srogi wygląd. Standardowa metoda linii od skrzydełka nosa przez zewnętrzny i wewnętrzny kącik oka jest pomocna w ustaleniu długości brwi, jednak już linia przebiegająca przez środek źrenicy, która ma wyznaczać miejsce kąta brwi, nie zawsze wskazuje idealną pozycję łuku i uważam, że trzeba polegać na swoim poczuciu estetyki i symetrii i odpowiednio zmodyfikować położenie "zagięcia".
Brwi nie mogą być za cienkie, gdyż wyglądają wówczas nienaturalnie i postarzają, natomiast zbyt grube i ciemne brwi mogą nadawać wygląd starego marynarza :D.
Pierwsze czego się pozbywamy to włoski pomiędzy brwiami, tworzące monobrew :D, następnie usuwamy włoski poniżej preferowanej linii brwi - ja zwracam szczególną uwagę na wewnętrzną część łuku tworzonego przez brew i wyskubuję w tym miejscu nieco wyżej, aby ów łuczek podkreślić. Jako ostatnie usuwam włoski  znad brwi, gdyż zwykle jest ich najmniej (u mnie), w środkowej części (zbliżając się do nosa) wyskubuję coraz niżej, aby jeszcze bardziej podkreślić łuk (najlepiej to widać na zdjęciach poniżej). Na koniec przycinam zbyt długie włoski - zwłaszcza te najbliżej nosa - ścinam od góry do szerokości brwi :).

CIENIE I WOSKI DO BRWI
Ostatnimi czasy coraz rzadziej sięgam po hennę - z braku czasu - taki rytuał jednak troszkę trwa ;), częściej natomiast przerzucam się na domalowywanie brwi (efekty będą na zdjęciach poniżej). W tym celu używam najczęściej jasnego, cielistego cienia - na łuk brwiowy, oraz cienia w odcieniu chłodnego brązu lub wosku. Moim szczególnym faworytem jest wosk z zestawu E.L.F. Eyebrow Kit w wersji Medium (planuję zaopatrzyć się też w wersję Ash - kosztuje około 20zł). Jego użycie jest banalnie proste - do zestawu dołączony jest mały, skośnie ścięty pędzelek, który w zupełności do tego celu wystarcza.
Na zakończenie przeczesuję jeszcze brwi grzebyczkiem oraz utrwalam ich ułożenie żelem do brwi - mój ulubieniec, również z E.L.F.'a niestety się skończył (wersja dwustronna), więc aktualnie używam żelu Miss Sporty - Just Clear Mascara (cena około 10zł).

Na poniższych zdjęciach przedstawiam Wam moje brewki w wersji krzaczorka - przed regulacją, następnie - wyregulowane, lecz nagie, oraz ostatecznie - pomalowane (tym razem zrezygnowałam z henny). Oczywiście pierwsze zdjęcie - najbledsze, a kolejne - po wyrywaniu, już zaczerwienione - bez podbijania koloru - już wiecie czemu tak nie lubię regulacji brwi ;).
Mam nadzieję, że to co tutaj nabazgroliłam okaże się choć trochę Wam przydatne - w razie czego, służę radą :).


poniedziałek, 3 grudnia 2012

Acerin - Cool Relax - Żel chłodząco-relaksujący

PLUSY:
- chłodzące działanie - zgodnie z zapowiedzią producenta
- przyjemna, żelowa konsystencja
- szybko się wchłania
- łagodzi zmęczenie - przynosi ulgę
- natychmiastowe działanie
- cena - około 12zł za 75ml
- wydajny
- miękka tuba - łatwo wydostać żel z opakowania
- żel nie jest zbyt lejący
MINUSY:
- odrobinę wysusza skórę - prawdopodobnie przez zawartość mentolu
- zapach mentolu - osobiście nie należy do moich ulubionych
OCENA OGÓLNA:
4/6
Jeżeli chodzi o działanie łagodzące zmęczenie i ciężkość nóg, to rzeczywiście działa. Właściwie moim największym zarzutem wobec tego żelu jest fakt, że trochę wysusza skórę - obwiniam o to mentol w składzie. Mentol nadaje również działanie chłodzące oraz zapach - osobiście nie mój ulubiony ;). Ten żel pod względem konsystencji i chłodzącego działania bardzo przypomina mi żel chłodzący po opalaniu od Eveline ;). Ogólnie rzecz biorąc jestem z tego produktu zadowolona, gdyż często mam uczucie "ciężkich nóg" i rzeczywiście żel spisuje się dobrze w łagodzeniu takich dolegliwości - myślę, że w okresie ciąży również może być pomocny na zmęczone nogi i opuchliznę. Będę do niego wracać szczególnie w lecie, bo wówczas częściej pojawia się u mnie opuchlizna stóp, a samo uczucie chłodzenia jest wysoce pożądane ;).
Więcej informacji znajdziecie na stronie producenta - tutaj.


piątek, 2 września 2011

Colway - Kolagenowy żel do mycia twarzy

PLUSY:
- bardzo przyjemny zapach
- delikatna konsystencja
- opakowanie z pompką - wygodne dozowanie
- bardzo delikatny - nawet dla skóry bardzo wrażliwej
- dokładnie myje
- bardzo leciutko się pieni - tak idealnie jak na produkt do twarzy - nie lubię zbyt dużej ilości piany na buzi
- pozostawia skórę ewidentnie nawilżoną, wygładzoną i przyjemną w dotyku
- nie zawiera parabenów
- nie zawiera SLS
MINUSY:
- cena - chociaż produkt jest bardzo wydajny i moim zdaniem - wart swojej ceny, to jest ona wysoka - 87zł - do kupienia na stronie Warszawskiego Centrum Kolagenu - żel kolagenowy do mycia twarzy
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Ten żel jest chyba najlepszym produktem do mycia twarzy z jakim miałam okazję się spotkać. Moja miłość do Lushowego Fresh Farmacy nieco przygasła, bo okazuje się, że da się umyć buzię dokładnie i bez wysuszania skóry. Jest to kosmetyk naprawdę wysokiej jakości i spełnia wszystkie obietnice producenta - możecie je przeczytać na stronie Warszawskiego Centrum Kolagenu, od którego dostałam produkt w ramach współpracy - znajdziecie tam kompleksowe informacje na temat tego co pojawiło się w składzie produktu i jakie ma on działanie na naszą skórę. Nie dostał 6 ze względu na cenę, która jest wysoka jak na tego typu produkt... Mimo to uważam, że jest jej absolutnie wart i kiedy będzie mi się kończył z chęcią go zamówię (chyba, że znajdę coś jeszcze lepszego ;), a o tym na pewno się dowiecie ;)). Jeżeli szukacie produktu do bardzo wrażliwej skóry, który nic a nic jej nie wysuszy, a wręcz nawilży, zmiękczy i wygładzi - to będzie Wasz ideał :). Naprawdę szczerze go polecam :).
Bardzo dziękuję Pani Halinie z Warszawskiego Centrum Kolagenu za udostępnienie kosmetyków do testowania - kolejne recenzje już wkrótce :).

Dzięki uprzejmości Pani Haliny mam dla Was niespodziankę! Na hasło siulka otrzymacie 10% rabat na zakupy w sklepie internetowym Warszawskiego Centrum Kolagenu :D





Smutna (?) wiadomość...
Jak wiecie, niedługo zaczynam studia (hurra!), w związku z czym ilość wolnego czasu dramatycznie mi się skurczy - o ile takowy w ogóle będzie... Z tego powodu muszę zrezygnować z czegoś co zawsze było moją dumą na tym blogu, a mianowicie - rozpisywania składów... Niestety zajmuje to sporą ilość czasu, którego po prostu nie będę już mieć... Nie chcę zamykać bloga, bo to zawsze dobra odskocznia od ogromu nauki jaki mnie czeka, ale od października posty z pewnością będą pojawiały się rzadziej :(. Mam nadzieję, że mimo wszystko będziecie tu do mnie zaglądać, bo to dla Was staram się, aby wszystko było tutaj jak najlepsze i najciekawsze :).
Ściskam!
Siulka

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Eveline - Pure Control SOS - Step 1 - żel myjący + peeling + maseczka

PLUSY:
- jako żel myjący - myje dokładnie, dobrze oczyszcza i odświeża skórę
- jako peeling - nadaje się na co dzień, ponieważ nie jest bardzo intensywnym zdzierakiem, lekko wygładza
- jako maseczka - przyjemnie odświeża skórę
- przyjemny zapach pasujący do całej linii Pure Control - unisex - nadaje się dla obu płci
- bardzo wydajny
- cena - ok.12zł za 200ml (150ml + 50ml gratis)
MINUSY:
- jako peeling - trochę za słaby dla mnie - wolę mocniejsze zdzieraki ;)
- odrobinę wysusza - konieczne jest nałożenie kremu po jego użyciu
- zawiera triklosan - szczegóły na ten temat w opisie składu
OCENA OGÓLNA:
5-/6
Chyba mój ulubiony produkt z całej serii Pure Control - spełnia swoje zadanie - oczyszcza i odświeża skórę. Bardzo fajny na lato dzięki odświeżającemu zapachowi. Przyjemnie się go używa, a dodatkowo jest to duża objętość za niską cenę - więc za to też duży plus. Z jednej strony jako peeling jest za słaby, ale dzięki temu, że nie jest hardcorowym zdzierakiem, można go używać codziennie. Mogę go polecić zwłaszcza osobom, które mają skórę tłustą, ale nie w wyniku przesuszenia, a z natury borykają się z nadmierną aktywnością gruczołów łojowych. Osobom, które mają skórę przesuszoną i wtórnie tłustą - gruczoły łojowe "bronią" przed wysuszeniem skóry i nadmiernie produkują sebum, raczej nie polecam, bo żel ma tendencję do wysuszania skóry. No chyba, że nałożycie później na skórę krem nawilżający - wtedy możecie go spokojnie używać :). Ewidentnym minusem jest obecność triklosanu - szczegóły w opisie składu.
SKŁAD:
Aqua / Water - woda
Sodium Laureth Sulfate - lauretosiarczan sodowy - związek stosowany jako delikatnie myjący detergent. Często jest składnikiem szamponów i preparatów myjących rozpuszczalnych w wodzie. Może działać łagodnie, ale nieco wysusza skórę.
Kaolin - kaolin - absorbuje tłuszcz, zapobiega zbrylaniu, wypełniacz, substancja zwiększająca właściwości kryjące, modyfikuje śliskość, ma właściwości ochronne
Cocamidopropyl Betaine - kokamidopropylobetaina - substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów, bardzo łagodna dla skóry i błon śluzowych. Substancja pianotwórcza, stabilizująca i poprawiająca jakość piany. Pełni rolę modyfikatora reologii (czyli poprawia konsystencję) w preparatach myjących. W produktach spłukiwanych jest uznana za substancję bezpieczną i niedrażniącą.
Sodium Chloride - chlorek sodu - sól kuchenna, składnik zwiększający lepkość
PEG-75 Lanolin - pochodna glikolu polietylenowego i lanoliny - emolient - tworzy na powierzchni skóry i włosów warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje skórę i włosy, czyli wygładza i zmiękcza. Substancja zwilżająca - ułatwia kontakt mytej powierzchni z roztworem myjącym, przez co ułatwia usuwanie zanieczyszczeń z powierzchni skóry i włosów
Silica - krzemionka - absorbent (pochłania sebum), wypełniacz
Cocamide DEA - dietanoloamid kwasów tłuszczowych z oleju kokosowego - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, słabo rozpuszcza się w wodzie, niestabilna chemicznie. Substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów, stosowana jako renatłuszczająca w preparatach myjących. Proces mycia powoduje usunięcie m.in. substancji tłuszczowych, dlatego stosuje się substancje renatłuszczające, które odbudowują barierę lipidową. Substancja pianotwórcza, stabilizująca i poprawiająca jakość piany, pełni rolę modyfikatora reologii (czyli poprawia konsystencję) w preparatach myjących. Składnik dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu. Znajduje się na liście substancji dozwolonych do stosowania w kosmetykach wyłącznie w ograniczonej ilości, zakresie i warunkach stosowania.
Propylene Glycol - glikol propylenowy - substancja obniżająca napięcie powierzchniowe, rozpuszczalnik
Xanthan Gum - guma ksantanowa - spoiwo, stabilizator emulsji, środek kondycjonujący skórę, surfaktant, środek poprawiający lepkość kosmetyku, substancja żelotwórcza
PE - polietylen - substancja poprawiająca przyleganie kosmetyku do skóry, stabilizator emulsji, substancja filmotwórcza
Poliquaternium-7 - polikwaternium-7 - substancja antystatyczna, filmotwórcza, stosowana w preparatach do układania włosów
Isopropyl Alcohol - alkohol izopropylowy - rozpuszczalnik, substancja przeciwbakteryjna, oczyszczająca, składnik zapachowy, zmniejsza lepkość kosmetyku
Zinc PCA - cynk PCA - jego najważniejsza rola to hamowanie 5-alfa reduktazy - enzymu przekształcającego testosteron do DHT-dihydrotestosteronu, który stymuluje gruczoły łojowe do produkcji łoju. Cynk ogranicza więc nadprodukcje sebum i nieestetyczne świecenie się skóry. Połączenie jonów cynku z PCA (resztą kwasu pirolidonokarboksylowego) daje doskonały rezultat w postaci dobrej penetracji do naskórka. PCA wchodzi w skład NMF - naturalnego składnika nawilżającego.  ZnPCA w stężeniu 1% działa nie tylko ograniczająco na nadprodukcję sebum, ale również przeciwzapalnie.
Panthenol - pantenol - prowitamina B5, odżywia, działa antystatycznie, łagodząco, stosowany zewnętrznie działa na skórę leczniczo - przyspiesza podziały komórkowe komórek skóry, działa łagodząco na podrażnioną i zaczerwienioną skórę, jest korzystny również dla skóry poparzonej. Jest stosowany też w preparatach do opalania i po opalaniu. D-pantenol podczas opalania się przyśpiesza tworzenie się brunatnego barwnika-melaniny, a równocześnie osłabia negatywne reakcje skóry-zaczerwienienie, łuszczenie się skóry. Prowitamina B5 ma właściwości higroskopijne (może gromadzić wodę) przez co powoduje nawilżanie skóry.
Allantoin - alantoina - pochodna mocznika. Ma działanie regenerujące - ułatwia gojenie i odnowę uszkodzonego naskórka. Zmniejsza pieczenie, łagodzi, zaczerwienienie skóry, również tej wrażliwej. Ma działanie nawilżające, wygładza i zmiękcza skórę. Kosmetyki z alantoiną znajdują zastosowanie w pielęgnacji cery wrażliwej, skłonnej do uczuleń, podrażnionej. Stosowana jest także w preparatach przeciw trądzikowych, po opalaniu w zasypkach i pudrach kosmetycznych.
Salicylic Acid - kwas salicylowy - oczyszcza gruczoły łojowe (tzw. oczyszczanie porów skóry) z zaskórników i zapobiega tworzeniu wszelkich wyprysków, przyspiesza proces gojenia ognisk zapalnych (np. zmiany trądzikowe) i podrażnień, reguluje odnowę komórkową skóry i działa złuszczająco na zgrubiałą warstwę rogową naskórka, dzięki efektowi złuszczania komórek naskórka zmniejsza posłoneczne i pozapalne przebarwienia (mechaniczne usuwaniu melanocytów z warstwy podstawnej naskórka), zwiększa skuteczność działania innych preparatów kosmetycznych - skóra przygotowana kwasami lepiej absorbuje składniki aktywne w nich zawarte, zmniejsza płytkie blizny potrądzikowe, wywołuje odczyny alergiczne u osób uczulonych na salicylany!!!
Triclosan - triklosan - związek organiczny z grupy fenoli wykazujący działanie grzybobójcze i bakteriostatyczne. Ze względu na właściwości grzybobójcze i bakteriostatyczne jest wykorzystywany w preparatach do cery trądzikowej. Konserwant - uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu. Składnik dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu. Znajduje się na liście substancji konserwujących dozwolonych do stosowania z ograniczeniami w produktach kosmetycznych. Jego dopuszczalne maksymalne stężenie w gotowym produkcie wynosi 0,3%. Zgodnie z badaniami Environmental Science & Technology obecny w produktach higieny osobistej triclosan w kontakcie z chlorowaną wodą wodociągową może przekształcać się w chloroform, substancję chemiczną, która podejrzewana jest o działanie rakotwórcze, a także w dioksyny, które są substancjami powodującymi skażenie środowiska. Najnowsze badania pokazują, że nadużycie triclosanu może wpływać na wzrost oporności bakterii na antybiotyki. Z punktu widzenia toksykologii, triclosan należy do związków mało toksycznych dla ludzi i innych ssaków. Jednak można znaleźć doniesienia o przypadkach kontaktowego zapalenia czy podrażnienia skóry. 
Methylchloroisothiasolinone - metylochloroizotiazolinon - substancja konserwująca, składnik dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu. Znajduje się na liście substancji konserwujących dozwolonych do stosowania z ograniczeniami w produktach kosmetycznych.
Methylisothiasolinon - metyloizotiazolinon - konserwant
Fragrance - kompozycja zapachowa


Skład: Aqua / Water, Sodium Laureth Sulfate, Kaolin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, PEG-75 Lanolin, Silica, Cocamide DEA, Propylene Glycol, Xanthan Gum, PE, Poliquaternium-7, Isopropyl Alcohol, Zinc PCA, Panthenol, Allantoin, Salicylic Acid, Triclosan, Methylchloroisothiasolinone / Methylisothiasolinon, Fragrance.