Moje poszukiwania idealnego podkładu właściwie mogę uznać za zamknięte od momentu, kiedy trafiłam na Revlon Colorstay, ale oczywiście zdarzają mi się skoki w bok - a nuż jednak znajdzie się coś, co jeszcze bardziej mnie zadowoli? Takim skokiem w bok był podkład Me Me Me - Flawless - Cream Foundation w odcieniu 01 Porcelain Pure, który miałam okazję wypróbować za sprawą drogerii internetowej kosmetykomania.pl. Okazał się być bardzo fajnym kosmetykiem, ale... niestety nie dla mnie. Więcej szczegółów w dalszej części posta ;).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MeMeMe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MeMeMe. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 stycznia 2015
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Me Me Me - Goddess Rocks - złote kamienie brązujące - hit na sylwestra i karnawał!
Lato jest już tylko mglistym wspomnieniem i kosmetyki brązujące czy złote drobinkowe rozświetlacze właściwie poszły w odstawkę, ale nadchodzi sylwestrowo-karnawałowy czas, który wręcz prosi się o kapeczkę "bling-bling" w makijażu :D. W tym właśnie klimacie będzie dzisiejszy post, bo przedstawiam Wam mój hit, który sprawdza się zarówno w letnich makijażach typu sunkissed jak i karnawałowo-sylwestrowych szaleństwach, czyli złote kamienie brązujące Me Me Me - Goddess Rocks, które wypróbowałam dzięki drogerii internetowej kosmetykomania.pl.
niedziela, 9 marca 2014
Me Me Me - Flawless - Loose Powder - Translucent - transparentny puder sypki
W ramach współpracy z drogerią internetową Kosmetykomania.pl mam szansę poznawać kosmetyki firmy Me Me Me i właśnie tą drogą trafił do mnie jeden z moich ulubionych ostatnio pudrów sypkich, a mianowicie Me Me Me Flawless Loose Powder. Co tu dużo mówić - przypadł mi do gustu i zajął drugie miejsce w moim rankingu pudrów sypkich, zaraz po ulubieńcach z Ben Nye. Na tą chwilę stoi na równi z bardzo lubianym przeze mnie pudrem SkinFood Peach&Sake Silky Finish Powder.
TAG:
makijaż,
Me Me Me,
MeMeMe,
puder,
puder sypki
wtorek, 22 stycznia 2013
Róże w płynie - recenzja porónawcza - Technic Cheek Tint, MeMeMe Poppy Tint
Ach te słynne tinty... Wam też się marzył któryś z Benefitu? Zawsze chciałam wypróbować i tak nadarzyła się okazja, kiedy dostałam Poppy Tint z MeMeMe od drogerii Kosmetykamania.pl. Doszłam do wniosku, że wypróbowanie jednego to za mało i w związku z tym zamówiłam jeszcze dla równowagi Cheek Tint z Technic w drogerii Cocolita.pl (dosłownie za grosze, bo kosztował mnie 10,90zł) i postanowiłam je dla Was na blogu porównać. Kusi mnie też zmajstrowanie własnoręcznie takiego specyfiku z przepisu Aliny, którą - śmiem twierdzić, zna w blogosferze chyba każdy, a ja osobiście uwielbiam <3. Jeżeli też chcecie wypróbować tint buraczkowy w wersji homemade, to zapraszam Was do tego posta u Ali.
Tymczasem wróćmy do wersji drogeryjnych - tańszych odpowiedników Benefitowego cudaka :). Podobnie jak w przypadku rozświetlaczy z poprzedniego posta tym razem także na dole notki znajdziecie porównanie punktowe obu produktów. A zatem... zapraszam! :)
PLUSY:
- konsystencja żelowa, nie spływa po skórze
- bardzo trwały - efekt zaróżowionych policzków utrzymuje się przez cały dzień
- dobra wydajność
- cena - 29zł, czyli jakieś 3, może 4 razy mniej niż Benefitowy tint
- śliczne opakowanie - bardzo podoba mi się taka estetyka - podobnie jak w przypadku rozświetlacza - przypomina mi nieco kosmetyki Rouge Bunny Rouge
MINUSY:
- typowo różowy, nieco nienaturalny dla mnie odcień - myślę, że jedynie bardzo jasna karnacja dobrze sobie z nim poradzi
- przez żelową konsystencję słabiej się wchłania i pozostawia lepką warstewkę na skórze
- aby był widoczny wymaga położenia na skórze kilku warstw, choć mimo to jest wydajny
- brak zapachu - buu :(
- brudzi palce przy aplikacji
OCENA OGÓLNA:
3/6
Zacznijmy od tego, że gdybym nie miała porównania, być może ocena byłaby wyższa ;). Głównym powodem obniżenia oceny jest konsystencja. Fakt, że jest żelowa i wygodniejsza w samym nakładaniu (nie spływa) nie wystarcza, bo pojawia się problem następujący - słabo się wchłania w skórę, trzeba maziać i maziać, po czym i tak smyk pozostawi błyszczącą i lepką warstewkę na skórze, ścierając przy tym podkład nałożony wcześniej i mamy efekt plamy. Albo ja się tym ustrojstwem nie umiem odpowiednio obsłużyć - taka możliwość też istnieje ;). Poza tym akurat przy mojej cerze ten kolor prezentuje się nie do końca dobrze - myślę jednak, że bledzioszki o chłodnej karnacji będą zadowolone, bo ładnie odświeży cerę - taki efekt kojarzy mi się z kwiatem jabłoni <3. Niestety u mnie na policzkach, aby powstał efekt kolorystyczny muszę nałożyć kilka warstw produktu, co przedłuża czas malowania się, a wszystkie wiemy, że to ostatnie czego oczekujemy po kosmetyku, kiedy rano spieszymy się do szkoły, na uczelnię czy do pracy... Cena w porównaniu z Cheek Tintem - 3-krotnie wyższa, ale czy warto?
Niestety nie ma fajerwerków, co najwyżej petarda...
PLUSY:
- uniwersalny odcień - znacznie lepiej pasuje do mojej karnacji i myślę, że sprawdzi się też przy chłodniejszych i cieplejszych
- odpowiednie nasycenie koloru już po jednej warstwie
- bardzo dobrze się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy
- trwałość bez zarzutu - całodniowa
- bardzo dobra wydajność pomimo wodnistej konsystencji
- śliczny, różany zapach <3
- cena - 10,90zł - lubię to!
MINUSY:
- wodnista konsystencja, która spływa po skórze - trzeba łapać na szybkości :D
- brudzi palce przy aplikacji
- opakowanie prezentuje się przeciętnie, ale jest szczelne, co do tego nie mam zastrzeżeń
OCENA OGÓLNA:
5/6
Jestem bardzo zadowolona z tego produktu pod wieloma względami - większością, w związku z czym zasłużył na 5 i nie żałuję zakupu. Co prawda do 6tki w moim mniemaniu nieco mu brakuje, poza tym - zostawiam taki margines w razie, gdyby pojawiło się coś jeszcze lepszego, ale uważam, że to bardzo fajny kosmetyk i mogę go Wam polecić. Jeśli do czasu gdy mi się skończy nie dorobię się jeszcze Benefita, to pewnie kupię ponownie tym bardziej, że cena jest śmiesznie niska :D. U mnie odcień, który nadaje wygląda bardzo naturalnie, a przy tym i pozostałe właściwości, jak chociażby to, że dobrze się wchłania i nie ściera mi podkładu z buzi, przekonały mnie do niego :).
Idea tintów ogólnie bardzo mi się podoba. Dla mnie są znacznie lepszą alternatywą od tradycyjnych róży, które dość szybko znikają mi z twarzy (mania ciapania łapami i podpierania się tym bardziej nie pomaga). Myślę, że będę używać po trochu tego i tego, bo jednak róże tradycyjne są "szybsze" w aplikacji, jednak ze względu na długotrwały efekt wygrywają tinty :).
Tymczasem wróćmy do wersji drogeryjnych - tańszych odpowiedników Benefitowego cudaka :). Podobnie jak w przypadku rozświetlaczy z poprzedniego posta tym razem także na dole notki znajdziecie porównanie punktowe obu produktów. A zatem... zapraszam! :)
PLUSY:
- konsystencja żelowa, nie spływa po skórze
- bardzo trwały - efekt zaróżowionych policzków utrzymuje się przez cały dzień
- dobra wydajność
- cena - 29zł, czyli jakieś 3, może 4 razy mniej niż Benefitowy tint
- śliczne opakowanie - bardzo podoba mi się taka estetyka - podobnie jak w przypadku rozświetlacza - przypomina mi nieco kosmetyki Rouge Bunny Rouge
MINUSY:
- typowo różowy, nieco nienaturalny dla mnie odcień - myślę, że jedynie bardzo jasna karnacja dobrze sobie z nim poradzi
- przez żelową konsystencję słabiej się wchłania i pozostawia lepką warstewkę na skórze
- aby był widoczny wymaga położenia na skórze kilku warstw, choć mimo to jest wydajny
- brak zapachu - buu :(
- brudzi palce przy aplikacji
OCENA OGÓLNA:
3/6
Zacznijmy od tego, że gdybym nie miała porównania, być może ocena byłaby wyższa ;). Głównym powodem obniżenia oceny jest konsystencja. Fakt, że jest żelowa i wygodniejsza w samym nakładaniu (nie spływa) nie wystarcza, bo pojawia się problem następujący - słabo się wchłania w skórę, trzeba maziać i maziać, po czym i tak smyk pozostawi błyszczącą i lepką warstewkę na skórze, ścierając przy tym podkład nałożony wcześniej i mamy efekt plamy. Albo ja się tym ustrojstwem nie umiem odpowiednio obsłużyć - taka możliwość też istnieje ;). Poza tym akurat przy mojej cerze ten kolor prezentuje się nie do końca dobrze - myślę jednak, że bledzioszki o chłodnej karnacji będą zadowolone, bo ładnie odświeży cerę - taki efekt kojarzy mi się z kwiatem jabłoni <3. Niestety u mnie na policzkach, aby powstał efekt kolorystyczny muszę nałożyć kilka warstw produktu, co przedłuża czas malowania się, a wszystkie wiemy, że to ostatnie czego oczekujemy po kosmetyku, kiedy rano spieszymy się do szkoły, na uczelnię czy do pracy... Cena w porównaniu z Cheek Tintem - 3-krotnie wyższa, ale czy warto?
Niestety nie ma fajerwerków, co najwyżej petarda...
- uniwersalny odcień - znacznie lepiej pasuje do mojej karnacji i myślę, że sprawdzi się też przy chłodniejszych i cieplejszych
- odpowiednie nasycenie koloru już po jednej warstwie
- bardzo dobrze się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy
- trwałość bez zarzutu - całodniowa
- bardzo dobra wydajność pomimo wodnistej konsystencji
- śliczny, różany zapach <3
- cena - 10,90zł - lubię to!
MINUSY:
- wodnista konsystencja, która spływa po skórze - trzeba łapać na szybkości :D
- brudzi palce przy aplikacji
- opakowanie prezentuje się przeciętnie, ale jest szczelne, co do tego nie mam zastrzeżeń
OCENA OGÓLNA:
5/6
Jestem bardzo zadowolona z tego produktu pod wieloma względami - większością, w związku z czym zasłużył na 5 i nie żałuję zakupu. Co prawda do 6tki w moim mniemaniu nieco mu brakuje, poza tym - zostawiam taki margines w razie, gdyby pojawiło się coś jeszcze lepszego, ale uważam, że to bardzo fajny kosmetyk i mogę go Wam polecić. Jeśli do czasu gdy mi się skończy nie dorobię się jeszcze Benefita, to pewnie kupię ponownie tym bardziej, że cena jest śmiesznie niska :D. U mnie odcień, który nadaje wygląda bardzo naturalnie, a przy tym i pozostałe właściwości, jak chociażby to, że dobrze się wchłania i nie ściera mi podkładu z buzi, przekonały mnie do niego :).
Idea tintów ogólnie bardzo mi się podoba. Dla mnie są znacznie lepszą alternatywą od tradycyjnych róży, które dość szybko znikają mi z twarzy (mania ciapania łapami i podpierania się tym bardziej nie pomaga). Myślę, że będę używać po trochu tego i tego, bo jednak róże tradycyjne są "szybsze" w aplikacji, jednak ze względu na długotrwały efekt wygrywają tinty :).
Jeżeli przeczytałyście oceny obu kosmetyków, to nie zdziwi Was fakt, że starcie "różowe" wygrywa...
Technic - Cheek Tint
:)
Buziaki!
Siulka
P.S. Trzymajcie za mnie jutro kciuki - mam egzamin z fizjologii i trzęsę portkami :(.
TAG:
makijaż,
MeMeMe,
róż,
róż w płynie,
Technic
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Rozświetlacze w płynie - recenzja porównawcza - Technic, High Lights kontra MeMeMe, Beat the Blues - Sunbeam
Lubicie efekt bling bling? :) Ja tak! Rozświetlacze zajmują bardzo wysoką pozycję w moim rankingu kosmetyków do makijażu, dlatego z chęcią podjęłam się wypróbowania dwóch ciekawych propozycji, a mianowicie:
- Technic, High Lights, którego otrzymałam do testów od Cocolita.pl
- MeMeMe, Beat the Blues - Sunbeam, który otrzymałam do testów od Kosmetykomania.pl
Dwa rozświetlacze - z jednej strony różne, a z drugiej podobne - chociażby pod względem konsystencji, ale łączy je jedna specyficzna rzecz... Obydwa są odpowiednikami, zamiennikami bądź - jak kto woli - podróbkami (choć bardzo nie lubię tego słowa...) bardzo znanych produktów firmy Benefit, a mianowicie - Benefit High Beam oraz Benefit Moon Beam (bądź Sun Beam - nie wiem do którego bliżej). W przypadku produktu Technic - widać to na pierwszy rzut oka, natomiast MeMeMe stylistyką bardziej kojarzy mi się z kosmetykami Rouge Bunny Rouge. Jednak Benefit monopolu na rozświetlacze nie ma i mieć nie będzie, a my zawsze będziemy szukać kosmetyków, które spełnią nasze oczekiwania lepiej - szczególnie finansowe oczekiwania - a cenowo obydwoje dzisiejszych bohaterów bije Benefit na głowę ;).
Zainterere? :D Zapraszam do recenzji :).
PLUSY:
- ładnie rozświetla i odświeża cerę
- lekka, kremowa konsystencja
- nie ma "brokatowych" drobinek
- dobrze się aplikuje i rozciera
- trwały, nie ściera się w ciągu dnia (oczywiście o ile z nim nie walczymy :D)
- szalenie wydajny
- odcień pasuje do makijaży w chłodnych barwach
- cena - w Cocolita.pl - regularna cena to 10,90zł - grosze! - znajdziecie go tutaj
MINUSY:
- bezzapachowy
- gdy z nim przesadzimy może nadawać nieco trupi odcień twarzy - podobny do Missha BB Boomer
- nieco tandetne i ewidentnie "zgapione" od Benefita opakowanie
OCENA OGÓLNA:
5-/6
Polubiłam się z tym kosmetykiem, gdyż jego wady zupełnie nie przysłaniają mi jego pozytywnych stron. Przede wszystkim zasługuje na uwagę za cenę i efekt jaki daje - być może dla koneserek kosmetyków Benefit porównanie tego produktu z oryginałem będzie zbrodnią i ta zniewaga krwi wymaga, jednak ja uważam, że różnica, o ile jest, to na pewno nie tak duża, by skłonić mnie do wydania 100zł na rozświetlacz. Wolę wydać 10zł i mieć produkt niemal identyczny ;). Nie jest to makijażowy niezbędnik, uważam, że odcień nie będzie pasował do wszystkich karnacji, jednak bledzioszkom z pewnością krzywdy nie zrobi i myślę, że właśnie bladolicym mogę go polecić :). Wypróbowanie nie nadwyręży portfela, a kto wie - może polubicie go tak jak ja?
PLUSY:
- ładnie rozświetla i odświeża cerę, nadając efekt "sunkissed skin" - skóry muśniętej słońcem
- bardzo ładny i nienachalny odcień, będzie pasował zarówno do jasnej jak i ciemniejszej karnacji
- lekka, kremowa konsystencja
- nie ma "brokatowych" drobinek
- dobrze się aplikuje i rozciera
- trwały, nie ściera się w ciągu dnia (z zastrzeżeniem jak wyżej ;))
- bardzo wydajny
- estetyczne opakowanie
- odcień pasuje do makijaży w ciepłych barwach, świetnie się spisze latem przy opaleniźnie
- cena - w Kosmetykomania.pl - regularna cena to 29,00zł - już nie tak tanio, ale nadal znośnie - znajdziecie go tutaj
MINUSY:
- bezzapachowy
OCENA OGÓLNA:
5/6
W przypadku tego produktu - kolor bardziej przypada mi do gustu, nieco mnie jednak cena, bo 30zł to już nie 10, ale też nie 100, więc plasuje się jeszcze w akceptowalnej przestrzeni finansowej ;). Opakowanie jest bardziej estetyczne niż w przypadku Technic High Lights - widać większą dbałość producenta o szczegóły. Uważam również, że taki złotawy odcień lepiej się sprawdzi przy ciemniejszej lub opalonej karnacji bądź makijażach w złocie czy brązach (czyli zasadniczo - "najpopularniejszych") niż poprzednik, choć już przy makijażach w chłodnych barwach sięgam jednak po High Lights. Jest to produkt warty uwagi i z pewnością godny polecenia :). W ofercie jest dostępny w 4 odcieniach - Sunbeam, który Wam prezentuję dzisiaj, a oprócz tego Oyster Gold, Moonbeam oraz Pearl Pink.
Pomimo niemalże tych samych ocen, które wystawiłam obu produktom, postanowiłam, że w tym starciu zapadnie jednoznaczny werdykt, na bazie plusów i minusów - zobaczmy więc, kto wygrywa :D.
And the winner is...
- Technic, High Lights, którego otrzymałam do testów od Cocolita.pl
- MeMeMe, Beat the Blues - Sunbeam, który otrzymałam do testów od Kosmetykomania.pl
Dwa rozświetlacze - z jednej strony różne, a z drugiej podobne - chociażby pod względem konsystencji, ale łączy je jedna specyficzna rzecz... Obydwa są odpowiednikami, zamiennikami bądź - jak kto woli - podróbkami (choć bardzo nie lubię tego słowa...) bardzo znanych produktów firmy Benefit, a mianowicie - Benefit High Beam oraz Benefit Moon Beam (bądź Sun Beam - nie wiem do którego bliżej). W przypadku produktu Technic - widać to na pierwszy rzut oka, natomiast MeMeMe stylistyką bardziej kojarzy mi się z kosmetykami Rouge Bunny Rouge. Jednak Benefit monopolu na rozświetlacze nie ma i mieć nie będzie, a my zawsze będziemy szukać kosmetyków, które spełnią nasze oczekiwania lepiej - szczególnie finansowe oczekiwania - a cenowo obydwoje dzisiejszych bohaterów bije Benefit na głowę ;).
Zainterere? :D Zapraszam do recenzji :).
PLUSY:
- ładnie rozświetla i odświeża cerę
- lekka, kremowa konsystencja
- nie ma "brokatowych" drobinek
- dobrze się aplikuje i rozciera
- trwały, nie ściera się w ciągu dnia (oczywiście o ile z nim nie walczymy :D)
- szalenie wydajny
- odcień pasuje do makijaży w chłodnych barwach
- cena - w Cocolita.pl - regularna cena to 10,90zł - grosze! - znajdziecie go tutaj
MINUSY:
- bezzapachowy
- gdy z nim przesadzimy może nadawać nieco trupi odcień twarzy - podobny do Missha BB Boomer
- nieco tandetne i ewidentnie "zgapione" od Benefita opakowanie
OCENA OGÓLNA:
5-/6
Polubiłam się z tym kosmetykiem, gdyż jego wady zupełnie nie przysłaniają mi jego pozytywnych stron. Przede wszystkim zasługuje na uwagę za cenę i efekt jaki daje - być może dla koneserek kosmetyków Benefit porównanie tego produktu z oryginałem będzie zbrodnią i ta zniewaga krwi wymaga, jednak ja uważam, że różnica, o ile jest, to na pewno nie tak duża, by skłonić mnie do wydania 100zł na rozświetlacz. Wolę wydać 10zł i mieć produkt niemal identyczny ;). Nie jest to makijażowy niezbędnik, uważam, że odcień nie będzie pasował do wszystkich karnacji, jednak bledzioszkom z pewnością krzywdy nie zrobi i myślę, że właśnie bladolicym mogę go polecić :). Wypróbowanie nie nadwyręży portfela, a kto wie - może polubicie go tak jak ja?
PLUSY:
- ładnie rozświetla i odświeża cerę, nadając efekt "sunkissed skin" - skóry muśniętej słońcem
- bardzo ładny i nienachalny odcień, będzie pasował zarówno do jasnej jak i ciemniejszej karnacji
- lekka, kremowa konsystencja
- nie ma "brokatowych" drobinek
- dobrze się aplikuje i rozciera
- trwały, nie ściera się w ciągu dnia (z zastrzeżeniem jak wyżej ;))
- bardzo wydajny
- estetyczne opakowanie
- odcień pasuje do makijaży w ciepłych barwach, świetnie się spisze latem przy opaleniźnie
- cena - w Kosmetykomania.pl - regularna cena to 29,00zł - już nie tak tanio, ale nadal znośnie - znajdziecie go tutaj
MINUSY:
- bezzapachowy
OCENA OGÓLNA:
5/6
W przypadku tego produktu - kolor bardziej przypada mi do gustu, nieco mnie jednak cena, bo 30zł to już nie 10, ale też nie 100, więc plasuje się jeszcze w akceptowalnej przestrzeni finansowej ;). Opakowanie jest bardziej estetyczne niż w przypadku Technic High Lights - widać większą dbałość producenta o szczegóły. Uważam również, że taki złotawy odcień lepiej się sprawdzi przy ciemniejszej lub opalonej karnacji bądź makijażach w złocie czy brązach (czyli zasadniczo - "najpopularniejszych") niż poprzednik, choć już przy makijażach w chłodnych barwach sięgam jednak po High Lights. Jest to produkt warty uwagi i z pewnością godny polecenia :). W ofercie jest dostępny w 4 odcieniach - Sunbeam, który Wam prezentuję dzisiaj, a oprócz tego Oyster Gold, Moonbeam oraz Pearl Pink.
Pomimo niemalże tych samych ocen, które wystawiłam obu produktom, postanowiłam, że w tym starciu zapadnie jednoznaczny werdykt, na bazie plusów i minusów - zobaczmy więc, kto wygrywa :D.
And the winner is...
MeMeMe - Beat the Blues - Sunbeam
Skusiłam Was? :D
TAG:
Benefit,
High Lights,
HighBeam,
makijaż,
MeMeMe,
rozświetlacz,
SunBeam,
Technic
Subskrybuj:
Posty (Atom)


