Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyk. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 grudnia 2016

Sleek - Matte Me - ULTRA SMOOTH MATTE LIP CREAM - Matowe pomadki w płynie - zapomniani ulubieńcy

Mat na ustach to trend, który opanował cały kosmetyczny świat około roku 2015 - no może trochę wcześniej, zważając na pewne opóźnienia z dostępem do kosmetycznych nowości w Polsce. Ja sama jeszcze 3-4 lata temu nie wyobrażałam sobie mieć na ustach czegoś innego niż błyszczyka, czy połyskującej pomadki. Moje upodobania zmieniły się diametralnie, a zaczęło się od produktu, którego dziś przywołuję na bloga ponownie (tym razem w towarzystwie 2 nowych odcieni), czyli matowej pomadki w płynie Sleek - Matte Me - Ultra Smooth Lip Cream.


wtorek, 3 listopada 2015

Kosmetyczne marzenie spełnione - Gerard Cosmetics - Necessities in Nude - pomadki i błyszczyki - Buttercup, Buttercream, Kimchi Doll, Nude

O istnieniu firmy Gerard Cosmetics dowiedziałam się oglądając youtube'owy kanał mojej ulubionej kosmetycznej "guru", czyli oczywiście - Jaclyn Hill. Kiedy okazało się, że podjęła się ona współpracy z tą firmą przy tworzeniu pomadek i błyszczyków od razu zapragnęłam wejść w ich posiadanie. Niestety ceny produktów skutecznie odstraszały mnie od zakupu i postanowiłam sprawić je sobie dopiero na prezent urodzinowy. Dziś - po 3 miesiącach testowania przedstawiam Wam moje - Necessities in Nude!


czwartek, 22 października 2015

Nudziaki, beże i róże - ulubione szminki, pomadki i błyszczyki w delikatnych odcieniach

Od długiego czasu nosiłam się z zamiarem stworzenia posta o moich ulubionych produktach do ust w delikatnych odcieniach nude, beżu i różu - w końcu się zmobilizowałam i - oto jest. Poznajcie zatem dzisiaj moich ulubieńców!


niedziela, 18 października 2015

Ulubione szminki, pomadki i błyszczyki - moje kolory na jesień i zimę

Po przedwczorajszym poście pozostajemy w temacie ust! Przygotowałam dzisiaj dla Was zestawienie moich ulubionych kolorów na okres jesienno-zimowy! Czy znajdą się wśród nich także Wasi ulubieńcy? 

niedziela, 9 lutego 2014

Sleek MakeUp - Lip4 - Ballet - poczwórna paleta pomadek do ust

Sleek MakeUp to firma, która króluje na blogach przede wszystkim dzięki swoim świetnym paletom cieni do powiek. Warto jednak pamiętać, że choć cienie stały się"flagowym" produktem tej firmy, to produkuje ona również kosmetyki o innym przeznaczeniu, a niektóre z nich są naprawdę warte uwagi. Wszystkie dotychczas przetestowane przeze mnie i zaprezentowane produkty firmy Sleek - nie tylko cienie - znajdziecie tutaj.

Na dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję kolejnego kosmetyku Sleek, który otrzymałam od firmy Cocolita.pl, tym razem jest to paleta pomadek do ust LIP4 o wdzięcznej i jak najbardziej pasującej do kolorystyki nazwie - Ballet.

piątek, 10 stycznia 2014

Sleek - Matte Me - Ultra Smooth Matte Lip Cream - 436 Birthday Suit - matowa pomadka do ust w kremie

Błysk czy mat? Oto jest pytanie! Dzisiaj na tapecie mat, mat i jeszcze raz mat w wykonaniu Sleek - Matte Me - Ultra Smooth Matte Lip Cream, czyli kremowa, matowa pomadka do ust, w kolorze 436 Birthday Suit, którą otrzymałam do przetestowania od Pani Alicji z drogerii internetowej kosmetykomania.pl.
Prawdę mówiąc wybrałam ją z czystej ciekawości, bo produktów do ust mam na pęczki, ale takiego matowego wynalazku jeszcze w mojej kolekcji brakuje :). Generalnie rzecz biorąc jestem raczej fanką wszelkiej maści błysku na ustach (no może oprócz brokatu itp. ;)), więc uznałam, że mat może być ciekawą odmianą, tym bardziej, że akurat odcień Birthday Suit wpadł mi w oko.

sobota, 23 listopada 2013

Bell - Royal Glam - Trwały błyszczyk z aloesem - kolory 060 i 062 - błyszczykowi ulubieńcy

Post ten będzie poniekąd kontynuacją posta z haulem zakupowym z Hebe i Rossmanna, który cieszył się u Was dużą popularnością :D.
Trochę już pomaltretowałam nowe błyszczyki więc mogę w końcu popełnić ich recenzję :). Nie zaprzeczam, że będzie ona też trochę powiązana z postem o innych błyszczykach, a mianowicie Bell - Milky Shake.

W przeciwieństwie do Milky Shake, tym razem mamy do czynienia z błyszczykami o tzw. przedłużonej trwałości. Przejawia się ona na pierwszy rzut oka mniej więcej tym, że błyszczyki Royal Glam mają bardziej gęstą konsystencję i są mocniej napigmentowane, co widać całkiem nieźle na zdjęciach, bo wybrałam bardzo podobne odcienie do Milky Shake'ów, które posiadam. W praktyce rzeczywiście ich trwałość na ustach znacznie przewyższa trwałość MS za co mają u mnie dużego plusa, bo nie przepadam za kilkukrotnym mazianiem się błyszczykiem w ciągu dnia. Jednokrotna aplikacja wystarcza swobodnie na 3-4 godziny (bez jedzenia i picia).

Royal Glam różnią się od Milky Shake również aplikatorem, który tutaj występuje w formie gąbeczki (MS miały pędzelek) - pod tym względem bardziej pasowały mi MS.
Zarówno odcienie jak i zapach oraz smak Royal Glam bardzo mi odpowiadają. Jeśli chodzi o ich gęstszą niż MS konsystencję, zapisuję im to na plus, choć są odrobinę bardziej lepkie. Nie wysuszają ust, a nawet poprawiają ich nawilżenie, mają mniejszą niż MS tendencję do wchodzenia w "zmarszczki" na ustach i podkreślania suchych skórek.

Podsumowując - są to aktualnie moje ulubione błyszczyki i z pewnością zaopatrzę się w nie ponownie jeżeli tylko producent ich nie wycofa :).

Błyszczyki Bell - zarówno Royal Glam jak i Milky Shake, są dostępne we wszystkich drogeriach posiadających szafy Bell - między innymi w Naturze i Hebe, kosztują około 12zł.
PLUSY:
- mleczne, nudziakowe odcienie
- prześliczny zapach
- niezły smak
- nie kleją się (choć są faktycznie odrobinę bardziej lepkie od Milky Shake)
- przyjemne dla oka opakowanie ze szczelnym zamknięciem
- aplikator nabiera odpowiednią ilość produktu
- śliska konsystencja, która przyjemnie rozprowadza się na ustach
- bezdrobinkowe! <3
- nawilżają i zmiękczają usta
- lepsza niż w Milky Shake konsystencja - bardziej gęste
- dobra trwałość jak na błyszczyki - około 3 godziny
- nie mają tendencji do wchodzenia w zmarszczki i podkreślania suchych skórek
- cena - 12zł - mnie odpowiada

MINUSY:
- wolałabym aplikator w pędzelku jak w Milky Shake, ale to moja fanaberia ;)

OCENA OGÓLNA:
6-/6








PRZYPOMINAJKA
Przypominam, że do 25. listopada do godziny 18.00 trwa Olejkowe rozdanie z Bielendą!

Zapraszam Was do udziału :)




czwartek, 26 września 2013

Bell - Milky Shake - 3D Effect Lip Gloss - 06 i 09 - mleczne błyszczyki od Bell

O mlecznych błyszczykach Milky Shake z firmy Bell wspominałam jako o jednym z moich hitów w poście o Odkryciach Kosmetycznych 2012, ale jakoś do dnia dzisiejszego nie doczekały się recenzji - a w tamtym poście napisałam, że będzie wkrótce... Zatem... 9 miesięcy później... rodzę to dziecię, czyli recenzję błyszczyków Bell Milky Shake 3D Lip Gloss - zapraszam Was do lektury :).

Po raz pierwszy o tym, że firma Bell w ogóle jeszcze na polskim rynku istnieje, dowiedziałam się - a jakżeby inaczej - z blogów kosmetycznych - na samym początku mojego blogowania. Do tamtej pory kojarzyła mi się z jakąś przedpotopową pomadką mojej mamy - taką w bordowym opakowaniu z zaokrągloną skuwką i nie budziła we mnie zbytniego entuzjazmu. Jednak kiedy Alina napisała o błyszczykach naśladujących słynny NARS - Turkish Delight (tak, tak - ten od Kim Kardashian ;)) i wymieniła wśród nich Bell Milky Shake, poczułam się więcej niż zainteresowana i popędziłam do drogerii Natura :).

Na początku nabyłam jedyny dostępny wówczas nr 09 - jasny róż, ale szybko zaopatrzyłam się w drugi - nudziakowy nr 06.

Obydwa odcienie niesamowicie mi się podobają - to po prostu kolory, które lubię nosić i pasują niemalże do każdego makijażu - ja zdecydowanie wolę podkreślać oczy niż usta ;).
Błyszczyki mają prześliczny zapach, smak też jest niezły. Aplikator ma postać pędzelka, czyli moją ulubioną, ponieważ mogę dozować ilość produktu bez konieczności gmerania co 3 sekundy w opakowaniu w celu nabrania kolejnej porcji kosmetyku. Samo opakowanie również przypadło mi do gustu.
Konsystencja jest dość rzadka, odrobinę lejąca, co daje intensywnie "mokry" wygląd, ale gdy przesadzimy z ilością produktu, może się "wylać" poza usta. Błyszczyki Milky Shake nie mają raczej tendencji do nadmiernego "klejenia się", co może być zasługą lekkiej i rzadkiej formuły kosmetyku. Produkt przyjemnie nawilża usta, jednak przy mocno wysuszonych wargach może wchodzić w zmarszczki i pomiędzy suche skórki dając nieestetyczny efekt (który znika, kiedy produkt wchłania się w skórę ust).
Wadą błyszczyków Milky Shake jest ich trwałość - mają tendencję do wchłaniania się w usta oraz dość szybkiego "zjadania".
Błyszczyki Milky Shake można go nabyć w drogeriach posiadających szafy Bell czyli np. Natura czy Hebe, często widuję je też na tzw. wyspach w galeriach czy hipermarketach. Ich cena to około 12zł - uważam, że jest adekwatna do jakości - ja kupuję te błyszczyki od 3 lat i mam zamiar robić to nadal, bo bardzo je lubię - nie bez przyczyny zostały odkryciem roku 2012 ;).
PLUSY:
- mleczne, nudziakowe odcienie
- prześliczny zapach
- niezły smak
- nie kleją się
- przyjemne dla oka opakowanie
- aplikatorek w pędzelku
- śliska konsystencja, która przyjemnie rozprowadza się na ustach
- bezdrobinkowe! <3
- nawilżają i zmiękczają usta
- znikają z ust równomiernie
- cena - 12zł - mnie odpowiada

MINUSY:
- konsystencja mogłaby być nieco mniej lejąca
- przy spierzchniętych ustach wchodzą w "zmarszczki" i podkreślają suche skórki (zwłaszcza nr 09)
- dość szybko się "zjadają" i znikają z ust

OCENA OGÓLNA:





Lubię te błyszczyki tak bardzo, że chętnie dałabym im szóstkę pomimo minusów, jednak postanowiłam być konsekwentna - dostają bardzo mocną piątkę! Ostatnio zamiast nich zakupiłam - również z Bell, błyszczyki Royal Glam w bardzo podobnych odcieniach (pisałam o nich w poście o zakupach w Hebe i Rossmannie) - być może tamte zasłużą na szóstkę, bo podobno mają być trwalsze - zobaczymy ;). Dotychczas Milky Shake w zupełności mi wystarczały, ale wiadomo - apetyt rośnie w miarę jedzenia ;).

Znacie te błyszczyki? Albo możecie polecić coś podobnego - bezdrobinkowego i nudziakowego?

środa, 11 września 2013

Haul - Zakupy... zakupy... czyli weszłam tylko na chwilkę do Hebe i Rossmanna...

Naprawdę tylko na chwilkę wstąpiłam do Hebe... a potem jeden kroczek za drzwi w Rossmannie... I tym sposobem portfel zakwiczał, a oczka się zaświeciły ;). Nic na to nie poradzę, że pieniądze uciekają przede mną w podskokach, zwłaszcza gdy na horyzoncie wypatrzę drogerię ;). Witajcie, jestem Siulka i jestem kosmetykoholiczką. AmenT ("T" na końcu celowe - zawsze tak mówiłam jak byłam mała :D).

Właściwie to chyba jeden z niewielu typowych hauli (nie przepadam za tym słowem prawdę mówiąc...) na moim blogu. Dotychczas jeżeli już się czymś chwaliłam, to raczej np. paczkami z zamówień internetowych z ebay itp., a typowego haulu w stylu "poszłam do Rossa i kupiłam Hugo Bossa" nie było :D. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz, tym bardziej, że trafiłam akurat na ciekawą okazję w Rossmannie i chciałam się z Wami tą informacją podzielić :).

niedziela, 11 sierpnia 2013

Paese - Manifesto - Szminka w płynie - 907 - odkrycie z ShinyBox!

Pomadka Paese Manifesto to produkt, który znalazł się w czerwcowym ShinyBox. Początkowo w ogóle nie zrobiła na mnie wrażenia, bo chyba "oceniłam książkę po okładce" - niestety dość tandetny wygląd opakowania nie zachęcał do użycia, ale cóż miałam do stracenia. Już po pierwszym wypróbowaniu przekonałam się jak bardzo byłam w błędzie ;). Trafił mi się kolor 907 i jestem bardzo z tego faktu zadowolona, bo to jedna z najładniejszych czerwieni jakie kiedykolwiek spotkałam... Ale przejdźmy do właściwej recenzji ;).
PLUSY:
- przepiękny odcień czerwieni - bardzo dobrze do mnie pasuje
- świetna trwałość - bez jedzenia i picia to około 4-5 godzin
- piękny połysk - efekt polakierowanych ust - bez drobinek
- przyjemny zapach
- bardzo dobre krycie
- nie osiada na zębach
- równomiernie znika z ust - nie pozostawia nieestetycznych resztek ;)
- nie wysusza ust
- łatwa, precyzyjna aplikacja
- nie "wylewa" się poza kontur ust
- cena - około 17zł - naprawdę warto

MINUSY:
- tandetne opakowanie
- jest troszkę lepka - znacie to uczucie - włosy rozwiewane wiatrem i kilka z nich wpada prosto na usta, przyklejając się do nich?
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Ten cudny, nietypowy - bo nigdy wcześniej takiego nie spotkałam, odcień czerwieni zmieszanej z marchewką, wygląda prześlicznie - po raz pierwszy jestem tak bardzo zadowolona z tego jak prezentuję się z czerwonymi ustami :D. Utrzymuje się na ustach naprawdę długo, jeżeli nie jemy i nie pijemy - nawet 4-5 godzin, co moim zdaniem jest dużym osiągnięciem jak na szminkę w płynie.  Cena waha się od 14 do 17zł, ale moim zdaniem warto byłoby wydać na ten produkt nawet więcej. Aktualnie jest to jeden z moich ulubionych kolorowych kosmetyków do ust. Minusem produktu jest strasznie tandetne opakowanie, co z pewnością zniechęca do zakupu - gdybym nie poznała tego kosmetyku dzięki ShinyBox, to na pewno bym go nie kupiła, co byłoby dużą stratą :D. Teraz wiem, że zaopatrzę się też w inne odcienie tej szminki (czaję się na 901 :)).


wtorek, 13 listopada 2012

Celia Nude - Nawilżająca pomadka-błyszczyk - zanudziłam się?

Tak, tak, tak! W końcu je mam! Jedne z najsłynniejszych ostatnio na blogach pomadek w końcu są w moim posiadaniu :D. Oczywiście jako patologiczna kosmetykoholiczka nie mogłam wziąć jednej i tym sposobem mam 3 :D. Chcecie wiedzieć co myślę o nich? Zapraszam niżej :).
PLUSY:
- śliczny winogronowy zapach
- cudne, trochę transparentne kolory - no i cała gama nudziaków - uwielbiam!
- piękny połysk
- właściwości nawilżające
- przyzwoita trwałość
- estetyczne pudełeczko i porządne, metalowe opakowanie z zamykaniem na "klik"
- cena - ja zapłaciłam 11zł, ale oscyluje w okolicach 10zł
- przyjemna, łatwo rozprowadzająca się na ustach konsystencja
- polska marka!
MINUSY:
- wydajność
- dostępność
OCENA OGÓLNA:
6/6
Dla mnie to strzał w dziesiątkę! Dokładnie takiego efektu szukałam i w końcu jest! Zakochałam się na zabój w tych pomadkach i z pewnością kupię jeszcze nie raz! Jeżeli szukacie takiego efektu możecie kupować w ciemno, ja się zastanawiam nad pozostałymi trzema kolorami :). Aktualnie moim faworytem jest 606, ale oczywiście wszystko zależy od okazji i makijażu. Cieszy mnie brak drobinek i błyszczykowy efekt oraz nawilżające właściwości. Zasadniczo te pomadki spełniają wszystkie oczekiwania jakie mam wobec szminek :D. Wychwyciłam 2 minusy - pomadka jest dość miękka, a żeby uzyskać bardziej nasycony odcień potrzeba kilku pociągnięć, więc zużywa się dość szybko, jednak przy takiej cenie mi to nie przeszkadza, choć wiem, że niektóre dziewczyny narzekały na to, że pomadki są tak miękkie, że się łamią - mnie się to na szczęście jeszcze nie zdarzyło (i oby nie nastąpiło). Ponadto mam wrażenie, że są dość trudno dostępne - warto szukać w małych drogeriach :D. Podsumowując jednak - jestem zachwycona! Oj nieprędko mi się znudzą :D.

Od lewej kolejno 602, 606 i 601

Od lewej kolejno 602, 606 i 601





niedziela, 21 października 2012

Anatomicals - Stop Cracking Up Lip Balm - balsam do ust + Lush - zamówienie?

PLUSY:
- cudowna konsystencja - miękka, delikatna, natłuszczająco-nawilżająca
- świetnie zmiękcza spierzchnięte wargi
- wygodny aplikator
- bardzo duża pojemność
- cena - 8zł
- przyjemne uczucie na ustach po posmarowaniu
- efekt tafli jak po transparentnym błyszczyku
- bardzo dobry skład
- fajne opakowanie - ciekawy design
- świetny, humorystyczny opis kosmetyku na opakowaniu
- nie klei się
MINUSY:
- brak zapachu/smaku
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Paczkę z kosmetykami Anatomicals udało mi się wygrać na Spotkaniu Śląskich Bloggerek. Od razu było widać, że to firma z "jajem" - założyciel ma chyba super poczucie humoru - opisy na opakowaniach produktów są świetne, a do tego jeszcze główne hasło firmy - "We only want you for your body" - SUPER! Nie miałam wcześniej przyjemności spotkać się z tymi kosmetykami, więc tym bardziej chętnie zabrałam się do testowania. Na pierwszy ogień poszedł balsam do ust. Ja niestety cierpię na notoryczne pierzchnięcie warg - dotychczas przetestowałam już wiele balsamów - w tym słynny Tisane i Carmex, ale ani jeden ani drugi nie spełnił moich oczekiwań w 100%. Tisane - niehigieniczna aplikacja ze słoiczka, chociaż wiem, że pojawiła się teraz wersja w pomadce - muszę wypróbować! Z kolei Carmex zapachowo mnie zabija - nawet wersja wiśniowa nie do końca mnie satysfakcjonuje... W przypadku balsamu Anatomicals z zapachem nie ma problemu - po prostu go nie ma - dla mnie to trochę minus, bo uwielbiam pachnące produkty do ust, ale niech będzie - przynajmniej mnie nie drażni ;). Największym plusem tego produktu jest jego konsystencja i uczucie jakie pozostawia na ustach - lekkie natłuszczenie i nawilżenie - taka śliskość, bardzo przyjemna, a przy tym nieklejąca! Co do działania na spierzchnięcia - nie mam zastrzeżeń! Usta są zmiękczone i nawilżone. Aplikator jest wygodny, a duża tubka wystarczy na długo. Ponadto cena jest bardzo zachęcająca - 8zł - aż nie mogłam uwierzyć, że to takie tanie! Na pewno zdecyduję się na bananową wersję tego balsamu, którą widziałam na stronie producenta - http://www.anatomicals.pl/, gdzie znajdziecie również możliwość zakupu ich produktów przez internet.
Osobiście - bardzo Wam polecam ten balsam - jeżeli wpadnie w Wasze łapki, to naprawdę warto go wypróbować!





Z serii - ogłoszenia parafialne - nie miałybyście ochoty na zamówienie z Lusha? Pojawiły się świąteczne produkty i noszę się z zamiarem poczynienia zamówienia, niestety wysyłka to 20 funtów - przy zbiorowym zamówieniu z pewnością wyszłoby znacznie taniej :). Dajcie znać w komentarzach, a ja wymyślę jakiś sposób na ogarnięcie tego :).