Dzisiejszy post dedykuję wszystkim podobnym do mnie balsamowym leniuszkom, dla których smarowanie ciała po kąpieli to prawdziwa udręka ;). Jesteście tu? Jeśli tak, to zapraszam Was do poczytania o jednym z moich hitów zeszłego roku, który uwolnił mnie od tej uciążliwej czynności jaką jest nakładanie balsamu do ciała po kąpieli ;). Przedstawiam mojego wybawcę - Lirene - Silky in Shower - Wygładzający balsam pod prysznic - Egzotyczna Orchidea.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 26 stycznia 2017
czwartek, 1 października 2015
Bomb Cosmetics - terapie i balsamy do ust - What A Melon, Coco Kisses, Appley Ever After, Bubblegum Pop
Balsamy do ust Bomb Cosmetics - Appley Ever After oraz Bubblegum Pop, a także terapie do ust - What A Melon i Coco Kisses dotarły do mnie w paczce od Kosmetykomania.pl jakiś czas temu i od razu podbiły moje serducho przesłodkimi opakowaniami oraz ślicznymi zapachami. Przyszła pora napisać jak sprawdziły się w działaniu :).
niedziela, 30 sierpnia 2015
Mary Kay - Intensywnie Nawilżające Szminki do Ust - True Dimensions Sheer Lipstick - Sparkling Rose, Flamenco Red, Magenta Chill
Po poprzednim poście pomadkowym uznałam, że pójdę za ciosem i zaprezentuję Wam kolejne nowości w mojej kolekcji - tym razem od Mary Kay. Moje kosmetyczne zbiory zasiliły aż trzy egzemplarze Intensywnie Nawilżających Szminek do Ust - Mary Kay - True Dimensions Sheer Lipstick w kolorach Sparkling Rose, Flamenco Red i Magenta Chill. Przyjrzyjmy się im bliżej :).
czwartek, 26 marca 2015
Bomb Cosmetics - Coco Kisses - Coconut Lip Treatment - kokosowa kuracja do ust
Balsamy do ust Bomb Cosmetics przyciągnęły mnie swoimi ślicznymi opakowaniami, ale to ich działanie sprawiło, że zostaną ze mną na dłużej. Na pierwszy ogień postanowiłam pokazać Wam mojego ulubieńca z tej rodzinki, czyli Bomb Cosmetics - Coco Kisses - Coconut Lip Treatment. Zapraszam do czytania!
poniedziałek, 9 lutego 2015
Scottish Fine Soaps - Au Lait - Body Butter - mleczne masło do ciała
O serii Au Lait firmy Scottish Fine Soaps pisałam Wam jakiś czas temu w postach o mleku do ciała oraz pudrowym mleku do kąpieli. Tym razem przyszła pora na masło do ciała, które podbiło moje serce podobnie jak jego poprzednicy :).
piątek, 16 stycznia 2015
Beauty UK - Posh Pout - bajeczne kredkowe pomadki nawilżające ♥ - przegląd kolorów i swatche
Ostatnio za sprawą drogerii Cocolita.pl dokonałam dwóch fantastycznych odkryć makijażowych, w których z miejsca się zakochałam. Dziś będzie o pierwszym z nich, czyli kredkowych pomadkach Beauty UK - Posh Pout. Testowałam wszystkie 6 dostępnych na Cocolita.pl kolorów i ich swatche oraz prezentację na ustach znajdziecie w tym poście. Zapraszam!
czwartek, 29 maja 2014
Dr Irena Eris - Body Art - Pro-odżywczy balsam do ciała na dzień - balsam dla ciała... i duszy!
Przyznaję się bez bicia, że regularność w stosowaniu balsamów do ciała u mnie - delikatnie mówiąc - kuleje ;). Czasami, choć rzadko, zdarza się jednak taki produkt, który wymaziam do końca - tak też było z Pro-odżywczym balsamem do ciała na dzień z serii Body Art od Dr Ireny Eris, który otrzymałam w paczce od Pań Erisek :D. Co mnie w nim tak zachwyciło? Już Wam zdradzam :).
sobota, 18 stycznia 2014
Scottish Fine Soaps - Au Lait - Body Milk - mleko do ciała - kosmetyki prosto od krowy :D
Pozostając w mlecznym klimacie świata kolekcji kosmetyków Au Lait firmy Scottish Fine Soaps, który zapoczątkował post o mlecznym pudrze do kąpieli, przedstawiam Wam dzisiaj mleczko do ciała Scottish Fine Soaps - Au Lait - Body Milk.
środa, 4 września 2013
Bath and Body Works - Paris Amour - Body lotion - balsam do ciała - zapach i... nic?
Nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że jestem zapachomaniaczką :). Zazwyczaj kosmetyki bezzapachowe dostają ode mnie niższą ocenę w recenzji. Co tu dużo mówić - dla mnie kosmetyk ma pachnieć i już. I w nosie mam, że niektóre składniki kompozycji zapachowych mogą uczulać - mogą, no życie - dopóki mnie nie uczulają jest git ;). Jednak czasami budzi się we mnie mały buntownik, który burczy mi do ucha, że "Nie samym zapachem..." itepe itede - no i masz ci los - akurat się odezwał...
Kosmetyki Bath & Body Works chciałam wypróbować właściwie odkąd się dowiedziałam, że w ogóle istnieją... Już to kiedyś gdzieś nawet napisałam - czytanie blogów sprawia, że nagle nie mogę żyć bez kosmetyków, o których istnieniu nie miałam pojęcia 5 minut wcześniej ;). Okazja przydarzyła się dzięki Spotkaniu Blogerek we Wrocławiu, bo tam otrzymałam paczkę z trzema produktami Bath & Body Works - między innymi był wśród nich balsam do ciała z serii Paris Amour. Jakbyście mnie wtedy zobaczyły - euforia :D (Panna Joanna może potwierdzić, że prawie piszczałam z podekscytowania :D). W tymże euforycznym stanie powróciłam do domu i postanowiłam od razu wypróbować rzeczony balsam. I trochę mi uszy opadły :(.
Ogólnie rzecz biorąc nie mogę nazwać tego kosmetyku tragicznym - o nie! Moja miłość do ładnych zapachów mi w tym skutecznie przeszkodzi! Jednak jest to produkt dość... przeciętny. Poza naprawdę śliczną kompozycją zapachową niestety nie reprezentuje sobą żadnych ciekawych wartości kosmetycznych. Jest to zupełnie zwyczajny balsam do ciała, który nawet zbyt dobrze nie nawilża - na pewno nie wystarczająco jak na moje potrzeby (nie są bardzo wygórowane). Jestem w stanie zrozumieć zachwyt kosmetykami B&BW, bo rzeczywiście zapachy mogą być obłędne (sądząc po tym, który posiadam), ale ja jednak mimo wszystko chciałabym choć odrobiny właściwości pielęgnacyjnych, które tłumaczyłyby wysoką cenę tego produktu. Nie wykluczam, że jeżeli będę miała możliwość nabyć coś B&BW stacjonarnie, czyli najpierw poniuchać i pomacać, to być może się jeszcze skuszę, ale tylko w ramach własnej fanaberii, bo nadzieję na super działanie raczej włożę między bajki. Myślę, że bardziej odpowiednią nazwą dla tego produktu byłyby "Perfumy w kremie/balsamie" i zastosowanie tutaj słowa "krem/balsam" określałoby li i tylko konsystencję kosmetyku. Jestem troszkę zawiedziona, bo spodziewałam się więcej, ale w kosmetycznym świecie już nie raz taki zawód mnie spotkał i czeka mnie ich pewnie jeszcze wiele :).
PLUSY:
- największy plus - zapach - prześliczny, perfumowy, słodki - super!
- przyjemna konsystencja
- łatwo się wchłania
- zapach pozostaje wyczuwalny stosunkowo długo
- bardzo ładny design opakowania
- wygodne otwarcie/zamknięcie
- nie testowany na zwierzętach
- nie pozostawia wyczuwalnej warstwy na skórze (wyczuwalnej w sensie dotykowym ;))
MINUSY:
- bardzo słabe właściwości pielęgnacyjne
- kiepsko nawilża
- w składzie plejada parabenów i tym podobnych ;)
- cena - ok. 39zł za 236ml
OCENA OGÓLNA:
3+/6
Miałyście do czynienia z kosmetykami Bath & Body Works? Może akurat ta edycja zapachowa ma takie słabe właściwości pielęgnacyjne, a inne ich kosmetyki są fenomenalne? Jest jakaś nadzieja w innych seriach zapachowych? A może uważacie, że za wiele wymagałam od tego produktu i macie inne zdanie na jego temat? Dajcie koniecznie znać, bo zapachami B&BW bardzo mnie kusi i nie chciałabym, żeby moja przygoda z tą firmą tak szybko się skończyła ;).
Kosmetyki Bath & Body Works chciałam wypróbować właściwie odkąd się dowiedziałam, że w ogóle istnieją... Już to kiedyś gdzieś nawet napisałam - czytanie blogów sprawia, że nagle nie mogę żyć bez kosmetyków, o których istnieniu nie miałam pojęcia 5 minut wcześniej ;). Okazja przydarzyła się dzięki Spotkaniu Blogerek we Wrocławiu, bo tam otrzymałam paczkę z trzema produktami Bath & Body Works - między innymi był wśród nich balsam do ciała z serii Paris Amour. Jakbyście mnie wtedy zobaczyły - euforia :D (Panna Joanna może potwierdzić, że prawie piszczałam z podekscytowania :D). W tymże euforycznym stanie powróciłam do domu i postanowiłam od razu wypróbować rzeczony balsam. I trochę mi uszy opadły :(.
Ogólnie rzecz biorąc nie mogę nazwać tego kosmetyku tragicznym - o nie! Moja miłość do ładnych zapachów mi w tym skutecznie przeszkodzi! Jednak jest to produkt dość... przeciętny. Poza naprawdę śliczną kompozycją zapachową niestety nie reprezentuje sobą żadnych ciekawych wartości kosmetycznych. Jest to zupełnie zwyczajny balsam do ciała, który nawet zbyt dobrze nie nawilża - na pewno nie wystarczająco jak na moje potrzeby (nie są bardzo wygórowane). Jestem w stanie zrozumieć zachwyt kosmetykami B&BW, bo rzeczywiście zapachy mogą być obłędne (sądząc po tym, który posiadam), ale ja jednak mimo wszystko chciałabym choć odrobiny właściwości pielęgnacyjnych, które tłumaczyłyby wysoką cenę tego produktu. Nie wykluczam, że jeżeli będę miała możliwość nabyć coś B&BW stacjonarnie, czyli najpierw poniuchać i pomacać, to być może się jeszcze skuszę, ale tylko w ramach własnej fanaberii, bo nadzieję na super działanie raczej włożę między bajki. Myślę, że bardziej odpowiednią nazwą dla tego produktu byłyby "Perfumy w kremie/balsamie" i zastosowanie tutaj słowa "krem/balsam" określałoby li i tylko konsystencję kosmetyku. Jestem troszkę zawiedziona, bo spodziewałam się więcej, ale w kosmetycznym świecie już nie raz taki zawód mnie spotkał i czeka mnie ich pewnie jeszcze wiele :).
PLUSY:
- największy plus - zapach - prześliczny, perfumowy, słodki - super!
- przyjemna konsystencja
- łatwo się wchłania
- zapach pozostaje wyczuwalny stosunkowo długo
- bardzo ładny design opakowania
- wygodne otwarcie/zamknięcie
- nie testowany na zwierzętach
- nie pozostawia wyczuwalnej warstwy na skórze (wyczuwalnej w sensie dotykowym ;))
MINUSY:
- bardzo słabe właściwości pielęgnacyjne
- kiepsko nawilża
- w składzie plejada parabenów i tym podobnych ;)
- cena - ok. 39zł za 236ml
OCENA OGÓLNA:
3+/6
Miałyście do czynienia z kosmetykami Bath & Body Works? Może akurat ta edycja zapachowa ma takie słabe właściwości pielęgnacyjne, a inne ich kosmetyki są fenomenalne? Jest jakaś nadzieja w innych seriach zapachowych? A może uważacie, że za wiele wymagałam od tego produktu i macie inne zdanie na jego temat? Dajcie koniecznie znać, bo zapachami B&BW bardzo mnie kusi i nie chciałabym, żeby moja przygoda z tą firmą tak szybko się skończyła ;).
środa, 7 sierpnia 2013
Bielenda - Bikini - Nawilżające mleczko do opalania SPF 30, Nawilżający balsam utrwalający opaleniznę
Lato w pełni, więc ja mam dla Was recenzję dwóch produktów do opalania Bielendy, które towarzyszyły mi w Bułgarii, a mianowicie Nawilżającego mleczka do opalania SPF 30 oraz Nawilżającego balsamu utrwalającego opaleniznę z linii Bielenda Bikini.
PLUSY:
- bardzo przyjemny zapach
- wodoodporna formuła - sprawdzone na basenie :)
- pomimo obecności ochrony przeciwsłonecznej, odrobinę się opalamy, ale nie dochodzi do poparzeń, ani zaczerwienień
- design opakowania podoba mi się znacznie bardziej niż zeszłoroczny (tutaj post z zeszłego roku)
- brak parabenów w składzie
- szczelne zamknięcie na "klik"
- łatwo się wchłania
- nie bieli
- nie zapchało mnie, a stosowałam je również na twarz
- cena - 18zł za 200ml - może być (chociaż znam tańsze...)
MINUSY:
- forma mleczka - ja preferuję olejki
- niewygodne, pod względem użytkowym, opakowanie - dla mnie numerem jeden są spraye - przeboleję formę mleczka, byleby było w sprayu ;)
- słabo nawilża - pomimo smarowania się nim dość szybko miałam wysuszoną skórę (zwłaszcza podudzia)
- DMDM Hydantoin w składzie (skład jest bardzo zbliżony do zeszłorocznej edycji produktu, jego analiza znajduje się w tym poście)
OCENA OGÓLNA:
4-/6
Spodziewałam się po tym produkcie trochę więcej, zwłaszcza patrząc na obietnicę nawilżenia. Moje podudzia mają szaloną tendencję do przesuszania się i właściwie tego nawilżenia w lecie potrzeba mi najbardziej, a było niestety tak sobie. Oczywiście - od razu po nałożeniu produktu - bomba - fajnie się wchłaniał i skóra była gładka. Ale już 2 godziny później pojawiały się suchelce :/. Ocena skoczyłaby na pewno w górę, gdyby zdecydowano się ten produkt zamknąć w buteleczce z rozpylaczem - to by zwiększyło wygodę używania, tym bardziej dla osób, które tak jak ja - ogólnie nie przepadają za formułą mleczka. Żałuję, że firma Bielenda nie chce zrezygnować z pakowania do swoich produktów składnika o nazwie DMDM Hydantoin - możecie o nim więcej przeczytać w poście, który podlinkowałam w minusach.
PLUSY:
- ponownie - bardzo przyjemny zapach
- design opakowania lepszy niż zeszłoroczny (tutaj post z zeszłego roku)
- brak parabenów w składzie
- szczelne zamknięcie na "klik"
- łatwo się wchłania
- daje uczucie ulgi i nawilżenia
- nawilża lepiej niż mleczko do opalania
- nie bieli
- nie zapchał mnie
- cena - 15zł za 200ml
MINUSY:
- nie potrafię stwierdzić czy przedłuża/pogłębia opaleniznę... wydaje mi się, że to trochę chwyt marketingowy ;)
- niestety nie pomaga na poparzenia słoneczne (niestety przytrafiło mi się to - z mojej własnej winy :/) - nie zauważyłam aby przyspieszył regenerację i znikanie zaczerwienienia
- DMDM Hydantoin w składzie
OCENA OGÓLNA:
4+/6
Ten produkt polubiłam bardziej od jego poprzednika, ale ponownie - gdyby jeszcze był w sprayu to już byłoby naprawdę super ;). Żałuję, że nie pomógł mi za bardzo przy poparzonych ramionach i męczyłam się przez kilka dni pod parasolem, bo piekło i szczypało :(. Liczyłam na to, że będzie miał takie właściwości. Trochę żałuję też, że nie ma właściwości chłodzących, które przynosiłyby ulgę dla zgrzanej skóry. Jednak poza tym (no i tym paskudnym DMDM Hydantoin w składzie) to nie mam mu zasadniczo nic do zarzucenia. Nie potrafię stwierdzić czy pogłębił opaleniznę - da się w ogóle coś takiego zaobserwować? :D. Ogólnie - całkiem dobry produkt za dobrą cenę, ale nie podbił mojego serca na tyle, żebym się nim zachwyciła.
Bielenda - Bikini - Nawilżające mleczko do opalania SPF 30
PLUSY:
- bardzo przyjemny zapach
- wodoodporna formuła - sprawdzone na basenie :)
- pomimo obecności ochrony przeciwsłonecznej, odrobinę się opalamy, ale nie dochodzi do poparzeń, ani zaczerwienień
- design opakowania podoba mi się znacznie bardziej niż zeszłoroczny (tutaj post z zeszłego roku)
- brak parabenów w składzie
- szczelne zamknięcie na "klik"
- łatwo się wchłania
- nie bieli
- nie zapchało mnie, a stosowałam je również na twarz
- cena - 18zł za 200ml - może być (chociaż znam tańsze...)
MINUSY:
- forma mleczka - ja preferuję olejki
- niewygodne, pod względem użytkowym, opakowanie - dla mnie numerem jeden są spraye - przeboleję formę mleczka, byleby było w sprayu ;)
- słabo nawilża - pomimo smarowania się nim dość szybko miałam wysuszoną skórę (zwłaszcza podudzia)
- DMDM Hydantoin w składzie (skład jest bardzo zbliżony do zeszłorocznej edycji produktu, jego analiza znajduje się w tym poście)
OCENA OGÓLNA:
4-/6
Spodziewałam się po tym produkcie trochę więcej, zwłaszcza patrząc na obietnicę nawilżenia. Moje podudzia mają szaloną tendencję do przesuszania się i właściwie tego nawilżenia w lecie potrzeba mi najbardziej, a było niestety tak sobie. Oczywiście - od razu po nałożeniu produktu - bomba - fajnie się wchłaniał i skóra była gładka. Ale już 2 godziny później pojawiały się suchelce :/. Ocena skoczyłaby na pewno w górę, gdyby zdecydowano się ten produkt zamknąć w buteleczce z rozpylaczem - to by zwiększyło wygodę używania, tym bardziej dla osób, które tak jak ja - ogólnie nie przepadają za formułą mleczka. Żałuję, że firma Bielenda nie chce zrezygnować z pakowania do swoich produktów składnika o nazwie DMDM Hydantoin - możecie o nim więcej przeczytać w poście, który podlinkowałam w minusach.
Bielenda - Bikini - Nawilżający balsam utrwalający opaleniznę
PLUSY:
- ponownie - bardzo przyjemny zapach
- design opakowania lepszy niż zeszłoroczny (tutaj post z zeszłego roku)
- brak parabenów w składzie
- szczelne zamknięcie na "klik"
- łatwo się wchłania
- daje uczucie ulgi i nawilżenia
- nawilża lepiej niż mleczko do opalania
- nie bieli
- nie zapchał mnie
- cena - 15zł za 200ml
MINUSY:
- nie potrafię stwierdzić czy przedłuża/pogłębia opaleniznę... wydaje mi się, że to trochę chwyt marketingowy ;)
- niestety nie pomaga na poparzenia słoneczne (niestety przytrafiło mi się to - z mojej własnej winy :/) - nie zauważyłam aby przyspieszył regenerację i znikanie zaczerwienienia
- DMDM Hydantoin w składzie
OCENA OGÓLNA:
4+/6
Ten produkt polubiłam bardziej od jego poprzednika, ale ponownie - gdyby jeszcze był w sprayu to już byłoby naprawdę super ;). Żałuję, że nie pomógł mi za bardzo przy poparzonych ramionach i męczyłam się przez kilka dni pod parasolem, bo piekło i szczypało :(. Liczyłam na to, że będzie miał takie właściwości. Trochę żałuję też, że nie ma właściwości chłodzących, które przynosiłyby ulgę dla zgrzanej skóry. Jednak poza tym (no i tym paskudnym DMDM Hydantoin w składzie) to nie mam mu zasadniczo nic do zarzucenia. Nie potrafię stwierdzić czy pogłębił opaleniznę - da się w ogóle coś takiego zaobserwować? :D. Ogólnie - całkiem dobry produkt za dobrą cenę, ale nie podbił mojego serca na tyle, żebym się nim zachwyciła.
Pozostałe posty na temat różnych produktów do opalania, a także post o działaniu filtrów, znajdziecie tutaj --> filtry UV.
poniedziałek, 6 maja 2013
EOS - Evolution of Smooth - Organic Lip Balm Smooth Sphere - Strawberry Sorbet - balsam do ust
Na jajeczko od EOS czaiłam się dość długo, aż w końcu jakieś 2 miesiące temu zdecydowałam się na dorzucenie go do większych zakupów na cocolita.pl (aktualnie nie mają go już w sprzedaży, ale widziałam dużo ofert na allegro). Intrygował mnie design opakowania i dobre opinie, a jako kosmetykoholiczka po prostu musiałam w końcu sama go wypróbować. I co? Jajeczko bardzo ładne, fajny gadżet, ale czy dobry kosmetyk? Przekonajmy się...
PLUSY:
- fajny, nowoczesny design
- wygodna aplikacja - nawet lepsza od standardowych balsamów w pomadce - jednocześnie smarujemy dolną i górną wargę
- łatwo znaleźć go w torebce ze względu na kształt :D
- zamykanie na "klik" - mamy pewność, że się nie otworzy w czeluściach torby
- przyjemny zapach - ja mam wersję truskawkową
- słodki, owocowy smak
- lekka konsystencja - nie lepi się
- bardzo wydajny
- dobry skład - wg producenta - w 100% naturalny, w 95% organiczny
MINUSY:
- nie nawilża
- nie wygładza
- nadaje się chyba tylko do bezproblemowych ust, bo nie robi nic...
- cena - różnie od 20 do nawet 30zł - jak na balsam do ust to bardzo dużo
- dość twardy
- trudno dostępny - aktualnie chyba jedynie na allegro
OCENA OGÓLNA:
1+/6
Drogi, gadżeciarski bubel... Przykro mi, że mnie tak zawiódł. Plusa dostaje tylko i wyłącznie za to, że jest po prostu ładny, przyjemnie pachnie i smakuje. Ale czy po to kupuje się balsamy do ust? No nie do końca... W ogóle nie nawilża - usta nim posmarowane, a nawet smarowane cały dzień - co godzinę (bo taki eksperyment też zrobiłam) wyglądają dokładnie tak samo jakbym nie nakładała na nie zupełnie nic. Chyba każdy balsam do ust jaki kiedykolwiek miałam działał lepiej od tego dizajnerskiego cudaka i w ogóle nie rozumiem zachwytów nad nim... Moje usta w zimie są bardzo wysuszone, ale teraz - wiosną - nie robią aż takich problemów, a EOS nawet z najbardziej podstawowym, lekkim wysuszeniem sobie nie radzi. Nie polecam - wydacie tylko sporo kasy, a nie dostaniecie w zamian żadnej pielęgnacji. Już lepiej wydać piątaka na Tisane, który działa o niebo lepiej i też ładnie pachnie. Nie wiem czy uda mi się toto ustrojstwo zużyć, bo w związku z tym, że jest dość twardy to wydajna z niego cholera, a ja nie wiem po co mam używać czegoś co nie działa...
SKŁAD:
Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Beeswax/Cera Alba (Cire D'abeille)*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Natural Flavor (Aroma), Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Stevia Rebaudiana Leaf/Stem Extract*, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Extract*, Limonene**, Linalool**
*składnik organiczny **składnik naturalny
PLUSY:
- fajny, nowoczesny design
- wygodna aplikacja - nawet lepsza od standardowych balsamów w pomadce - jednocześnie smarujemy dolną i górną wargę
- łatwo znaleźć go w torebce ze względu na kształt :D
- zamykanie na "klik" - mamy pewność, że się nie otworzy w czeluściach torby
- przyjemny zapach - ja mam wersję truskawkową
- słodki, owocowy smak
- lekka konsystencja - nie lepi się
- bardzo wydajny
- dobry skład - wg producenta - w 100% naturalny, w 95% organiczny
MINUSY:
- nie nawilża
- nie wygładza
- nadaje się chyba tylko do bezproblemowych ust, bo nie robi nic...
- cena - różnie od 20 do nawet 30zł - jak na balsam do ust to bardzo dużo
- dość twardy
- trudno dostępny - aktualnie chyba jedynie na allegro
OCENA OGÓLNA:
1+/6
Drogi, gadżeciarski bubel... Przykro mi, że mnie tak zawiódł. Plusa dostaje tylko i wyłącznie za to, że jest po prostu ładny, przyjemnie pachnie i smakuje. Ale czy po to kupuje się balsamy do ust? No nie do końca... W ogóle nie nawilża - usta nim posmarowane, a nawet smarowane cały dzień - co godzinę (bo taki eksperyment też zrobiłam) wyglądają dokładnie tak samo jakbym nie nakładała na nie zupełnie nic. Chyba każdy balsam do ust jaki kiedykolwiek miałam działał lepiej od tego dizajnerskiego cudaka i w ogóle nie rozumiem zachwytów nad nim... Moje usta w zimie są bardzo wysuszone, ale teraz - wiosną - nie robią aż takich problemów, a EOS nawet z najbardziej podstawowym, lekkim wysuszeniem sobie nie radzi. Nie polecam - wydacie tylko sporo kasy, a nie dostaniecie w zamian żadnej pielęgnacji. Już lepiej wydać piątaka na Tisane, który działa o niebo lepiej i też ładnie pachnie. Nie wiem czy uda mi się toto ustrojstwo zużyć, bo w związku z tym, że jest dość twardy to wydajna z niego cholera, a ja nie wiem po co mam używać czegoś co nie działa...
SKŁAD:
Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Beeswax/Cera Alba (Cire D'abeille)*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Natural Flavor (Aroma), Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Stevia Rebaudiana Leaf/Stem Extract*, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Extract*, Limonene**, Linalool**
*składnik organiczny **składnik naturalny
TAG:
balsam,
balsam do ust,
EOS,
usta
niedziela, 21 października 2012
Anatomicals - Stop Cracking Up Lip Balm - balsam do ust + Lush - zamówienie?
PLUSY:
- cudowna konsystencja - miękka, delikatna, natłuszczająco-nawilżająca
- świetnie zmiękcza spierzchnięte wargi
- wygodny aplikator
- bardzo duża pojemność
- cena - 8zł
- przyjemne uczucie na ustach po posmarowaniu
- efekt tafli jak po transparentnym błyszczyku
- bardzo dobry skład
- fajne opakowanie - ciekawy design
- świetny, humorystyczny opis kosmetyku na opakowaniu
- nie klei się
MINUSY:
- brak zapachu/smaku
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Paczkę z kosmetykami Anatomicals udało mi się wygrać na Spotkaniu Śląskich Bloggerek. Od razu było widać, że to firma z "jajem" - założyciel ma chyba super poczucie humoru - opisy na opakowaniach produktów są świetne, a do tego jeszcze główne hasło firmy - "We only want you for your body" - SUPER! Nie miałam wcześniej przyjemności spotkać się z tymi kosmetykami, więc tym bardziej chętnie zabrałam się do testowania. Na pierwszy ogień poszedł balsam do ust. Ja niestety cierpię na notoryczne pierzchnięcie warg - dotychczas przetestowałam już wiele balsamów - w tym słynny Tisane i Carmex, ale ani jeden ani drugi nie spełnił moich oczekiwań w 100%. Tisane - niehigieniczna aplikacja ze słoiczka, chociaż wiem, że pojawiła się teraz wersja w pomadce - muszę wypróbować! Z kolei Carmex zapachowo mnie zabija - nawet wersja wiśniowa nie do końca mnie satysfakcjonuje... W przypadku balsamu Anatomicals z zapachem nie ma problemu - po prostu go nie ma - dla mnie to trochę minus, bo uwielbiam pachnące produkty do ust, ale niech będzie - przynajmniej mnie nie drażni ;). Największym plusem tego produktu jest jego konsystencja i uczucie jakie pozostawia na ustach - lekkie natłuszczenie i nawilżenie - taka śliskość, bardzo przyjemna, a przy tym nieklejąca! Co do działania na spierzchnięcia - nie mam zastrzeżeń! Usta są zmiękczone i nawilżone. Aplikator jest wygodny, a duża tubka wystarczy na długo. Ponadto cena jest bardzo zachęcająca - 8zł - aż nie mogłam uwierzyć, że to takie tanie! Na pewno zdecyduję się na bananową wersję tego balsamu, którą widziałam na stronie producenta - http://www.anatomicals.pl/, gdzie znajdziecie również możliwość zakupu ich produktów przez internet.
Osobiście - bardzo Wam polecam ten balsam - jeżeli wpadnie w Wasze łapki, to naprawdę warto go wypróbować!
- cudowna konsystencja - miękka, delikatna, natłuszczająco-nawilżająca
- świetnie zmiękcza spierzchnięte wargi
- wygodny aplikator
- bardzo duża pojemność
- cena - 8zł
- przyjemne uczucie na ustach po posmarowaniu
- efekt tafli jak po transparentnym błyszczyku
- bardzo dobry skład
- fajne opakowanie - ciekawy design
- świetny, humorystyczny opis kosmetyku na opakowaniu
- nie klei się
MINUSY:
- brak zapachu/smaku
OCENA OGÓLNA:
5+/6
Paczkę z kosmetykami Anatomicals udało mi się wygrać na Spotkaniu Śląskich Bloggerek. Od razu było widać, że to firma z "jajem" - założyciel ma chyba super poczucie humoru - opisy na opakowaniach produktów są świetne, a do tego jeszcze główne hasło firmy - "We only want you for your body" - SUPER! Nie miałam wcześniej przyjemności spotkać się z tymi kosmetykami, więc tym bardziej chętnie zabrałam się do testowania. Na pierwszy ogień poszedł balsam do ust. Ja niestety cierpię na notoryczne pierzchnięcie warg - dotychczas przetestowałam już wiele balsamów - w tym słynny Tisane i Carmex, ale ani jeden ani drugi nie spełnił moich oczekiwań w 100%. Tisane - niehigieniczna aplikacja ze słoiczka, chociaż wiem, że pojawiła się teraz wersja w pomadce - muszę wypróbować! Z kolei Carmex zapachowo mnie zabija - nawet wersja wiśniowa nie do końca mnie satysfakcjonuje... W przypadku balsamu Anatomicals z zapachem nie ma problemu - po prostu go nie ma - dla mnie to trochę minus, bo uwielbiam pachnące produkty do ust, ale niech będzie - przynajmniej mnie nie drażni ;). Największym plusem tego produktu jest jego konsystencja i uczucie jakie pozostawia na ustach - lekkie natłuszczenie i nawilżenie - taka śliskość, bardzo przyjemna, a przy tym nieklejąca! Co do działania na spierzchnięcia - nie mam zastrzeżeń! Usta są zmiękczone i nawilżone. Aplikator jest wygodny, a duża tubka wystarczy na długo. Ponadto cena jest bardzo zachęcająca - 8zł - aż nie mogłam uwierzyć, że to takie tanie! Na pewno zdecyduję się na bananową wersję tego balsamu, którą widziałam na stronie producenta - http://www.anatomicals.pl/, gdzie znajdziecie również możliwość zakupu ich produktów przez internet.
Osobiście - bardzo Wam polecam ten balsam - jeżeli wpadnie w Wasze łapki, to naprawdę warto go wypróbować!
Z serii - ogłoszenia parafialne - nie miałybyście ochoty na zamówienie z Lusha? Pojawiły się świąteczne produkty i noszę się z zamiarem poczynienia zamówienia, niestety wysyłka to 20 funtów - przy zbiorowym zamówieniu z pewnością wyszłoby znacznie taniej :). Dajcie znać w komentarzach, a ja wymyślę jakiś sposób na ogarnięcie tego :).
TAG:
Anatomicals,
balsam,
błyszczyk,
Lush,
usta
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Green Pharmacy - Balsam, olejek, eliksir - ziołowe cuda z apteki natury
Często w pielęgnacji włosów sięgam po przepisy na kosmetyki "z apteczki babuni" - ziołowe płukanki, wcierki, papki jajeczne itp. Firma Green Pharmacy wyszła na przeciw takim właśnie potrzebom konsumentek, tworząc kosmetyki oparte na ziołach i naturalnych składnikach. Oczywiście nie w 100% naturalnych - wystarczy spojrzeć na składy, ale wystarczająco naturalnych, aby zachęcić mnie do wypróbowania ich produktów.
Zapraszam Was dzisiaj do zbiorczej recenzji trzech produktów firmy Green Pharmacy do pielęgnacji włosów, które otrzymałam do przetestowania w ramach współpracy. Muszę przyznać, że początkowo byłam jedynie lekko zaciekawiona ich propozycjami, ale postanowiłam się skusić - jak na prawdziwą kosmetykoholiczkę przystało! Teraz już wiem, że gdybym nie podjęła tej współpracy, bardzo bym tego pożałowała :D.
Nie będę wystawiać osobnych ocen każdemu z tych produktów, bo po przetestowaniu kilku różnych konfiguracji doszłam do wniosku, że najlepiej sprawują się razem :), zaznaczę jednak cechy każdego z produktów, żebyście wiedziały czego się spodziewać :).
PLUSY:
- ziołowy zapach
- dobry skład
- łatwe zastosowanie
- cena - 6zł z 100ml
- bardzo wydajny
- dobrze się zmywa
- nie obciąża włosów
- spowalnia przetłuszczanie
- wygładza włosy
MINUSY:
- ziołowy zapach - pojawił się w plusach, bo wiem, że wiele osób lubi ziołowy aromat, mnie nie przypadł do gustu, ale nie jest też zabójczy - można się przyzwyczaić :)
PLUSY:
- przyjemny zapach
- świetnie wygładza włosy
- nadaje połysk
- łatwo się spłukuje
- nie obciąża włosów
- miękka butelka, dzięki czemu łatwo wydobyć z niej produkt
- cena - ok. 8zł za 300ml
MINUSY:
- parabeny w składzie
PLUSY:
- bardzo przyjemny zapach - ulubiony z całej trójki
- bardzo wygodna aplikacja za pomocą atomizera
- nie obciąża włosów
- ułatwia rozczesywanie
- cena - ok. 10zł za 250ml
MINUSY:
- parabeny w składzie
OCENA OGÓLNA:
6/6
Niestraszne mi parabeny w składzie, ani ziołowy zapach olejku! Zakochałam się w tych kosmetykach i z pewnością jeszcze po nie sięgnę, bo dawno nie miałam tak gładkich, błyszczących i zdrowo wyglądających włosów. Jeżeli miałyście kiedykolwiek robione trwałe prostowanie włosów keratyną, to pewnie pamiętacie to wspaniałe uczucie gładkich włosów - dokładnie takie włosy mam po użyciu tych trzech kosmetyków razem. Nie zdarzyło mi się to jeszcze przy żadnych innych kosmetykach do tego stopnia, dlatego ocena mogła być tylko jedna. Jeżeli chodzi o jakieś uwagi dotyczące poszczególnych produktów - wszystko umieściłam w ich plusach i minusach. Podobają mi się ziołowe wyciągi w składach, odpowiada mi łatwość aplikacji produktów, ale przede wszystkim cieszy mnie ich cena! Za około 25zł mam zestaw produktów, który daje mi efekt, który trudno byłoby uzyskać w salonie fryzjerskim. Pieję nad nimi z zachwytu i naprawdę gorąco Wam polecam rozejrzenie się za tymi produktami, bo po prostu warto. Dawno nie byłam tak zachwycona produktami do pielęgnacji włosów. Dodam jeszcze, że kosmetyki dobrze współpracują chyba z każdym szamponem, chociaż ja planuję tak czy siak wypróbować jeszcze szampon z Green Pharmacy. Jeśli chodzi o przeciwłupieżowe działanie olejku - nie jestem w stanie tego sprawdzić, ponieważ nie mam takiego problemu. Mam natomiast problem z wypadaniem włosów, z którym usilnie walczę od jakiegoś czasu, nie jestem więc w stanie stwierdzić czy aktualna poprawa jest wynikiem działania Eliksiru, czy wszystkich moich zabiegów razem ;). Cóż więcej mówić? Polecam!
P.S. Bardzo się ucieszyłam, gdy po wkroczeniu na stronę internetową Green Pharmacy okazało się, że produkują oni nie tylko produkty do włosów, ale też do pielęgnacji ciała i twarzy - oj będę musiała się mocno rozejrzeć po drogeriach, bo bardzo bym chciała przetestować ich możliwości w tej dziedzinie :D.
Zapraszam Was dzisiaj do zbiorczej recenzji trzech produktów firmy Green Pharmacy do pielęgnacji włosów, które otrzymałam do przetestowania w ramach współpracy. Muszę przyznać, że początkowo byłam jedynie lekko zaciekawiona ich propozycjami, ale postanowiłam się skusić - jak na prawdziwą kosmetykoholiczkę przystało! Teraz już wiem, że gdybym nie podjęła tej współpracy, bardzo bym tego pożałowała :D.
Nie będę wystawiać osobnych ocen każdemu z tych produktów, bo po przetestowaniu kilku różnych konfiguracji doszłam do wniosku, że najlepiej sprawują się razem :), zaznaczę jednak cechy każdego z produktów, żebyście wiedziały czego się spodziewać :).
PLUSY:
- ziołowy zapach
- dobry skład
- łatwe zastosowanie
- cena - 6zł z 100ml
- bardzo wydajny
- dobrze się zmywa
- nie obciąża włosów
- spowalnia przetłuszczanie
- wygładza włosy
MINUSY:
- ziołowy zapach - pojawił się w plusach, bo wiem, że wiele osób lubi ziołowy aromat, mnie nie przypadł do gustu, ale nie jest też zabójczy - można się przyzwyczaić :)
- przyjemny zapach
- świetnie wygładza włosy
- nadaje połysk
- łatwo się spłukuje
- nie obciąża włosów
- miękka butelka, dzięki czemu łatwo wydobyć z niej produkt
- cena - ok. 8zł za 300ml
MINUSY:
- parabeny w składzie
- bardzo przyjemny zapach - ulubiony z całej trójki
- bardzo wygodna aplikacja za pomocą atomizera
- nie obciąża włosów
- ułatwia rozczesywanie
- cena - ok. 10zł za 250ml
MINUSY:
- parabeny w składzie
OCENA OGÓLNA:
6/6
Niestraszne mi parabeny w składzie, ani ziołowy zapach olejku! Zakochałam się w tych kosmetykach i z pewnością jeszcze po nie sięgnę, bo dawno nie miałam tak gładkich, błyszczących i zdrowo wyglądających włosów. Jeżeli miałyście kiedykolwiek robione trwałe prostowanie włosów keratyną, to pewnie pamiętacie to wspaniałe uczucie gładkich włosów - dokładnie takie włosy mam po użyciu tych trzech kosmetyków razem. Nie zdarzyło mi się to jeszcze przy żadnych innych kosmetykach do tego stopnia, dlatego ocena mogła być tylko jedna. Jeżeli chodzi o jakieś uwagi dotyczące poszczególnych produktów - wszystko umieściłam w ich plusach i minusach. Podobają mi się ziołowe wyciągi w składach, odpowiada mi łatwość aplikacji produktów, ale przede wszystkim cieszy mnie ich cena! Za około 25zł mam zestaw produktów, który daje mi efekt, który trudno byłoby uzyskać w salonie fryzjerskim. Pieję nad nimi z zachwytu i naprawdę gorąco Wam polecam rozejrzenie się za tymi produktami, bo po prostu warto. Dawno nie byłam tak zachwycona produktami do pielęgnacji włosów. Dodam jeszcze, że kosmetyki dobrze współpracują chyba z każdym szamponem, chociaż ja planuję tak czy siak wypróbować jeszcze szampon z Green Pharmacy. Jeśli chodzi o przeciwłupieżowe działanie olejku - nie jestem w stanie tego sprawdzić, ponieważ nie mam takiego problemu. Mam natomiast problem z wypadaniem włosów, z którym usilnie walczę od jakiegoś czasu, nie jestem więc w stanie stwierdzić czy aktualna poprawa jest wynikiem działania Eliksiru, czy wszystkich moich zabiegów razem ;). Cóż więcej mówić? Polecam!
P.S. Bardzo się ucieszyłam, gdy po wkroczeniu na stronę internetową Green Pharmacy okazało się, że produkują oni nie tylko produkty do włosów, ale też do pielęgnacji ciała i twarzy - oj będę musiała się mocno rozejrzeć po drogeriach, bo bardzo bym chciała przetestować ich możliwości w tej dziedzinie :D.
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Bielenda - Awokado - Cera sucha i odwodniona - Masło do ciała
PLUSY:
- prześliczny, słodkawo-owocowy zapach, taki tropikalny - przypomina zapach melona, tak samo jak peeling z tej serii
- super konsystencja - taka maślana - świetnie się rozsmarowuje
- bardzo dobrze się wchłania - pozostawia delikatnie tłustawy film na skórze, który jednak szybko się wchłania
- nie roluje się na skórze
- bardzo wydajne - dzięki temu, że dobrze się rozsmarowuje
- 200ml za ok. 15zł - zupełnie normalna i przystępna
- dostępne praktycznie w każdej drogerii
- zapach nie utrzymuje się jakoś nadmiernie długo na skórze, co mogłoby kolidować z naszymi perfumami, jest wyczuwalny po aplikacji, a z czasem się neutralizuje
- super nawilża skórę, zwłaszcza po opalaniu - dało nawet radę moim wiecznie łuszczącym się łydkom!
- bardzo dobry skład
MINUSY:
- gdyby tak jeszcze chciało samo rozsmarowywać się na ciele... żartuję oczywiście - ja minusów nie widzę :D
OCENA OGÓLNA:
6/6
Kolejny świetny produkt od Bielendy - bardzo polubiłam to masełko. Dla fanek zapachu melona wręcz ideał. Nie mogę się właściwie do niczego tutaj przyczepić, a tylko moją winą jest to, że nie potrafię tego typu kosmetyków używać regularnie :(. Mimo to, jeśli chodzi o działanie doraźne na przesuszone łydeczki - działa fenomenalnie. Myślę, że szczególnie przyjemnie będzie się go używało latem, kiedy skóra szczególnie potrzebuje dobrego nawilżenia, a zapach pogłębi wakacyjny nastrój :D. Polecam suchelcom :D!
- prześliczny, słodkawo-owocowy zapach, taki tropikalny - przypomina zapach melona, tak samo jak peeling z tej serii
- super konsystencja - taka maślana - świetnie się rozsmarowuje
- bardzo dobrze się wchłania - pozostawia delikatnie tłustawy film na skórze, który jednak szybko się wchłania
- nie roluje się na skórze
- bardzo wydajne - dzięki temu, że dobrze się rozsmarowuje
- 200ml za ok. 15zł - zupełnie normalna i przystępna
- dostępne praktycznie w każdej drogerii
- zapach nie utrzymuje się jakoś nadmiernie długo na skórze, co mogłoby kolidować z naszymi perfumami, jest wyczuwalny po aplikacji, a z czasem się neutralizuje
- super nawilża skórę, zwłaszcza po opalaniu - dało nawet radę moim wiecznie łuszczącym się łydkom!
- bardzo dobry skład
MINUSY:
- gdyby tak jeszcze chciało samo rozsmarowywać się na ciele... żartuję oczywiście - ja minusów nie widzę :D
OCENA OGÓLNA:
6/6
Kolejny świetny produkt od Bielendy - bardzo polubiłam to masełko. Dla fanek zapachu melona wręcz ideał. Nie mogę się właściwie do niczego tutaj przyczepić, a tylko moją winą jest to, że nie potrafię tego typu kosmetyków używać regularnie :(. Mimo to, jeśli chodzi o działanie doraźne na przesuszone łydeczki - działa fenomenalnie. Myślę, że szczególnie przyjemnie będzie się go używało latem, kiedy skóra szczególnie potrzebuje dobrego nawilżenia, a zapach pogłębi wakacyjny nastrój :D. Polecam suchelcom :D!
Jeszcze pytanie na koniec - podoba Wam się aktualny design bloga, czy lepiej wrócić do poprzedniego - różowego z piwoniami?
TAG:
balsam,
Bielenda,
ciało,
masło do ciała
środa, 30 listopada 2011
Figs & Rouge - Rambling Rose 100% Organic Balm - organiczny balsam do ust
PLUSY:
- przyjemny zapach - naturalnej dzikiej róży, mnie osobiście kojarzy się jednak bardziej z zapachem geranium (pelargonii)
- fantastycznie zmiękcza usta (chyba nawet lepiej niż Carmex)
- ślicznie nabłyszcza
- przyjemnie się aplikuje - jest miękki i łatwo poddaje się temperaturze skóry
- prześliczna szata graficzna - taka nawiązująca do sztuki secesyjnej, a przecież ja kocham Muchę <3
- nie lepi się
- dobry skład, w dodatku organiczny
- cena - 18,50zł za taki przyjemny gadżet, który pomaga naszym ustom - wydaje się w porządku
MINUSY:
- nie polecam noszenia go w kieszeni, bo gdy mocno się nagrzeje robi się bardzo płynny co grozi wylaniem
- pierwsze otwieranie to była katorga, zupełnie nie umiałam sobie poradzić z tym metalowym pudełeczkiem, ale po kilku(nastu) próbach udało się i potem było już ok :)
- aplikacja palcem - niehigieniczna - dlatego nie przepadam za tego typu balsamami, ale z chęcią wykorzystam go stosując przed snem, na noc
OCENA OGÓLNA:
5/6
Pod względem właściwości pielęgnacyjnych i zapachu pobija nawet Carmex - zdecydowanie wolę tą pelargonio-różę od kamfory (błe!). Cudnie zmiękcza i nabłyszcza usta jak błyszczyk, zdecydowanie super opcja na zimę, ale... Ach ta aplikacja paluchem... To chyba największa wada, bo zdecydowanie nie należy do higienicznych, dlatego też zajął stałe miejsce na szafce obok łóżka, tym bardziej, że w kieszeni i tak go nie ponoszę, bo bardzo szybko się topi, a nie chciałabym tłustej plamy na spodniach ;). Ogólnie rzecz biorąc jest to kosmetyk godny polecenia ze względu na super efektywną pielęgnację ust. Na opakowaniu napisano, że nadaje się też do twarzy i ciała, ale takiej opcji nie próbowałam - wydaje mi się za tłusty... Jedyne co wypróbowałam, to jego działanie na podrażnioną chusteczkami skórę pod nosem - nie szczypie i łagodzi - za to duży plus.
- przyjemny zapach - naturalnej dzikiej róży, mnie osobiście kojarzy się jednak bardziej z zapachem geranium (pelargonii)
- fantastycznie zmiękcza usta (chyba nawet lepiej niż Carmex)
- ślicznie nabłyszcza
- przyjemnie się aplikuje - jest miękki i łatwo poddaje się temperaturze skóry
- prześliczna szata graficzna - taka nawiązująca do sztuki secesyjnej, a przecież ja kocham Muchę <3
- nie lepi się
- dobry skład, w dodatku organiczny
- cena - 18,50zł za taki przyjemny gadżet, który pomaga naszym ustom - wydaje się w porządku
MINUSY:
- nie polecam noszenia go w kieszeni, bo gdy mocno się nagrzeje robi się bardzo płynny co grozi wylaniem
- pierwsze otwieranie to była katorga, zupełnie nie umiałam sobie poradzić z tym metalowym pudełeczkiem, ale po kilku(nastu) próbach udało się i potem było już ok :)
- aplikacja palcem - niehigieniczna - dlatego nie przepadam za tego typu balsamami, ale z chęcią wykorzystam go stosując przed snem, na noc
OCENA OGÓLNA:
5/6
Pod względem właściwości pielęgnacyjnych i zapachu pobija nawet Carmex - zdecydowanie wolę tą pelargonio-różę od kamfory (błe!). Cudnie zmiękcza i nabłyszcza usta jak błyszczyk, zdecydowanie super opcja na zimę, ale... Ach ta aplikacja paluchem... To chyba największa wada, bo zdecydowanie nie należy do higienicznych, dlatego też zajął stałe miejsce na szafce obok łóżka, tym bardziej, że w kieszeni i tak go nie ponoszę, bo bardzo szybko się topi, a nie chciałabym tłustej plamy na spodniach ;). Ogólnie rzecz biorąc jest to kosmetyk godny polecenia ze względu na super efektywną pielęgnację ust. Na opakowaniu napisano, że nadaje się też do twarzy i ciała, ale takiej opcji nie próbowałam - wydaje mi się za tłusty... Jedyne co wypróbowałam, to jego działanie na podrażnioną chusteczkami skórę pod nosem - nie szczypie i łagodzi - za to duży plus.
Bardzo dziękuję Pani Aleksandrze z drogerii internetowej alledrogeria.pl, od której dostałam balsam do przetestowania. Balsam do kupienia jest tutaj.
TAG:
balsam,
Figs and Rouge,
usta
Subskrybuj:
Posty (Atom)



