sobota, 24 listopada 2012

Batiste - Blush - Dry Shampoo - suchy szampon do włosów

Paczkę od kosmetykomania.pl dostałam dosłownie kilka dni temu i pierwszym wypróbowanym kosmetykiem był suchy szampon Batiste Blush. Tak bardzo podbił moje serce, że postanowiłam się z Wami jak najszybciej podzielić moimi wrażeniami! Zapraszam na recenzję!

PLUSY:
- piękny zapach <3
- świetnie odświeża włosy
- efekt odświeżenia utrzymuje się cały dzień (oczywiście o ile nie maltretujemy włosów...)
- śliczne opakowanie :D
- bardzo łatwy w użyciu
- błyskawiczny w użyciu - nie trzeba czekać
- po zakończeniu "manewrów włosowych" ze swoim udziałem nie pozostawia "pobielonych" włosów
- cena - 14,99zł na kosmetykomania.pl - tutaj
- zwiększa objętość włosów
- nie zauważyłam żadnego negatywnego wpływu na włosy ani skórę głowy
- dostępne różne wersje zapachowe - dużo! :D
MINUSY:
- nie zauważyłam... może ewentualnie lekkie matowienie włosów, ale wolę to niż przetłuszczone strąki :D
OCENA OGÓLNA:
6/6
Kiedy jakieś 2 lata temu (może więcej - nie pamiętam ;)) usłyszałam pierwszy raz o suchych szamponach do włosów, właśnie tym pierwszym egzemplarzem, który zaprezentował się mym oczom, bodajże na jutubowym filmiku, był Batiste Blush. Od tamtego czasu wypróbowałam już kilka różnych rodzajów suchych szamponów z kilku firm, jedne były lepsze, inne gorsze, ale nie miałam jakoś nigdy okazji wypróbować tego "pierwowzoru", który w mojej głowie urósł do rangi nieznanego ideału. Tak sobie w głowie jakoś ułożyłam, że ten Batiste to jakieś cudo musi być i już :D. Trochę wody w rzece upłynęło, a mnie w końcu - dzięki uprzejmości drogerii internetowej kosmetykomania.pl nareszcie nadarzyła się okazja wypróbować ten wyidealizowany specyfik. I co myślę? Chyba miałam rację! Muszę przyznać, że przez moją kosmetyczkę przewinęło się co najmniej 5 różnych rodzajów suchych szamponów, ale żaden nie dał mi takiego efektu jak Batiste Blush. No i żaden też tak cudnie nie pachniał <3. Moje włosy mają tendencję do przetłuszczania się i zazwyczaj myję je co 2 dni - pierwszego dnia wyglądają ok, drugiego - zazwyczaj jestem zmuszona je związać, uprzednio podtapirowując i wyczyniając kombinację, aby nie wyglądały jak po starciu z krowim jęzorem ;). Dzięki Batiste Blush spokojnie mogę wyjść 2 dnia z domu nie tylko bez większych kombinacji przy układaniu włosów w kucyka, ale nawet z rozpuszczonymi włosami, co jest dużym osiągnięciem. Generalnie jestem zachwycona i pozostanę wierna już chyba forever&ever, zwłaszcza, że oprócz wersji zapachowej Blush jest jeszcze całe mnóstwo innych - chcę wypróbować wszystkie :D!. Cena mi się podoba - porównywalna do innych tego typu produktów, wydajność również podobna, ale efekt znacznie lepszy. Nie mam zamiaru już się bawić z innymi suchymi szamponami, bo chyba odkryłam swój ideał :D.
Jeśli się jeszcze zastanawiacie nad nim to już nie wiem jakich użyć słów, żeby Was przekonać. Ja go uwielbiam i jest moim numerem 1 <3.

piątek, 23 listopada 2012

Życie na uczelni czyli... co ja robię tu?!

Jako że ostatnio bloga zaniedbuję karygodnie, to przybywam z małym wytłumaczeniem i postem ciekawostkowym na temat życia na uczelni na II roku stomatologii :). Nareszcie zaczęły nam się ćwiczenia ze stomatologii zachowawczej przedklinicznej, na których możemy sobie powiercić! W końcu dano nam do dyspozycji unity stomatologiczne i fantomowe "gębusie" do uprawiania dentystycznych herezji :D.

moja współlokatorka/kumpela z grupy i również Częstochowianka - Ania - w akcji :D

kumpel z grupy - Daniel, współdzielimy ten sam rok urodzenia i wspieramy się w swojej starości na bieżąco :D

Mój osobisty plastikowy pacjent wygląda tak:
To aktualnie chyba moje ulubione zajęcia - nareszcie widzę, że robię coś, co rzeczywiście mi się w przyszłości przyda, bo na niektórych innych dostajemy już głupawki, co widać na załączonym obrazku (podczas ćwiczeń z fizjologii) :
Mam nadzieję, że Daniel nie zagląda na mojego bloga hihi :D.
Fizjologia nie zawsze jest jednak aż taka błee - ostatnio miałam szansę poznać w końcu - po 24 latach życia w błogiej nieświadomości, swoją grupę krwi...

Kto wie jaką mam? :D

A tu jeszcze fotki z praktyk wakacyjnych:


Przykro mi, że blog ostatnio cierpi na tym, że nie mam na nic czasu, bo niestety mam sporo nauki, ale powiem Wam jedno... Nie zamieniłabym tych studiów na nic innego! <3

niedziela, 18 listopada 2012

Rilastil Deliskin - krem do skóry delikatnej z problemami naczynkowymi

PLUSY:
- dobra "smarowalność" ;)
- pistacjowy kolor
- nienachalny zapach, choć nieco chemiczny/farmaceutyczny
- szybko się wchłania, może nie do matu, ale prawie
- lekko nawilża
- nie podrażnia
- niweluje zaczerwienienia
- nadaje się pod makijaż
- łagodzi, koi skórę
- jest nietłusty, nie wpływa na szybsze przetłuszczanie, chyba wręcz przeciwnie
- wydajny
- dużo wyciągów naturalnych
MINUSY:
- może uwrażliwiać na słońce - zawiera dziurawiec
- cena - ok. 60zł
OCENA OGÓLNA:
4+/6
Dość przyzwoity krem, który wykazuje rzeczywiście działanie na naczynka. Wątpię, żeby pomógł osobom, u których ten problem jest zaawansowany, ale w moim przypadku - kiedy zaczerwienienie pojawia się zazwyczaj jedynie zimą, jest wystarczający. Prawdopodobnie sprawdzi się też jako środek prewencyjny, więc zamierzam go zimą regularnie używać. Podoba mi się fakt, że krem ma kolor pistacjowy i z miejsca nieco niweluje widoczność zaczerwienień. Mam wrażenie, że pomógł na rozszerzone "pajączki" w okolicy nosa - jest ich jakby mniej i są mniej widoczne. Myślę, że idealnie się sprawdzi u osób, u których naczynka i zaczerwienienia pojawiają się zwłaszcza w chłodniejszych porach roku - tak jak u mnie. Jestem z niego dość zadowolona, jednak cena trochę odstrasza. Niepokojącą cechą jest obecność wyciągu z dziurawca, który ma działanie fotouczulające, dlatego osobiście radziłabym zastosowanie filtra (lub - tak jak ja, BB kremu, który zawiera filtr), natomiast latem chyba z tego kremu zrezygnuję - jest to kolejny fakt przemawiający za tym, by traktować ten produkt jako  typowo zimowy (tak czy siak stosujemy filtr, gdyż fale UV odbite od śniegu są bardzo silne, choć nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy!). Duży plus za delikatne właściwości nawilżające - idealne na zimę, kiedy cera jest przesuszona od ogrzewania w domach, a jednocześnie nadmierne nawilżenie nie jest wskazane, gdy wychodzimy na dwór. Krem dobrze się sprawdza pod makijażem - podkład się na nim nie roluje.


wtorek, 13 listopada 2012

Celia Nude - Nawilżająca pomadka-błyszczyk - zanudziłam się?

Tak, tak, tak! W końcu je mam! Jedne z najsłynniejszych ostatnio na blogach pomadek w końcu są w moim posiadaniu :D. Oczywiście jako patologiczna kosmetykoholiczka nie mogłam wziąć jednej i tym sposobem mam 3 :D. Chcecie wiedzieć co myślę o nich? Zapraszam niżej :).
PLUSY:
- śliczny winogronowy zapach
- cudne, trochę transparentne kolory - no i cała gama nudziaków - uwielbiam!
- piękny połysk
- właściwości nawilżające
- przyzwoita trwałość
- estetyczne pudełeczko i porządne, metalowe opakowanie z zamykaniem na "klik"
- cena - ja zapłaciłam 11zł, ale oscyluje w okolicach 10zł
- przyjemna, łatwo rozprowadzająca się na ustach konsystencja
- polska marka!
MINUSY:
- wydajność
- dostępność
OCENA OGÓLNA:
6/6
Dla mnie to strzał w dziesiątkę! Dokładnie takiego efektu szukałam i w końcu jest! Zakochałam się na zabój w tych pomadkach i z pewnością kupię jeszcze nie raz! Jeżeli szukacie takiego efektu możecie kupować w ciemno, ja się zastanawiam nad pozostałymi trzema kolorami :). Aktualnie moim faworytem jest 606, ale oczywiście wszystko zależy od okazji i makijażu. Cieszy mnie brak drobinek i błyszczykowy efekt oraz nawilżające właściwości. Zasadniczo te pomadki spełniają wszystkie oczekiwania jakie mam wobec szminek :D. Wychwyciłam 2 minusy - pomadka jest dość miękka, a żeby uzyskać bardziej nasycony odcień potrzeba kilku pociągnięć, więc zużywa się dość szybko, jednak przy takiej cenie mi to nie przeszkadza, choć wiem, że niektóre dziewczyny narzekały na to, że pomadki są tak miękkie, że się łamią - mnie się to na szczęście jeszcze nie zdarzyło (i oby nie nastąpiło). Ponadto mam wrażenie, że są dość trudno dostępne - warto szukać w małych drogeriach :D. Podsumowując jednak - jestem zachwycona! Oj nieprędko mi się znudzą :D.

Od lewej kolejno 602, 606 i 601

Od lewej kolejno 602, 606 i 601





czwartek, 1 listopada 2012

Novoxidyl - Na wypadek włosów? + Cięcie a la Olivia Palermo - tak czy nie?

Kilka dni temu otrzymałam paczkę, na którą czekałam chyba najbardziej niecierpliwie z wszystkich dotychczasowych współpracowych przesyłek.... Co było w tej tajemniczej, ślicznie zapakowanej paczuszce? Już Wam zdradzam!

Jeżeli śledzicie moje posty (zwłaszcza dotyczące włosów), to wiecie, że od jakiegoś czasu narzekam na wypadanie włosów. Właściwie wypadanie to mało powiedziane - mam wrażenie, że pewnego dnia obudzę się kompletnie łysa, bo włosy lecą na potęgę... Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w momencie kiedy już nie wiedziałam gdzie szukać pomocy (wypróbowałam różne płukanki, naftę, olejek rycynowy, robiłam nawet badania na hormony tarczycy...) pojawiła się propozycja wypróbowania produktu Novoxidyl. Oczywiście zgodziłam się bez wahania i wiążę z tym produktem ogromne nadzieje - poprzeczka jest bardzo wysoko, ale mam ogromną nadzieję, że Novoxidyl sprosta zadaniu...
W paczuszce, którą otrzymałam, znajdują się 2 sztuki szamponu Novoxidyl oraz 2 sztuki toniku - kuracja powinna mi więc chyba wystarczyć na 1,5-2 miesiące stosowania - mam nadzieję, że uda mi się utrzymać regularność, bo bardzo mi zależy na tym, by produkt rzeczywiście zadziałał...
Jeżeli chcecie dowiedzieć się nieco więcej na temat samego produktu, zapraszam Was na stronę internetową, gdzie znajdziecie wszystkie informacje na temat substancji czynnych zawartych w kosmetyku oraz ciekawe informacje na temat przyczyn wypadania włosów:

W związku z tym, że niestety na mojej głowie włosów zostało już naprawdę niewiele, a ponadto są oklapnięte i mają bardzo zniszczone końcówki (no dobra... od połowy długości są zniszczone - konsekwencje blondu...), postanowiłam włosy obciąć. Ta decyzja jest dla mnie strasznie trudna, bo ciężko mi się rozstawać z moimi długimi kudełkami, ale wiem, że robię to dla ich dobra, poza tym - włosy nie zęby - odrosną... Plusami skrócenia włosów będą z pewnością ich zdrowszy wygląd (pozbędę się sianowatych, szorstkich strąków) oraz odciążenie, co mam nadzieję poprawi chociaż wizualnie ich objętość - może nie będą leżeć na głowie jak przylepione... Zdecydowałam się na taki krok teraz, bo liczę na to, że Novoxidyl oprócz poprawy ilości włosów, wpłynie także na ich szybszy wzrost, który będzie mi łatwiej zaobserwować ;).

Wybrałam dla siebie długość a la Olivia Palermo:



Co myślicie o takiej fryzurce?
Cały czas biję się z myślami - wyrok zapadnie w piątek o 17.00 - wtedy jestem umówiona z fryzjerką... BOJĘ SIĘ!!! :(