niedziela, 19 sierpnia 2012

Światowy Dzień Humanitaryzmu - I Was HERE.





19 sierpnia - Światowy Dzień Humanitaryzmu
Idea jest prosta. Dzisiaj, w tym jednym dniu, skupmy się na tym by zrobić coś dobrego. Nie dla siebie, nie dla korzyści. Po prostu. Dla drugiego człowieka - małego czy dużego, młodego czy starego, ale potrzebującego naszej pomocy, wsparcia, ciepłego słowa. Nie musi być wiele i na wielką skalę. Podajcie dalej coś dobrego od siebie, bo dobro zawsze do nas wraca. Niezależnie od wyznania, kultury, rasy czy przynależności etnicznej, wszyscy wiemy czym jest dobro.
Jeżeli czujecie, że chcecie dołączyć do ogromnej rzeszy ludzi, która właśnie dzisiaj postanowiła zjednoczyć się i zrobić coś dobrego, dołączcie i zachęćcie do tego znajomych.
Zapraszam Was na stronę:
gdzie możecie pokazać Wasze wsparcie dla sprawy klikając "Show Your Support" i łącząc się przez Facebook i/lub Twitter.
W dzisiejszych czasach, w zabieganym świecie, rzadko mamy okazję zrobić coś bezinteresownego dla drugiej osoby - po prostu o tym nie myślimy i nie jest to absolutnie nasza zła wola. Dlatego dzisiaj z pełnym zamierzeniem i świadomością zróbmy coś dobrego. Razem.
Pozdrawiam Was ciepło!




piątek, 17 sierpnia 2012

Barry M - 304 Mint Green - lakier do paznokci + "ciekawa" propozycja współpracy...


PLUSY:
- prawdziwy miętusek
- trzyma się na paznokciach bez odprysków 4-5 dni, chociaż na stopach mam go od... dwóch tygodni i trzyma się świetnie!
- bardzo szybko wysycha
- do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy
- gęstość idealna - nie za gęsty, nie za rzadki
- wygodny pędzelek - jak zawsze w przypadku Barry M
- cena - 15,90zł - zupełnie adekwatna do jakości - do kupienia w Minti Shop (aktualnie nie jest dostępny, ale dostawa wkrótce - sprawdzajcie tutaj)

MINUSY:
- odrobinę smuży
OCENA OGÓLNA
5+/6
Po raz kolejny podkreślę, że współpraca z Minti Shop to był dobry pomysł :). Podtrzymuję swoją opinię o lakierach Barry M, którym jeszcze nie zdarzyło się mnie zawieść (no dobra, był mały poślizg przy Peach Melba, ale to już wybaczone i zapomniane ;) ). Do pełnego krycia lakier wymaga dwóch warstw - głównie dlatego, że jako kolor mleczny, nieco smuży, ale mimo tego bardzo szybko wysycha i co najważniejsze - jest trwały - mnie 4-5-dniowa trwałość satysfakcjonuje - zwłaszcza przy aktualnym trybie mycia rąk jakieś kilkadziesiąt razy dziennie (praktyki w szpitalu trwają...) - na stopach za to trwa niezmiennie od dwóch tygodni :D. Lakier ma dobrą konsystencję, przyjemnie się aplikuje - pędzelek również mi odpowiada. Nadal twierdzę, że cena jest przyzwoita przy takiej jakości - dla mnie lakiery Barry M są porównywalne jakościowo z OPI czy China Glaze, które są dużo droższe.

Cały czas zbieram się do złożenia zamówienia w Minti Shop ale mam problem, bo kiedy mam w koszyku wszystko, na co miałabym ochotę, to kwota robi się niebagatelna :D. Chyba czas przyoszczędzić ;). Na szczęście moja mama już nie pyta skąd pojawiają się u mnie coraz to nowe kosmetyki, a jeśli nawet pyta, to mówię, że dostałam w ramach współpracy :D :D :D... Kosmetykoholizm w stopniu zaawansowanym ;).

I jeszcze jedna sprawa, a właściwie pytanie... Otóż, otrzymałam dzisiaj propozycję współpracy ze znaną, a nawet bardzo znaną marką lakierów do paznokci. Wszystko pięknie, ale współpraca ma polegać na tym, że blogerki mają pisać posty na temat produktów tej marki - konkretnie linii kolorystycznych, kolekcji itp., a raz w miesiącu jedna z blogerek - "najlepsza" - dostanie upominek od firmy... I tutaj zapala mi się w głowie żaróweczka - czy to aby nie jest rodzaj wyłudzania darmowej reklamy? Rozumiem, że tani, a nawet darmowy marketing to marzenie każdej firmy, ale osobiście nie sądzę, żeby szanujące się blogerki "poleciały" na taką propozycję... Nie chciałabym oceniać tutaj zamiarów firmy, bo być może nie są po prostu zbyt dobrze zorientowani na czym polegają współprace, które prowadzimy, ale jeśli tak właśnie jest, to chyba wyobraźnia tutaj kogoś zawiodła... Co Wy o tym sądzicie? Czy Wam też złożono tego typu propozycję współpracy?

sobota, 11 sierpnia 2012

Zakupy ciuchowo-kosmetyczne na poprawę humoru ;)

Tak zwany comfort-shopping w moim wykonaniu... Niestety praktyki w szpitalu odbijają się znacznie na moim samopoczuciu, więc trzeba było sobie humor poprawić ;). Tym sposobem moją garderobę zasiliły:
- koszula w miętowo-zieloną kratkę - KappAhl - 40zł - promocja 2 za 1
- plażowa, miętowa bluzka - New Yorker 19,99zł
- apaszka/szal koronkowy, miętowy - KappAhl - w promocji 2 za 1 dostałam go za darmo :) (cena regularna 40zł)
Natomiast zasoby kosmetykowe zostały wsparte przez:
- sól do kąpieli o zapachu karmelowo-jabłkowym - około 2-3zł, już zużyta, ale części ciała, w której plecy tracą swą szlachetną nazwę mi nie urwało... Spodziewałam się zapachu pieczonego, karmelizowanego jabłka, a tu raczej jabłko świeże i trochę słodkiego - więcej nie kupię ;)
- polecany przez wiele bloggerek fluid matujący Under 20 w kolorze 110 Sandy Matt - zobaczymy jak się spisze
- zakup, z którego jestem chyba najbardziej zadowolona, czyli zestaw 7 balsamów do ciała (120ml każdy) za 19,99zł, który dorwałam w TK Maxx - myślę, że to idealna opcja dla mnie, gdyż najczęściej rzucam balsamy w kąt, gdy znudzi mi się zapach - tutaj mam 7 różnych:
-Vanilla Eclair - waniliowy ekler
- Fresh Melon - świeży melon
- Grapefruit Punch - grejpfrutowy poncz
- Coconut Cream - kokosowy krem
- Raspberry Tart - tarta malinowa
- Berries & Cream - jagody i krem
- Strawberry Champagne - truskawkowy szampan
Jestem bardzo ciekawa zapachów, ale większość z nich bardzo apetycznie się zapowiada, czyli spodziewam się jadalnych aromatów, a przecież takie lubię najbardziej :D

Czy Wam też zakupy poprawiają humor? Czy to może ja już wpadłam w zakupoholizm po prostu :D?

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Szybki sposób na długie włosy - doczepiany kucyk - treska - Gill - 65cm Extra Long Straight Ponytail Extension Hair Piece 2T33 od KKcenterHK

Post, w którym w jednej z głównych ról wystąpiła, otrzymana od KKcenterHK, peruka, bardzo przypadł firmie do gustu, postanowili więc uraczyć mnie podobnym produktem :).Około tydzień temu otrzymałam od firmy KKcenterHK, z którą współpracuję już ponad rok, treskę-kucyk z długich (65cm) i prostych włosów ,z firmy Gill (tak jak peruka). Kolor, który wybrałam to 2T33 i jest on niemal idealnie dopasowany do koloru moich włosów.
Na zdjęciu "firmowym", treska prezentuje się następująco (inny kolor niż mój):
Natomiast na mnie wygląda tak (moje naturalne włosy upięte w wysoki kucyk sięgają mniej więcej do wysokości szwu na tej bluzce):
Podczas robienia zdjęcia trochę wiało i włosy są zmierzwione, a ponadto nieco poprzyginały się w transporcie. Widać, że odcień treski jest bardzo dobrze dopasowany do koloru moich włosów, niewielka różnica jest widoczna jedynie w mocniejszym połysku treski, jako że są to włosy syntetyczne.


Na tym zdjęciu widać jak prezentuje się długość treski w stosunku do mojej sylwetki - weźcie tu poprawkę na fakt, że, jak już parę razy Wam wspominałam, mam około 180cm wzrostu (plus szpilki 10-tki :D)... Przepraszam za jakość zdjęć, ale nadal w moich poczynaniach i próbach fotografowania siebie "w całości", króluje samowyzwalacz w aparacie ustawionym na stercie przeróżnych przedmiotów :D.

Zakładanie treski jest banalnie, wręcz dziecinnie, proste. Włosy związujemy w kucyk. Treska jest wyposażona w ząbki, które wpinamy, jak grzebyk, ponad związanymi włosami, natomiast doczepioną do treski wstążką owijamy swój kucyk, związujemy na kokardkę i voila!


Zobaczcie same jakie to proste i szybkie :) (filmik oczywiście zmajstrowany również metodą "samojebki z zaskoczenia" - trololol :D, toteż jakość marna i musicie mi to wybaczyć ;) - staram się jak mogę)


Osobiście bardzo podoba mi się taka metoda "przedłużania" włosów. Niespecjalnie lubię siebie we włosach związanych w kucyk, ale przy takiej długości nabierają zupełnie innego, korzystniejszego wyglądu, który bardzo mi się podoba. Treska nie jest ciężka, nie ciągnie i jest bardzo wygodna w noszeniu. Jako że są to włosy syntetyczne zapewne nie będzie supertrwałym produktem, jednak nie zamierzam nosić jej na codzień - raczej na większe imprezy - mam nadzieję, że potowarzyszy mi w nienaruszonym stanie przez dłuższy czas. Na razie wisi sobie spokojnie i "prostuje" się po transporcie, bo raczej nie sądzę, aby można było ją prostować prostownicą ;). Uważam, że jak na włosy syntetyczne, jakość jest bardzo przyzwoita, a łatwość zakładania i wygoda noszenia jeszcze bardziej podnoszą jej walory. 
Treska kosztuje moim zdaniem niedużo, bo 14,01$ i można ją zakupić tutaj - klik!, a teraz możecie ją mieć jeszcze o 10% taniej, gdyż KKcenterHK zaproponowało kod na zakupy dla czytelników mojego bloga :). 

A zatem wpisując przy zakupach 
kod: siulka 
dostaniecie 10% rabatu na zakupy.
 KKcenterHK honoruje karty płatnicze oraz zakupy za pośrednictwem PayPala.
Koszt wysyłki do Polski to około 3$ , więc jak na wysyłkę z tak dalekiego kraju - śmiesznie mało :).

Ciekawa jestem Waszej reakcji na taki produkt :).

CIEKAWOSTKA Z ŻYCIA WZIĘTA: Dzisiaj drżącym ślizgiem popełzłam na praktyki do szpitala - rozpoczęłam 2-tygodniowe praktyki pielęgniarskie, po których czekają mnie 2 tygodnie lekarskich. Przemiłe Panie Pielęgniarki nauczyły mnie pobierać krew, zakładać wenflony, podłączać i zmieniać kroplówki itp. Nauczyłam się też generalnie wiele o organizacji pracy na oddziale - o systemie podawania leków, przekazywaniu pobranych od pacjentów próbek do laboratorium, organizacji kierowania pacjentów na odpowiednie badania... Oczywiście te mniej przyjemne aspekty opieki pielęgniarskiej też mnie nie ominęły, ale nie będę Was tutaj straszyć, bo wszystko czego doświadczyłam było czysto ludzkie - wszystko trzeba przeżyć ;). Zostałam przez kilku pacjentów mianowania już dzisiaj "panią doktor" bądź "siostrą" więc było całkiem sympatycznie - nie spodziewałam się, że ten dzień tak fajnie mi upłynie - mam nadzieję, że pozostanie tak do końca praktyk :).

sobota, 4 sierpnia 2012

Tanita - Plastry z woskiem do depilacji twarzy i ciała - aloesowe i miodowe

W związku ze współpracą z firmą Miraculum, miałam okazję wypróbować szereg plastrów do depilacji "na zimno". Wśród nich znalazły się:
- plastry z woskiem do depilacji twarzy - aloesowe
- plastry z woskiem do depilacji twarzy - miodowe
- plastry z woskiem do depilacji ciała - aloesowe
Przetestowałam wszystkie trzy warianty i jestem gotowa zaprezentować Wam moje wnioski, a zatem zapraszam na recenzję :).
Jako że co do plastrów aloesowych do twarzy oraz tych do ciała miałam bardzo podobne odczucia, ich recenzja będzie wspólna, natomiast plastry miodowe otrzymają osobną ocenę - zaraz dowiecie się dlaczego ;).

PLASTRY ALOESOWE
PLUSY:
- przyjemny zapach
- bardzo proste w użyciu - sposób użycia na opakowaniu
- dobrze się kleją
- skutecznie zrywają włoski
- bardzo wygodne w użyciu
- depilacja "na zimno" eliminuje ryzyko poparzenia woskiem
- dołączona oliwka do zastosowania po depilacji
- cena - około 10zł - w przypadku plastrów do twarzy bardzo korzystna, w przypadku tych do ciała - nieco mniej, ale nadal przyzwoita
MINUSY:
- trzeba przy każdym zastosowaniu zużyć dwa plastry
OCENA OGÓLNA:
5/6
Jestem z tych plastrów naprawdę zadowolona. Nareszcie nie muszę ciapać się w gorącym wosku, po którego zastosowaniu bardziej jestem zła niż zadowolona, bo wszystko dookoła się lepi... Plastry do depilacji twarzy bardzo ułatwiają mi życie - używam ich do regulacji brwi i bardzo dobrze się spisują. Ponadto testowałam je na klientkach przy depilacji wąsika i muszę przyznać, że są naprawdę bardzo skuteczne i niesamowicie wygodne - efekt możecie zobaczyć na ostatnim zdjęciu. Minusem jest fakt, że przy jednorazowym zastosowaniu trzeba zużyć dwa plastry, ponieważ są one ze sobą sklejone i nie ma opcji, aby przechować jeden do kolejnego użycia. Plastry do ciała są nieco mniej "wydajne" jako, że powierzchnia zastosowania jest znacznie większa. Ja stosowałam je na przedramiona i muszę przyznać, że dwa plastry (czyli jeden taki "zlepek") wystarcza spokojnie na depilację całych przedramion. Plastry są skuteczne, efekt jest taki jak przy tradycyjnym wosku, zatem włoski odrastają także wolniej i są słabsze. Generalnie z plastrów w wersji aloesowej jestem bardzo zadowolona i mogę je Wam polecić.

PLASTRY MIODOWE



PLUSY:
- bardzo proste w użyciu - sposób użycia na opakowaniu
- dobrze się kleją
- skutecznie zrywają włoski
- bardzo wygodne w użyciu
- depilacja "na zimno" eliminuje ryzyko poparzenia woskiem
- dołączona oliwka do zastosowania po depilacji
- cena - około 10zł - w przypadku plastrów do twarzy bardzo korzystna, w przypadku tych do ciała - nieco mniej, ale nadal przyzwoita


MINUSY:
- nieprzyjemny zapach
- trzeba przy każdym zastosowaniu zużyć dwa plastry


OCENA OGÓLNA:
3+/6
Wszystkie cechy na plus - jak przy plastrach aloesowych, ale... ten zapach :(. A fe! Nie znoszę zapachu miodu, kojarzy mi się z niemytym żulem! Wiem, że ma z pewnością swoje fanki, ale ja ani miodu jeść nie lubię, ani nie lubię niczego z nim związanego, gdyż prawdziwy miodowy zapach to taki typowy żul - dla mojego nosa oczywiście ;). Jedyny zapach quasi-miodowy jaki był dla mnie atrakcyjny to zapach jednego z żeli pod prysznic z firmy Lush - Flying Fox, jednak tam miód jest pomieszany z jaśminem i ma w sobie coś z zapachu kwiatów frangipani, który kocham. No ale wracając do plastrów - jeżeli zapach miodu Wam nie przeszkadza, to zupełnie nie sugerujcie się tu moją oceną, ponieważ jest stuprocentowo subiektywna - mój nos to wybredna bestia i kropka ;).

EFEKTY


zdjęcie wykonane i umieszczone tutaj za zgodą klientki :)