środa, 15 grudnia 2010

Barry M - lakiery do paznokci

Lakiery Barry M przywróciły mi nadzieję na to, że nie trzeba codziennie domalowywać odpryśniętego lakieru, babrać się z dziadostwem, które złazi, nie kryje, schnie wieki całe. Otóż z lakierami Barry M jest zupełnie inaczej.


Lakierek ten trafił do mnie ze wspólnego zamówienia z UK. Za polecenie mi go, biję pokłony Bethie

Zamówiłam dla siebie dwa kolory, które wydawały mi się odpowiadać aktualnej aurze, czyli Mushroom i  Grey:

http://img.makeupalley.com/
http://www.fashionfemme.co.uk/


Kiedy do mnie dotarły, miałam ochotę wypróbować obydwa na raz, ale oczywiście musiałam wybrać więc na pierwszy ogień poszedł Mushroom, który... trzymał się dzielnie na moich paznokciach przez TYDZIEŃ! I to bez odprysków, bez domalowywania - nałożony na bazę Nail Tek Foundation II i jedynie pokrywany codziennie Nail Tekiem Intensive Therapy II, o którym wcześniej pisałam. Myślę, że również Nail Tek przedłużył znacznie trwałość "Grzybka" na moich pazurkach, ale to moje domysły - nie zamierzam z Nail Teka rezygnować tak czy siak, więc tak ten jak każdy inny lakier będzie miał Nail Tekowe wsparcie :D. Zaznaczam, że paznokci jakoś nie oszczędzałam, nie mam w zwyczaju zmywać w rękawiczkach jedynie jakieś grubsze prace w nich wykonuje, ale na przykład mycie podłóg i sprzątanie zaliczyłam bez rękawiczek i... bez odprysków!

Nałożyłam na paznokcie początkowo jedną warstwę "Grzyba", która dawała satysfakcjonujące krycie - kolejnego dnia postanowiłam dołożyć jeszcze jedną warstwę, żeby zobaczyć czy coś się zmieni - właściwie nic, może troszkę przyciemniła, pogłębiła kolor, ale krycie perfekcyjne daje już jedna warstwa - niespotykana rzecz i był to mój pierwszy "Och!" w temacie tego lakieru. Z każdym kolejnym dniem szczęka opadała mi coraz bardziej, bo nie mogłam uwierzyć, że lakier może się tak trzymać i nie odpryskiwać - zwykle tak się działo najpóźniej w drugim-trzecim dniu noszenia, a tu nic - przy normalnych codziennych czynnościach trzyma się jak szalony.

Kiedy po tygodniu znudzona kolorem Grzybowym zmywałam paznokcie, moje oczekiwania wobec Grey były już spore. No i nie zawiodłam się :). Co prawda tutaj dwie warstwy uznałam już za absolutnie konieczne, jednak dzięki temu, że lakier schnie szybciutko, nie było z tym żadnych problemów. No i co? I powtórka z rozrywki - lakier przysiadł na moich paznokciach tydzień temu i ani mu na myśl nie przyjdzie się z nich ruszyć :). Bez odprysków, bez żadnego złażenia, złuszczania czy innych historii.


Jestem zachwycona. Najlepszy lakier jaki w życiu miałam, żaden do tej pory nie spełniał moich oczekiwań aż do chwili gdy w moje łapki wpadł Barry M. Chcę więcej!!!

Na podsumowanie:
PLUSY:
- jedna warstwa daje super krycie
- świetne napigmentowanie, żywy kolor
- trzymał się na moich paznokciach 7 DNI, bez odprysków - zmyłam go jedynie z nudów 
- szybciutko schnie - dobra konsystencja - nie za rzadki nie za gęsty - idealny
- równomiernie rozkłada się na paznokciu
- nie odpryskuje, nie złazi, nie łuszczy się

MINUSY:
- nie ma! no może oprócz tego, że ma ograniczoną dostępność w Polsce, ale to się zaczyna zmieniać, no i zawsze można zamówić przez internet 

POLECAM!!!



Napiszę tylko ponownie - co do składu lakierów do paznokci - nie wypowiadam się, bo nie czuję się kompetentna, by w tej dziedzinie szafować opiniami :)


No i moje pazureczki, nareszcie jest się czym chwalić!


MUSHROOM



GREY




Nail Tek - odżywki do paznokci

Kilka słów o odżywce-cudzie, która autentycznie, po raz pierwszy w moim życiu, pozwoliła mi wyhodować długie paznokcie, czyli o odżywce do paznokci Nail Tek. W tym momencie czuję się zobligowana od razu napisać, że jestem bardzo wdzięczna Ćwirce dzięki której odkryłam co Nail Tek potrafi zrobić z paznokciami - jakbym sama tego nie doświadczyła to bym pewnie nie uwierzyła, bo próbowałam bardzo wielu odżywek z różnych firm od takich po 3zł z Rossmana po Sally Hansen i Alessandro i takie inne. W każdym razie Nail Tek jest absolutnie najlepszy. Ja jestem stary obgryzacz paznokciowy, a tu proszę, pierwszy raz w życiu mam długie paznokcie, które wystają poza opuszek palca i to już całkiem sporo. 


Otóż kochana Ćwirka poleciła kupno na allegro zestawu składającego się z odżywki podkładowej Nail Tek Foundation II oraz odżywki powierzchniowej - Nail Tek Intensive Therapy II. Byłam sceptycznie nastawiona, ale pomyślałam, że spróbuję, jak to mi nie pomoże to nie ma nadziei, jestem skazana na tipsy do końca świata jeśli chcę mieć ładnie wyglądające paznokcie. Odżywka trafiła więc w moje łapki i stosowałam ją (i stosuję do dziś) bardzo, bardzo sumiennie. Aż dziwne jak na mnie - bo jeśli chodzi o branie leków i tym podobne rzeczy, które czynić trzeba codziennie - jestem beznadziejna... Ale widać powalające efekty zrobiły swoje. Stosowałam oczywiście zgodnie z zaleceniami wszechinternetowymi:
1. oczyścić i wysuszyć paznokcie
2. nałożyć mleczną odżywkę podkładową Nail Tek Foundation II
3. opcjonalnie nałożyć warstwę lakieru kolorowego
4. nałożyć warstwę Nail Tek Intensive Therapy II
5. codziennie przez tydzień dokładać po jednej warstwie Intensive Therapy II
6. po tygodniu zmyć i znowu punkt pierwszy...


Same odżywki nałożone bez lakieru kolorowego pomiędzy nimi schną w tempie ekspresowym - co mnie bardzo cieszy, mogę pomalować paznokcie przed snem i nie będę mieć na nich rano odbitej faktury tkaniny mojej poduszki - duży plus za to!


Nie mam niestety zdjęć sprzed kuracji, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że były tragiczne - po zdjęciu tipsów (a właściwie ich odgryzieniu :D) wyglądały najgorzej, były cienkie, miękkie - no koszmar. Ale teraz - po miesiącu kuracji Nail Tekiem, są mocne, twarde i długie :D:D:D. Może na zdjęciu ich wygląd nie jet powalający, ale dla mnie to wielki sukces - dojść do czegoś takiego.

Moje (i nie tylko moje) dodatkowe spostrzeżenie co do odżywek - Nail Tek Foundation II - czyli mleczna baza, po pomalowaniu daje efekt matowienia płytki - i mam tutaj dwie hipotezy - albo baza "wgryza" się w strukturę paznokcia i wygładza ją w ten sposób, albo nadbudowuje uszkodzone elementy struktury onychocytów (czyli martwych komórek budujących płytkę paznokcia) tworząc gładką, acz matową, powierzchnię. Osobiście mam nadzieję, że ta druga opcja jest zgodna z prawdą :). To zmatowienie płytki utrzymuje się nawet po zmyciu lakieru po tygodniu.

Zachęcona efektami jakie dały mi odżywki Nail Teka, postanowiłam w końcu kupić sobie porządny lakier do paznokci i akurat tak się trafiło, że miałam szansę wziąć udział w zorganizowanym w niemalże "rodzinnym" gronie, zamówieniu lakierów brytyjskiej firmy Barry M (ze strony producenta). Po zachęcającej recenzji kochanej Bethie, uznałam, że może warto zainwestować w porządny lakier, który ponoć fajnie się trzyma, wystarczą dwie warstwy, nie odpryskuje itepe. Recenzję tychże lakierków zostawię na następną notkę, ale już teraz muszę przyznać, że trzymają się na paznokciach świetnie - upatruję tutaj dużą rolę odżywek Nail Tek, być może nawet kluczową - jeszcze tego nie sprawdziłam, bo na początku ich używania nie stosowałam kolorowych lakierów do paznokci (bo nie było na czym, no i nie chciałam "zaburzać" działania odżywki niczym innym), ale myślę, że na dniach wypróbuję jej kooperację z jakimś tańszym lakierem i wtedy będę wiedzieć czy to odżywka tak przedłuża trwałość lakieru, czy może po prostu lakiery Barry M. są tak przewspaniale trwałe same z siebie :).

Na koniec - być może kogoś rozczaruję, nie będzie analizy składu odżywek, ponieważ na tej dziedzinie kosmetyki zupełnie się nie znam i nie będę pakować swoich mądrości tam gdzie są one de facto znikome. Mogłabym spróbować, ale z doświadczenia wiem, że wszelkiej maści lakiery i odżywki do paznokci składy mają bardzo długie, a nazwy w nich występujące to głównie oznaczenia literowo-numeryczne poszczególnych rodzajów lakierów, rozpuszczalników, regulatorów, barwników itepe. Wychodzę z założenia, że co jak co - ale paznokcie stanowią dobrą barierę jeśli chodzi o przenikanie składników kosmetyków i nie mam zamiaru lamentować nad takim czy innym ich składem.

Muszę jeszcze dodać, że zaopatrzyłam się również w oliwkę do paznokci i skórek Nail Tek Renew - z niej również jestem bardzo zadowolona, szczególnie z faktu, że nawilża moje biedne poobgryzane skóreczki, no i przyspiesza wysychanie pomalowanych paznokci, poza tym ma składniki przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze, co przydaje się szczególnie gdy się skaleczymy oraz przy pedicure.

Warto zaopatrzyć się w zestaw, o którym pisałam, jednak oczywiście dużo szybciej będzie nam się zużywać Intensive Therapy II, bo używamy go codziennie i wobec tego polecam zamówić od razu drugą buteleczkę Intensive Therapy lub zestawik Intensive Therapy + oliwka Nail Tek Renew, jeśli chcemy zadbać też o swoje skóreczki :). 

To chyba tyle w tej kwestii, na koniec pochwalę się efektem działania odżywek po 2-óch miesiącach ich używania oraz moim małym paznokciowym zestawem ratunkowym :). Zdjęcia co prawda robione jakiś czas temu i moje pazurki wyglądają teraz jeszcze lepiej, ale to będzie widać dobrze w notkach o lakierach Barry M.

P.S. Nie wiem dlaczego moje pazurki wyszły takie żółtawe na tych zdjęciach... Nie są takie w rzeczywistości.




Lush Christmas Eve Bubble Bar

Mam mojego pierwszego kąpielowego faworyta z mojej świeżo uzupełnionej kolekcji kosmetyków Lush. A jest nim...

Lush - Christmas Eve Bubble Bar

Jest to dość miękka kostka do kąpieli, która daje przepiękny kwiatowy zapach - jaśminu, ylang, ylang i mimozy - po prostu fantastyczny, relaksujący, kobiecy, zmysłowy. Ponadto barwi wodę na śliczny błękit, robi duuużo bąbelków (co zawdzięczam metodzie "skarpetkowej"), które długo się utrzymują.

Podzieliłam swój bubble bar na 4 części z myślą, że jakby coś dorzucę kolejną - nie było takiej potrzeby - 1/4 kostki dała zadowalającą mnie ilość bąbelków oraz prześlicznego zapachu. Użyłam rekomendowanego na youtube sposobu ze skarpetką - wzięłam skarpetkę rajstopową (nasza pralka chyba po prostu zjada te skarpetki, bo wkładam parę, a rezultacie zawsze zostają jakieś pojedyncze sztuki - więc tutaj się przydała jedna taka samotna bida), włożyłam do niej ćwiartkę Christmas Eve i zaplątałam wokół kranu - widać na zdjęciu. Dzięki temu uzyskałam więcej bąbelków czyli ogólnie Christmas Eve starczy na 4 kąpiele.

Oprócz faktu, że woda była błękitna i zniewalająco pachniała, odkryłam jeszcze jedno - woda zdecydowanie była jakby aksamitna w dotyku - pierwszy raz odczułam coś takiego w kąpieli - i bardzo mi się to podoba!!! Stawiam, że to sprawka sproszkowanego mchu irlandzkiego. Wydaje mi się, że w pewnym stopniu produkt ma właściwości nawilżające, ale pewna nie jestem, bo i tak cały rytuał lushowy zakończyłam wysmarowaniem się King of Skin, który chyba też polubię :).

Szkoda, że Christmas Eve jest produktem sezonowym :(. Gdyby tak nie było, pewnie byłby w każdy moim kolejnym zamówieniu. Ale jeżeli potwierdzą się pewne interesujące plotki... to kto wie... może zrobię sobie mały zapasik? :D

A co tam panie w składzie słychać? Ogólnie skład jest bardzo zbliżony do opisanego przeze mnie kilka notek wcześniej Sugar Babe. Na pierwszym miejscu soda oczyszczona oraz tartarus - opisane w notce o Sugar Babe. Kolejny - na nasze niestety nieszczęście - SLS  - również wielokrotnie opisywany przeze mnie - na przykład przy mydle Rock Star. Następne składniki - laurylobetainacocamide DEArównież opisane przy wspomnianym już Sugar Babe. Perfume - wiemy o co chodzi ;).

Składnik, nad którym chciałam się na chwilkę zatrzymać po tym jak rozpędziłam się w odsyłaniu Was do moich poprzednich notek, to sproszkowany mech irlandzki. Chondrus crispus - po naszemu chrząstnica kędzierzawa - gatunek glonu - konkretniej krasnorostu, znanego z dużej ilości karagenu, który zawiera karageninę, czyli specyficzny żelowaty śluz - dzięki niemu Christmas Eve rzeczywiście wydaje się "zmiękczać" wodę (nie w sensie chemicznym a sensorycznym), staje się ona jakby aksamitna w dotyku. Ponadto karagen jest naturalnym immunostymulatorem - wpływa pozytywnie na nasz układ odpornościowy :).

Kolejne składniki to absolut jaśminowyolejek ylang ylang, które to są odpowiedzialne za ten przecudny zapach, który - dodam od razu - naprawdę utrzymuje się w wannie i czuć go podczas całej kąpieli - nie ulatnia się, nie wyparowuje - JEST. Trochę dalej w składzie pojawia się gardenia jaśminowata, dopełniająca zapachowego raju jaki kreuje Christmas Eve.

Następne składniki czyli linalol i limonen, opisywałam przy Fresh Farmacy - przypomnę więc tylko, że są składniki naturalnych olejków eterycznych - limonen - nadaje zapach cytrusowy, linalol - konwaliowy.

Kolejny na liście jest hydroxycitronellal, składnik zapachowy naturalnie obecny w olejkach cytrusowych, sandałowym, ylang ylang. Użycie poprzednich dwóch i tego składnika ma na celu jak najlepsze wydobycie pożądanych nut zapachowych, podkreślenie ich i przedłużenie ich trwałości.

Na samym końcu listy składników mamy dwa barwniki - niebieski i żółty, dzięki którym na Christmas Eve podziwiamy śliczny żółciutki księżyc na tle błękitnego nieba :) oraz brokat, którego akurat w moim egzemplarzu aż tak dużo nie było (albo został w skarpetce :D).

Skład:
Sodium Bicarbonate,Cream of Tartar (Potassium bitartrate), Sodium Laureth Sulfate, Lauryl Betaine, Perfume, Cocamide DEA, Irish Moss Powder (Chondrus crispus), Jasmine Absolute (Jasminum grandiflorum), Ylang Ylang Oil (Cananga odorata), *Linalool, *Limonene, Hydroxycitronellal, Gardenia Extract (Gardenia jasminoides), Colour 61585, Colour 59040, Iridescent Glitter

I moje zdjątka :D









LUSH HAUL

Dotarło moje z niecierpliwością wyczekiwane zamówienie z Lusha!!!

Chwilowo ogarnia mnie szaleństwo i nie jestem w stanie wszystkiego opisać! 

Ale powiem jedno...

Tematów na notki dłuuuugo nie zabraknie :D

Tym razem obejdzie się bez zdjęć poszczególnych produktów, bo po prostu jest tego za dużo... (czytaj - nie chce mi się teraz robić i wklejać gdy mam milion nowych rzeczy do wypróbowania!) Na pewno pojawią się dokładne foty przy każdym kolejnym produkcie, który będę wypróbowywać :D

Na początek jednak zaserwuję listę moich zakupów oraz krótkie opisy - głównie zapachowe i wizualne :D

LISTA ZAKUPÓW
Vanilla Fountain Bath Ballistic - wyczuwam mało wanilii... bardziej taką słodycz (troszkę sztuczną niestety) jakby z aromatem cytrynowym? Zobaczymy jak się spisze w kąpieli. Mam nadzieję, że nie barwi wody na siuśkowy kolor :D
Keep It Fluffy Purple Bath Ballistic - waniliowo-jaśminowa kulka, zapach kwiatowo-słodki, podoba mi się :D ale tak jak wcześniej - zobaczymy jak to będzie w kąpieli się rozwijać - fioletowo - żółta kuleczka :)
Honey Bee Bath Ballistic - ale wielka! pachnie tak słodko-kwaśno (tak jak chyba wszystkie ballistic - to kwestia tych składników musujących), jestem bardzo ciekawa jak się zachowa w kąpieli - jest kremowo-żółta z delikatnymi fioletowymi mazami :)
Candy Cane Bubble Bar - pachnie identycznie jak Rock Star Soap... niestety... mam nadzieję, że to się zmieni w kąpieli... biało - różowe owalne coś :D
Ma Bar Bubble Bar - cudo! pachnie przeobłędnie - czekoladowymi ciastkami - już wiem, że pokocham! Brązowo-białe - obawiam się dziwnego koloru wody :D hihi :D
Christmas Eve Bubble Bar - kolejne cudo! piękny delikatny kwiatowy zapach... marzenie po prostu - nie mogę się doczekać kąpieli z tym błękitnym cudeńkiem z żółtym księżycem i odrobiną błękitnego brokatu... Jeśli Lush zdecyduje się na Boxing Day i wyprzedaż świątecznych produktów, wykupię chyba cały zapas :D
Gingerbread House Bubble Bar - z wyglądu - śliczna pomarańczowa chatynka z białym daszkiem, zapach niespecjalnie kojarzy mi się ze świętami, ale może się rozwinie w kąpieli... pachnie trochę jak cukierki pudrowe :)
Porridge Soap - pachnie mi trochę... jogurtem... taką kwaśnością nabiału... trochę mnie zawiódł pod tym względem bo oczekiwałam zapachu toffi - wiele osób tak go opisywało... no ale zobaczymy jak będzie w kontakcie z wodą :) Jakieś orzeszki ma :D Będzie zdzieranko :)
Honey I Washed The Kids Soap - zapach mi się podoba, słodki, trochę miodowy a trochę jakby toffi + jeszcze ta delikatna kwaśność... może zweryfikuje się to dopiero przy kąpieli. Nie mówię nie :D
Catastrophe Cosmetic Fresh Face Mask - otworzyłam pudełeczko i zaatakował mnie na dzień dobry różowy płyn, który się oddzielił :) ale to chyba normalne przy tych maseczkach, zapach charakterystyczny dla maseczek glinkowych :) mam 3 tygodnie na wypróbowywanie :)
Ultimate Shine Solid Shampoo - szampon w kostce - biały, zapach kostki toaletowej - mam nadzieję, że tak nie pachnie na włosach :D brokatu jak na lekarstwo, ale to dobrze :) wygląda jakby była zrobiona z takich małych biały robali :D
Daddy-O szampon do włosów blond - w związku z tym, że zrobiłam sobie blond pasemka, postanowiłam spróbować odpowiedniego szamponu - stąd pojemność tylko 100g, kolor głębokiego fioletu bardzo zachęcający - może pozbędę się tych rudawych refleksów :D zapach bardzo przyjemny ale trudny do identyfikacji, kwiatowo - cytrusowy mniej więcej.
Sugar Plum Fairy Scrub - bardzo przyjemny zapach - może nie aż tak powalający jak Sugar Babe, ale przyjemny... no i dostałam taki śliczny egzemplarz, gdzie pięknie widać tego aniołka czy co to tam jest :)
Aqua Mirabilis Body Butter - znane i opisane wcześniej :)
King of Skin Body Butter - bardzo subtelny zapach, jeszcze nie zidentyfikowałam co to :D
Heavanili Massage Bar - mmm... waniliowa biała czekolada... mmm...
Soft Coeur Massage Bar - ale malusie :( ale ta czekolaaaaaadaaaaa!
Buche de Noel Cleanser - makowiec jak babcię kocham!
Flying Fox Shower Gel - strzał w 10! a właściwie nie! strzał w 1000000000000000! jak to pięknie pachnie! co mnie podkusiło, żeby go zamówić? nie wiem, ale dziękuję temu czemuś!!! następnym razem biorę pół litra!!! przepiękny zapach jaśminu ze słodką nutą miodu... boski!!!
Coalface - z założenia był przeznaczony na prezent, wącham więc przez papierek i zapach całkiem sympatyczny :) ktoś pisał na allegro, że to ma zapach anyżkowy - że co proszę? to ta osoba chyba w życiu anyżu nie wąchała... szkoda, że mnie nikt nie ostrzegł, że to ma srebrne drobinki, bo prezent miał być dla faceta :D
Ambrosia Shaving Cream - nie będę otwierać, bo też był na prezent... ale niestety z pewnych innych przyczyn pewnie zostanie sprzedany powiem tylko, że następna rzecz, która mi pachnie tak kwaśnawo... to chyba sprawka tego mleka owsianego, bo w Porridge też jest i on mi też tak pachnie...
Seanik - dla mnie śmierdziuch - kostka toaletowa vol. 2 tylko mocniejsza niż Ultimate Shine... Taki bardziej morski zapach właśnie jak w odświeżaczu powietrza... no ale też miał iść na prezent... :(

Przepraszam za milion emotek w tekście, ale mam taką radochę, że nie umiałam się powstrzymać... :D :D :D

P.S. Też macie taki problem z otwieraniem swoich puszeczek z Lusha? Męczę się z tymi cholerami prawie do połamania paznokci...

Zdjęcie wszystkiego razem:


wtorek, 14 grudnia 2010

Lush Fresh Farmacy Cleanser

Witojcie! Witojcie! Dzisiaj czas na mojego kolejnego faworyta z Lusha - wiem, wiem - jest ich sporo, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze więcej! Oto i on!

Lush - Fresh Farmacy Cleanser

Czyli cleanser do buzi w formie jasnoróżowego mydełka. Uwielbiam go, bo sprawia, że moja skóra wręcz piszczy, jest taka tępa - taka jest czyściutka. Nie zawiera żadnych drobinek dodatkowo czyszczących czy peelingujących. Jego malusieńkim minusikiem (:D) jest fakt, że może przesuszać skórę, ale ja tak czy inaczej używam kremu nawilżającego, więc nie jest to dla mnie tak naprawdę jakaś wielka wada i nie zmienia to na pewno mojego super-pozytywnego stosunku do produktu :). Uważam, że bardzo wsparł mnie w walce z błyszczeniem się skóry i pojawianiem się różnego rodzaju zmian trądzikowych i za to jestem mu wdzięczna. Co ważne, ma właściwości łagodzące zaczerwienienia i ściągające pory. Buzia jak marzenie :D.

Fresh Farmacy wspaniale odświeża skórę i jest niezmiernie wydajny! Ja nie szoruję swojej buzi całym mydełkiem, bo uważam to za mało higieniczne - odkrawam sobie plasterek mydełka i trzymam w pudełeczku po kremie - reszta leży zamknięta w swoim opakowaniu, a jeśli chodzi o plasterek, który jest w użyciu - odkruszam sobie od niego malutki kawałek - taki na jedno użycie, i nim właśnie miziam się po buzi. Wcześniej używałam całego plasterka do miziania, ale zauważyłam, że po kilku kontaktach z wodą twardnieje i jest do wyrzucenia, także odradzam w ogóle mizianie buzi całym mydełkiem i wystawianie go na bezpośrednie działanie wody. To z resztą też obniży znacznie jego wydajność. Przy mojej metodzie stosowania, 100g kosteczka fresh Farmacy wystarczy mi mniej więcej na pół roku regularnego codziennego używania rano i wieczorem.

A co w składzie? Na pierwszym miejscu puder galmanowy - czyli sproszkowany minerał - galman, znany ze swoich właściwości łagodzących podrażnienia i zaczerwienienia.

Następnie glikol propylenowy, o którym była mowa w notce o mydle Rock Star, organiczny alkohol dwuhydroksylowy, humektant, substancja hydrofilowa, nawilżająca skórę, działa konserwująco poprzez zapobieganie krystalizacji kosmetyków dzięki wiązaniu wody. Niektórzy (pan Różański na przykład) uznają go za środek drażniący, jednak podrażnienia mogą wystąpić u osób wybitnie wrażliwych i nakładany na skórę zmienioną chorobowo. Jego zastosowanie jest ograniczone jeśli chodzi o stężenie w kosmetykach. Ja uważam, że nie należy dać się zwariować, bo człowiekowi przyszłoby myć się chyba tylko wodą i to destylowaną - a to też źle...

Kolejny składnik to napar z rumianu rzymskiego, który jest znany ze swoich właściwości łagodzących podrażnienia, kojących skórę.

Następny na liście napar z bzu czarnego, bez czarny jest bardzo bogaty w witaminę C, jednak w obecności wysokiej temperatury, a tak jest w przypadku naparu, ulega ona degradacji. Co zostaje? Śluzy - o właściwościach ściągających i wygładzających, antocyjany - przeciwrodnikowe, hamujące procesy starzenia się skóry, oraz garbniki - ściągające i napinające skórę.

Kolejne na liście składników są trzy oleje - rzepakowy, słonecznikowy i kokosowy, które zawierają dużo witaminy E - bardzo istotnej dla hamowania procesów starzenia się skóry i procesów neutralizacji wolnych rodników. Oleje mają zbliżone do siebie właściwości - działają łagodząco, wygładzająco, dostarczają, niezbędnych do prawidłowej budowy skóry, nienasyconych kwasów tłuszczowych.

Następna w składzie jest woda, a po niej trzy składniki z sodem w nazwie - laurylosiarczan sodu,stearynian soduwodorotlenek sodu, pojawiały się one w poprzednich notkach. Laurylosiarczan sodu - to popularny SLS, składnik spieniający, o potencjalnym działaniu drażniącym i wysuszającym, stosowany w praktycznie wszystkich kosmetykach, które się dobrze pienią. Stearynian sodu to po prostu sól sodowa wyższego kwasu tłuszczowego czyli - mydło sodowe, pisałam o nim w opisie Rock Star Soap tak samo z resztą jak o wodorotlenku sodu. Ogólnie - tych trzech składników nie lubimy i nie pochwalamy, ale tak jak cały czas wspominam - nie dajemy się zwariować!

Szczęśliwie kolejne cztery składniki są niczym miód na moje serce, a są to:
olejek lawendowy - lekko wyczuwalny w Fresh Farmacy, jeden z najpopularniejszych i najbardziej znanych olejków na świecie. Ma działanie łagodzące, odświeżające, poprawia krążenie, jest przeciwzapalny i przeciwbólowy.
olejek drzewa herbacianego - słynny jako składnik wspomagający walkę z trądzikiem, dezynfekujący, antyseptyczny, odświeżający. Ma silne działanie antybakteryjne wobec szczepów odpowiedzialnych za powstawanie zmian trądzikowych.
absolut różany - o działaniu łagodzącym i przeciwstarzeniowym - tutaj użyty także w ramach mieszanki zapachowej - i rzeczywiście wyczuwalny nieco w kosmetyku.

Kolejnym składnikiem jest chlorek sodu, czyli sól kuchenna, w połączeniu z anionowymi tenzydami (czyli środkami powierzchniowo czynnymi takimi jakim jest np. SLS wpływa na zagęszczanie kosmetyku. (dziękuję Mystic Shine, za poprawkę :))

Dwa następne składniki to limonen i linalol - substancje obecne w olejkach eterycznych  - limonen odpowiada za zapach cytrusowy, natomiast linalol - zapach konwalii - ten drugi też jakby odrobinkę wyczuwalny w FF.

Stawkę zamyka perfume, czyli mieszanka olejków eterycznych i substancji zapachowych w niskim stężeniu.

Skład w oryginale:

Skład: Calamine Powder, Propylene Glycol, Chamomile Decoction (Anthemis Nobilis), Elderflower Decoction (Sambucus Nigra), Rapeseed Oil, Sunflower Oil; Coconut Oil (Brassica Napus, Helianthus Annuus, Cocos Nucifera), Water (Aqua), Sodium Lauryl Sulfate, Sodium Stearate, Sodium Hydroxide, Lavender Oil (Lavandula augustifolia), Chamomile Blue Oil (Anthemis Nobilis), Tea Tree Oil (Melaleuca Alternifolia), Rose Absolute (Rosa Damascena), Sodium Chloride, *Limonene, *Linalool, Perfume.
* Occurs naturally in Essential Oils.

Zdjęcia - ode mnie :)